Serge Ginger
Gestalt
Sztuka kontaktu
przetozyta Wanda Drabik
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co
Druk i oprawa
Grafmar
© 1995, Marabout, Alleur (Belgique)
© for the Polish edition by Jacek Santorski & Co, 2004
ISBN 83-88875-46-9
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co
ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa
www.jsantorski.pl
e-mail: wydawnictwo@jsantorski.pl
dzial sprzedazy: tel. (022) 616 29 36, 616 29 28
tel /fax (022) 616 12 72
u ur E u U ÓW
ee
łożył istniejącą i działającą po dziś dzień Ecole Parlslenne de
Gestalt — Paryską Szkołę Gestalt — EPG. Szkoli ona kolejne gene-
racje terapeutów Gestalt, jak również służy pomocą terapeutycz-
ną licznym klientom. EPG wspiera także inne tworzące się
ośrodki terapii Gestalt w Europie i poza nią.
Instytut Terapii Gestalt w Krakowie zawdzięcza Serge'owi
i Anne pomoc i inspirację w doskonaleniu naszego systemu edu-
kacji terapeutów Gestalt i w poszukiwaniu nowych dróg osobi-
stego rozwoju. Pozostajemy w stałym kontakcie z terapeutami
wyszkolonymi przez EPG, a w prowadzonych z nimi dyskusjach
na temat terapii Gestalt i w sytuacjach wspólnej pracy odnajduje-
my wiele łączących nas płaszczyzn.
, Z przyjacielskich kontaktów z Sergem Gingerem i jego żoną
zrodziła się myśl udostępnienia polskiemu czytelnikowi niniejszej
popularnej książki na temat Gestaltu. Można w niej znaleźć przej-
rzysty wykład teorii i opisy metod pracy oraz jej przykłady.
Tytuł oryginału
La Gestalt. L'art du contact
Redakcja naukowa i wstęp do wydania polskiego
Magdalena Zaleska-Stolzman
Redakcja językowa
Beata Wolfram
Skład i łamanie
Adam Poczciwek
Projekt okładki
Agnieszka Spyrka
26605 gh pyr
Redaktorzy prowadzacy
Katarzyna Platowska
Magdalena Zaleska-Stolzman
—
Wstęp do wydania polskiego
Z przyjemnością piszę parę słów wstępu do książki, w której Au-
tor przedstawia optymistyczną perspektywę widzenia relacji mię-
dzy ludźmi.
Autor Serge Ginger wraz ze swą żoną Anne Peyron-Ginger —
terapeuci Gestalt stanowią przykład życia zgodnego z głoszonymi
zasadami. Uczą nas tego, jak żyć w harmonii, szanować innych
i wspierać ich rozwój osobisty i zawodowy.
Serge Ginger jest od lat 70. ubiegłego wieku jednym z pionie-
Wra7 7e <wola 70na w 1982 r 7za-
TÓW fteranii Gecstalt we Fran
„.„.„,V..„„..W.„,r„„„..„.„„..r.„..„..„„„..„..„.....„.„.„
dywidualności i możliwości kreatywnych osoby, która chce w so-
bie uzdrowić to, co uważa za „Chore” i pragnie rozwinąć swój po-
tencjał.
Drogi Czytelniku, życzę by lektura tej książki stała się dla Cie-
bie inspiracją do poszukiwań w obszarze Gestaltu, tak blisko
związanego ze współczesną psychologią humanistyczną — znaj-
dziesz tam drogę ku bliskim i autentycznym relacjom ze sobą,
z ludźmi i ze światem.
Magdalena Zaleska-Stolzman
Kraków, 2003 r.
z obecnymi i dawnymi uczniami,
z praktykami Gestaltu
oraz z zespołem wykładowców. Są to:
Gonzague Masquelier, Brigitte Martel,
Xavier Bonnet-Eymard, Aline Dagut,
jak również: Jean Van Pevenage (Bruksela),
Gilles Delisle (Montreal), Edoardo Giusti (Rzym).
Podziękowania należą się także Anne Le Berre za jej uważną
i kompetentną lekturę rękopisu oraz liczne sugestie.
Wydawnictwo Marabout, Alleur (Belgia), 2001r.
Uwazam, ze Terapia Gestalt: Sztuka kontaktu prezentuje kon-
cepcję Gestalt w sposób zarówno przystępny, jak i wyczerpujący.
Być może nie wszyscy zgodzą się ze stanowiskiem Autora doty-
czącym struktury i funkcji mózgu, zawartym w rozdziale 6.
Z perspektywy mojego ponaddwudziestoletniego doświadcze-
nia w nauczaniu, jak i w praktycznym stosowaniu terapii Gestalt,
polecam tę książkę zarówno uczniom i absolwentom Instytutu
Terapii Gestalt w Krakowie, jak i osobom szkolącym się w nowo-
powstałych placówkach gestaltowskich. Myślę, ze przydatna bę-
dzie również dla psychoterapeutów innych orientacji.
Osobom szukającym pomocy psychoterapeutycznej przybliży
ona i pokaże drogę do uwalniania się od swoich problemów po-
przez branie odpowiedzialności za własne działania, pogłębianie
świadomości siebie i tego, co się dzieje wokół, a także docieranie
do swoich zasobów — początkowo z pomocą terapeuty, a później
samodzielnie, w oparciu o własne nowoodkrywane możliwości.
Wszystko, co napisałam powyżej o gestaltowskiej drodze tera-
peutyczno-rozwojowej, ma miejsce w kontakcie z terapeutą.
Tyrnarzy rn atmnefere noc7ucia hesniersyeńcnna 1 eractinlir Ala o_
UC TJ TE
Podziękowania
Praca przedstawia poglądy autora oraz jego współpracowniczki
i towarzyszki życia:
Anne Peyron-Ginger,
która opracowała i zastosowała w praktyce najważniejsze z pre-
zentowanych tu oryginalnych koncepcji oraz zainicjowała na ich
temat szeroką dyskusję.
Wykorzystano tu również doświadczenia wielu lat pracy w Ecole
Parisienne de Gestalt (EPG)
Spis treści
'Wstęp do wydania polskiego ..... .. seee... Ś
Podziękowania ..................-vs-..-. eee... 7
Spis treści ........ PR nA eee..., 9
Wstęp
Kontakt, pilna potrzeba w naszym zdehumanizowanym świecie .. 11
Rozdział 1 Co to takiego Gestalt? ... .....16
Rozdział 2 Terapeuta ucieleśniony ....... eee ee ..32
Rozdział 3 Fritz Perls, ojciec Gestaltu ..... eee 39
Rozdział 4 Teoriaself ......................vv+vvvv/+ +-+ 49
Rozdział 5 Pedagogika gestaltowska i socjo-Gestalt .......... 61
Rozdział 6 Mózg i Gestalt_........ ... . 70
Rozdział 7 Sny i Gestalt ................-.+-vvv.v< ... 88
Rozdział 8 Ciało i emocje ..... PR SRSRr 98
Rozdział 9 Nasze popędy życiowe: agresja i seks ...........112
Rozdział 10 Profil naszej osobowości ..... P 13
Rozdział 11 Dwadzieścia podstawowych pojęć Gestaltu . ... . 139
Aneks
Słownik ......................... ... ..e.ee... .. 164
Informacje praktyczne ......... PR e....... 188
Pierwszy w Polsce Instytut Terapii Gestalt ............. ... 200
Tak oto technologia i środki przekazu wynaturzyły kontakt:
nie jest on już upragnionym owocem autentycznej relacji z bliź-
nim, lecz po prostu „przygodnym zdarzeniem”, za które w nie-
wielkim stopniu czujemy się odpowiedzialni, w które „wpada-
my” pod wpływem chwilowego kaprysu.
Paradoksem jest, że gdy tak wiele elementów otoczenia
(zwłaszcza telewizja czy też telefony gotów zadzwonić znienacka
i przerwać każdą rozmowę) „penetruje” intymność naszego ogni-
ska domowego, zarazem czujemy się samotni jak nigdy dotąd,
a depresja, ta „choroba naszego stulecia”, co dzień dotyka prawie
40% populacji! Francja wciąż niestety utrzymuje smutny rekord
świata w spozyciu neuroleptyków, środków uspokajających czy
antydepresyjnych na głowę mieszkańca — dwa miliony Francu-
zów regularnie zażywa Temeste albo Prozac!
Co począć wobec inwazji „depersonalizującej” technologii,
wobec narastającej i anonimowej samotności? Jak rozniecić ludz-
11
WVWstep
Kontakt, pilna potrzeba w naszym
zdehumanizowanym świecie
Jednym z dominujących zjawisk naszej epoki jest gwałtowny
rozwój środków komunikacji działających „w czasie rzeczywi-
stym”: prasa, radio, telewizja, dalekopis, fax itp. rozmnożyły się
i zmodernizowały. Każdy z nas — bez szczególnego wysiłku — bie-
rze bezpośredni udział w tragedii ludzkiej w Rwandzie, w drama-
cie ratowania kolumbijskiego dziecka, w lądowaniu rosyjskiej ra-
kiety na Syberii albo w australijskim meczu rugby... Cały świat
znajduje się na wyciągnięcie ręki, a my ani się o to nie musimy
‘e dokonniemy w tel <nrazwie wyborów
<ta3rać ant te7
zjawisko czy zachowanie, trzeba je wpierw zrozumieć, czyli
obiektywnie zanalizować i szukać jego przyczyn — w przeszło-
ści... Dziś, stykając się z Gestaltem, fizycy mówią nam, że nie
istnieje obserwacja „obiektywna” (już sam fakt obserwacji zja-
wiska materialnego modyfikuje je, podobnie jak sama obecność
obserwatora modyfikuje zachowanie obserwowanego podmio-
tu); oto pojawia się teoria chaosu, żonglująca nieprzewidywal-
nym, to znów oznajmia się nam, ze większość „przyczyn” sytu-
uje się... w przyszłości! Zachwiał się gmach naszych pewników!
A przecież już to przeczuwaliśmy — prawą półkulą naszego mó-
zgu, odpowiedzialną za ogólną intuicję, nie zaś za myślenie li-
nearne; to właśnie myślenie prawopółkulowe skłania nas do
wyboru filmu na dzisiejszy wieczór... albo towarzyszki naszego
życia!
Zresztą, dlaczegóż to właśnie przeglądacie tę książkę? Jaka
jest tego „przyczyna”?
12
Podobnie jak nowoczesne samochody, częściej funkcjonuje-
my z „napędem przednim” niż z tylnym; w większym stopniu
„pociągają” nas nasze projekty, niż „popycha” nas nasza prze-
szłość. Żyjemy na kilku poziomach naraz! Stanowiąc uzupełnie-
nie psychoanalizy, która podejmuje rozległe wykopaliska arche-
ologiczne, ażeby odkryć w ten sposób ślady i znaczenie naszej
przeszłości (która nas częściowo warunkuje), Gestalt rzuca świa-
tło na teraźniejszość i przyszłość, wyzwalając wolność tworzenia
nowych jakości. W istocie, jak podkreśla Lao Tsy (chiński filo-
zof z V w. p. n. e., twórca taoizmu), latarnia umieszczona z tylu
wozu nie oświetla drogi do przodu!
Zobaczymy, jak stopniowo kwestionowane są nasze przyzwy-
czajenia — które mepostrzezeme zaczęliśmy traktowac jako fałszy-
we „pewniki” — i zasmakujemy uroku licznych paradoksow. Do-
wiemy się na przykład, że (wbrew rozpowszechnionym poglą-
dom):
13
kie ciepło autentycznych spotkań? Jak pobudzić twórczość, doce-
nić prawo do odmienności, i pozwolić każdemu zaistnieć w jego
w jego własny sposób, i wreszcie jak zdobyć uznanie dla swej in-
dywidualności? Jak ocalić tych, którzy ulegają złudzeniom, szu-
kając ratunku w hermetycznych sektach?
Oto kilka zjawisk, które wspomagały rozwój psychologii hu-
manistycznej w ogóle, a Gestaltu w szczególności.
Rewolucja gestaltowska
Książka ta pokaże nam, co nowego, wręcz rewolucyjnego, wno-
si Gestalt do dzisiejszej sztuki życia. Będziemy mogli lepiej zro-
zumieć, dlaczego metoda ta — pochodząca z Europy, lecz rozwi-
nięta w Stanach Zjednoczonych - tak szybko rozprzestrzenia się
z kontynentu na kontynent, zjednując sobie stopniowo Francję,
Rosję i Japonię, poruszając kolejno środowiska medyczne, edu-
kacyjne i społeczne, żeby teraz podbić świat biznesu.
Kartezjańska szkoła myślenia uczy nas. że abv zmienić iakieé
Moze jest to logiczne następstwo umyślnego poszukiwania:
przyjaciel wam o niej powiedział, a wy poprosiliście o nią w księ-
garni? Mamy więc tutaj tradycyjny łańcuch, wiodący od określo-
nej przyczyny w przeszłości, do jej logicznych skutków w waszym
obecnym zachowaniu; a może przeglądacie ją „przez przypadek”,
bo właśnie zobaczyliście ją na wystawie? Przyczyna jest więc teraz-
niejsza. Możliwe też, że przeczuwacie, iż was zainteresuje, a nawet
posłuży wam w codziennym życiu, osobistym i zawodowym. Prze-
glądacie ją więc w poszukiwaniu nowych elementów, żeby się na-
uczyć i lepiej zrozumieć: zatem przyczyna waszego zainteresowa-
nia tkwi w przyszłości, w odkryciu, które dopiero ma nastąpić;
stąd nie jest właściwe pytanie „dlaczego” czytacie, lecz „dla cze-
go” (dwoma słowami); tradycyjna przyczynowość przeszłości (ce-
niona przez naukę i przez psychoanalizę) ustępuje miejsca finalno-
ści, intencjonalności (cenionym w sztuce i w Gestalcie).
Inny przykład: dlaczego wczoraj wieczorem wcześnie posze-
dłem spać? Rzeczywiście, miałem męczący dzień (przyczyna prze-
szła); choć faktycznie chodziło raczej o to, żebym dzisiaj był
w formie ze wzgledu na wazna konferencję (przyczyna przyszła).
Książka ta nie jest „wykładem” Gestaltu. Nie stawia sobie za cel
nauczenia was czegoś, co przede wszystkim powinno się przeżyć.
Czyż dzięki książce można docenić symfonię lub obraz? Czyż
można nauczyć się pływać nie wchodząc do wody?
Ci, którzy już go „skosztowali”, a chcieliby się o nim dowie-
dzieć więcej, mogą sięgnąć do pełniejszej i zawierającej więcej
technicznych szczegółów pracy tegoż autora — dostępnej nie tyl-
ko dla specjalistów: Gestalt, terapia kontaktu to podręcznik prze-
znaczony przede wszystkim dla studentów, ale i dla początkują-
cych praktyków czy terapeutów.
Książeczka ta jest wprowadzeniem do Gestaltu, przeznaczo-
nym dla szerokiego grona odbiorców; dla każdego, kto pragnie
wieść życie na miarę swoich czasów, inaczej zrozumieć to, co się
dzieje z nami i wokół nas u progu trzeciego tysiąclecia — w epo-
ce, która będzie skupiona na wymianie, komunikacji, na kontak-
cie. Praca ta nie jest wyczerpującą, naukową prezentacją terapii
14
» Osobom poszukującym dalszych informacji polecamy
lekturę:
Ginger, S., Ginger, A. (1994). La Gestalt, une therapie du
contact.
Paryż: Hommes et Groupes. ,
Praca tłumaczona na pięć języków. Bibliografia zawiera
960 tytułów, francuskich i obcych.
15
* przyszłość wpływa na nas nie mniej niż przeszłość,
* synteza często poprzedza analizę,
* powierzchnia objawia tyleż co głębia,
* teorie są jedynie tymczasowymi hipotezami,
* agresja jest koniecznym „popędem życia”,
* wzmocnienie symptomów może pomóc w ich uleczeniu,
* przyjemność opłaca się bardziej niż wysiłek,
* przesadna kontrola emocji może spowodować raka,
* przystosowanie może oznaczać zubożenie,
* treść jest mniej ważna niż forma: ,,jak” dominuje nad „co”,
... i poznamy jeszcze wiele innych odkryć, które składają się na
to, co słusznie można nazwać „rewolucją gestaltowską”...
P Gestalt, przynosząc powiew odnalezionej wolności, nada na-
szym wartościom nowy wymiar.
Ta książka
Gestalt, a raczej proponuje ścieżki refleksji osobistej. Przy okazji
pozwoliłem sobie nawet na kilka „wycieczek” do świata kultury
bądź ogólnie przydatnych dziedzin pokrewnych, takich jak nauka
o funkcjonowaniu mózgu, badania nad snem, seksuologia itd.
Najlepiej jest tę książeczkę czytać po kolei, niemniej każdy
rozdział został zredagowany tak, by dało się go czytać jako osob-
ną całość, bądź w dowolnym porządku — wedle własnej nieskrę-
powanej inicjatywy.
Ostatni rozdział proponuje zainteresowanym streszczenie,
ściągę Dwadzieścia podstawowych pojęć Gestaltu.
A więc miłej lektury!
Serge Ginger
Paryż, 2003
ginger@noos.fr
tego tez zachowano termin Gestalt, tak we francuskim (gdzie
wszedł do słownika), jak w angielskim, rosyjskim czy japońskim!
Czasownik gestalten oznacza „kształtować, nadać znaczącą
strukturę”. W efekcie, Gestalt jest formą ustrukturyzowaną, kom-
pletną i dla nas nabierającą sensu. Na przykład, ten sam stół na-
biera innego znaczenia, gdy jest pokryty książkami i papierami,
niż nakryty obrusem i zastawą (jego ogólny Gestalt sie zmienił).
W rzeczy samej, od narodzenia, pierwszą ważną formą, jaką
rozpoznajemy, jest Gestalt, to jest twarz naszej matki. Noworo-
dek jeszcze nie dostrzega w niej szczegółów, ale ogólna forma jest
dla niego „znacząca”.
" Nasze postrzeganie podlega pewnym prawom: zatem całość (w
tym przypadku ludzka twarz) nie może się sprowadzać do zwykłej
sumy postrzeganych bodźców; tak samo woda j jest czymś innym
niż tlenem i wodorem; symfonia jest czymś innym niż ciągiem nut.
Stwierdzamy więc, że całość jest różna od sumy jej części.
16
- * _ * " * "
w żeorii Gestaltu, jednak to, co nas dzisiaj interesuje, to ich zastoso-
wanie w ferapii Gestalt, zeby więc uniknąć zamieszania, nie mogę
pominąć i tego terminu. Tym bardziej, że nie mam zamiaru systema-
tycznie go wymieniać. Dla większości Francuzów słowo tempifz na-
zbyt często odnosi się wyłącznie do leczenia chorób, nawet jeśli Świa-
towa Organizacja Zdrowia przypomina w swojej preambule, że:
„Zdrowie nie jest brakiem choroby czy cierpienia, lecz
stanem w pełni dobrego samopoczucia fizycznego,
psychicznego i społecznego”.
W tej ogólnej, „holistycznej” (z greki „holos”, cały) perspektywie, te-
rapia Gestalt ma na celu utrzymanie i harmonijny rozwój owego do-
brego samopoczucia, a nie „leczenie”, „naprawianie” jakichkolwiek
zabumeń — co zakładałoby milczące odwołanie do stanu ,,norrg
Rozdział 1
Co to takiego Gestalt?
Teoria Gestaltu
'Właściwie dlaczego Gestalt? Co znaczy ten „dziwaczny” termin?
Czemu po prostu nie mówić „po frangielsku”, jak wszyscy?
Oczywiście, Gestalt jest nazwą niemiecką, stąd wymawia się
„gesztalt” (z niemiecka [z akcentem na 2. sylabie — przyp. red. ])
i generalnie pisze się z dużej litery, gdy jest używany w formie
rzeczownika (jak wszystkie nazwy po niemiecku). Słowo to tłu-
maczy się czasem jako „forma” (zatem: teoria Gestaltu — „teoria
formy”), w istocie chodzi jednak o coś daleko bardziej złożone-
go, czego żadne słowo w innym języku nie oddaie w pełni. Dla-
Podkreślmy też, że część w całości jest czym innym, niż ta sa-
ma część z osobna, albo włączona w inną całość — ponieważ na-
biera szczególnych właściwości, stosownie do miejsca i funkcji
w każdej z nich; zatem okrzyk podczas gry jest czymś innym, niż
krzyk na opustoszałej ulicy; nagość pod prysznicem ma inny sens,
niż spacer nago po Polach Elizejskich!...
Aby więc zrozumieć jakieś zachowanie czy sytuację, nie wy-
starczy je zanalizować, lecz mieć syntetyczny pogląd na nie, żeby
je postrzegać w szerszej całości ogólnego kontekstu, trzeba nie ty-
le „wyostrzyć”, co poszerzyć spojrzenie; „kontekst” jest często
bardziej znaczący niż „tekst” („z-rozumieć”, to pojmować cało-
ściowo). Zeby więc zanalizować jakieś polityczne wydarzenie za
granicą, nie wystarczy „zrzucić” na miejsce specjalnego wysłanni-
ka; trzeba przede wszystkim mieć syntetyczne pojęcie o całości
światowej ekonomii i o wielkich rozgrywkach władzy.
Terapia
Przywołałem pobieznie kilka osólnych założeń. uwvdatnionvch
MY WWU Lattldll VGIWSI słę OCstaltt
Gestalt (terapi¢) praktykuje się dzisiaj w nader rozmaitych kon-
tekstach i celach:
* w psychoterapii indywidualnej (twarza w twarz z terapeuta),
* w psychoterapii par (z obojgiem małżonków równocześnie),
* w psychoterapii rodzin (z wieloma członkami rodziny na raz),
* w grupach terapeutycznych bądź rozwolu osobistego poten-
cjału,
w łonie instytucji (szkoły, ośrodki dla nieprzystosowanej
młodzieży, szpitale psychiatryczne itp.),
w obrębie przedsiębiorstw sektora przemysłowego lub han-
dlowego, by polepszyć kontakty, wzbogacić ludzkie relacje,
uzdrawiać vsymacje konfliktowe, pobudzić kreatywność
Terapia odnosi się więc nie tylko do osób cierpiących na zabu-
rzenia psychiczne, uznawane za patologiczne, lecz również do
18
JĘ TŁ I / u T P o y s k E i E
taktu, psychoanahza egzystencjalna, terapia integracyjna, psycho-
drama wyobrażeniowa... czy jak tam jeszcze?
Aż do lat 80. Gestalt był we Francji jeszcze dość mało znany,
podczas gdy w Niemczech i za Atlantykiem stał się już jedną
z najbardziej rozpowszechnionych metod terapii, osobistego roz-
woju i kształcenia, daleko wyprzedzając psychoanalizę. W Sta-
nach Zjednoczonych jego nauczanie jest regularnie prowadzone
wśród psychologów, pracowników socjalnych, duszpasterzy,
przełożonych organizacji młodzieżowych i wojska. Szacuje się, że
setki tysięcy osób uczestniczyło w sesjach Gestaltu, indywidual-
nych lub grupowych.
Jak więc wytłumaczyć, że przez trzydzieści lat po tym, jak się
narodził, we Francji ciągle jeszcze pozostaje tak mało znany? Czy
należy się powołać na szczególny opór spadkobierców Kartezju-
sza wobec wszystkiego, co zasadniczo nie podpada pod tradycyj-
ne, racjonalne i przyczynowe myślenie? We Francji nadal tak by-
19
W tej koncepcji terapii zawiera się więc pojęcie osobistego roz-
woju, poszerzenia ludzkiego potencjału — które jest zgoła od-
mienne od celów normalizujących, ukierunkowanych na zdrowie
i adaptację społeczną. Przypomnijmy, że pierwszymi terapeutami
nie byli lekarze, a ziewolnicy, którym powierzano konserwację
statuetek bogów; później kapłani, poświęcający się analizie świę-
tych tekstów. Połączenie tych funkcji służyło zacieśnianiu więzi
między bogami i ludźmi, czyli między Niebem a Ziemią, duchem
i materią, między Słowem a ciałem. Na początku terapia zmierza-
ła więc do harmonii psychosomatycznej, nie zaś do medycznych
kuracji. Taki jej sens przywraca nurt tzw. „nowych terapii” hu-
manistycznych — w tym Gestalt.
Zdaniem Goldsteina (Nowy Jork, 1934), jednego z mistrzów
Perlsa, założyciela terapii Gestalt:
„INormalności nie powinno się definiować przez ada-
ptacje, a wręcz przeciwnie, przez zdolność tworzenia
nowych norm.”
T Lo ce . . L .
osób nie radzących sobie z problemami egzystencjalnymi — nieste-
ty rozpowszechnionymi (konflikt, zerwanie, trudności seksualne,
samotność, żałoba, depresja, bezrobocie itp.) — a także, znacznie
szerzej, do każdej osoby (czy organizacji), która dąży do powięk-
szenia swego ukrytego potencjału, żeby nie tylko /epiej-być, ale
i bardziej-być, do lepszej jakosci zycia.
» W sumie, chodzi o podejście naturalne i uniwersalne, odpo-
wiednie dla osób w każdym wieku, na dowolnym poziomie,
z różnych środowisk kulturowych i w różnych sytuacjach. Zresz-
tą, Perls uważał swoją metodę za „zbyt dobrą, by ją rezerwować
tylko dla chorych i ludzi z marginesu”, i chętnie ją prezentował
w prowokacyjny sposób, jako ,terapie normalnych”.
Historia i geografia Gestaltu
Czymże więc w końcu jest ta „nowa terapia”, o konturach często
jeszcze słabo określonych dla szerokiego ogółu, coraz to inaczej
nrze7 tych czy owych naovwana ftornmhin tu-i-torny torahia bon-
SN sl Mi ve ttawja WCstallu
Gestalt został opracowany przede wszystkim dzięki intuicjom Fritza
Perlsa, niemieckiego psychoanalityka zydowskiego pochodzenia,
który w wieku 53 lat wyemigrował do Stanów Zjednoczonych.
Powstanie koncepcji Gestaltu można usytuować w 1942 r.,
jest to data wydania pierwszego dzieła Perlsa: Ja, głód i agresja,
opublikowanego w Południowej Afryce — gdzie Perls schronił się
tymczasowo przed prześladowaniami nazistów.
Za oficjalne narodziny i nadanie imienia przyjmuje się rok 1951,
datę ukazania się w Nowym Jorku pierwszego wydania książki:
Gestalt-therapie [Gestalt therapy. Excitement and Growth in the
Human Personality, Frederick S. Perls, Ralph F. Hefferline, Paul
Goodman - przyp. red. ]. Niemniej, rozgłos zyskał dopiero znacz-
nie później w Kalifornii, przy okazji rozległego ruchu „kontrkultu-
ry” w 1968 r. —który wkrótce wstrząsnął całą północną półkulą na-
szej planety, w poszukiwaniu nowych, humanistycznych wartości
20
dzionymi z prac Wilhelma Reicha, psychoanalityka, odstępcy
Freuda), psychodramą, podejściami fenomenologicznymi i egzy-
stencjalnymi oraz filozofiami orientalnymi.
Gestalt rozwinął perspektywę integrującą ludzkie istnienie,
wprowadzając doń zarazem zmysłowe, emocjonalne, intelektualne,
społeczne i duchowe wymiary — umożliwiające całościowe doświad-
czanie, w którym ciało może się wypowiedzieć, a słowo ucieleśnić.
Kładzie on akcent na świadomość aktualnego doświadczenia
(„tu i teraz” — w którym oczywiście zawiera się ewentualność
:ujawnienia dawnego przeżycia) i rehabilituje emocjonalne i ciele-
sne odczuwanie — nadal zbyt często cenzurowane w naszej kultu-
rze, która ściśle normuje publiczne wyrażanie gniewu, smutku,
niepokoju..., lecz także czułości, miłości czy radości!
Gestalt faworyzuje prawdziwy kontakt z innymi, twórcze dopaso-
wanie organizmu do środowiska, jak również uświadomienie sobie
wewnętrznych mechanizmów, które nazbyt często zmuszają nas do
21
wa, że odkrycie „przyczyn” — choćby hipotetycznych - liczy się
bardziej niż rezultat, chyba że ten zostanie zaraz włączony do
obiegowych wzorów wyjaśniania! Trzeba przypomnieć, że Fran-
cja była szczególnie powściągliwa wobec wprowadzenia psycho-
analizy, która frontalnie uderzała w przesądy epoki. Ta również
rozwinęła się u nas ze znacznym opóźnieniem... zanim zdobyła
sobie monopol niemal imperialistyczny!
'W każdym razie Gestalt — jak by nie było wywodzący się zresz-
tą z europejskiego źródła — szybko się rozprzestrzenił w krajach
germańskich i anglosaskich, a teraz zdobywa kraje na wszystkich
kontynentach: Kanadę, Amerykę Łacińską, Australię, Rosję, Japo-
nię itd. W Niemczech jest wykładany od 1969 r. w wielu instytu-
tach, a liczy ponad 2000 zawodowych praktyków (pracowników
socjalnych, instruktorów i konsultantów, nauczycieli, psychiatrów
i psychologów - w tym nawet o specjalizacji Gestalt-pedagogów
i Gestalt-gerontologów), podczas gdy we Francji zawodowo przy-
gotowanych gestaltystów będzie nie więcej, jak tysiąc.
Posiocła resznoe O .
twórczych („wyobraźnia do władzy”), przywracając każdemu jego
część odpowiedzialności („samosterowność”) i próbując dowarto-
ściować być względem ieć, uniezależnić wiedzieć od władać.
Dziś Gestalt, poza psychoterapią, chętnie się przedstawia jako
prawdziwą filozofię egzystencjalną, „sztukę życia” w autentycz-
nym kontakcie, szczególny sposób ujmowania relacji bytu żyjące-
go w świecie, często przeciwny tradycyjnemu spojrzeniu: gdyż
przedkłada syntezę nad analizę, finalizm (skierowany ku przy-
szłości) nad „przeszłościową” przyczynowość, twórczość i orygi-
nalność ponad normatywność czy „normalizację”.
Geniusz Perlsa i jego współpracowników (zwłaszcza Laury
Perls i Paula Goodmana) doprowadził do spójnej syntezy wiele
europejskich, amerykańskich i orientalnych prądów filozoficz-
nych, metodologicznych i terapeutycznych, tworząc tym samym
nowy „Gestalt”, w którym „całość jest czymś innym niż sumą
swoich części”; używając tradycyjnych „cegieł” zdołał z nich zło-
żyć nowy gmach, zupełnie oryginalny.
Gestalt sytuuje się na skrzyżowaniu między psychoanalizą, te-
rabiami ciała inspirowanymi koncepciami reichowskimi (wywie-
od snów czy snu na jawie, psychodrama, zajecia twórcze (rysu-
nek, modelarstwo, muzyka, taniec itp.).
b Podsumowując, nie chodzi o to, by zrozumieć, analizować
lub interpretować wydarzenia, zachowania czy uczucia, a raczej
dopomóc w uzyskaniu ogólnej świadomości o naszym sposobie
funkcjonowania, procesach twórczego dostosowania się do oto-
czenia, integrowania obecnego doświadczenia, unikach i mecha-
nizmach obronnych (zwanych „oporami”, w gestaltowskim zna-
czeniu tego słowa).
Trzecia droga
Chodzi tutaj o zasadniczą podstawę, która różni się zarówno od
psychoanalizy, jak i od behawioryzmu, tworząc oryginalną „trze-
cią drogę”: ani zrozumienie, ani wyuczenie się, lecz eksperymen-
towanie, by maksymalnie poszerzyć pole naszego przezywania
22
chciał się zmienić, dostosować się do jakiegoś modelu odniesie-
nia, rzeczywistego bądź wyidealizowanego - jaki by nie był, indy-
widualny czy społeczny, wewnętrzny czy zewnetrzny, filozoficz-
ny, moralny, polityczny albo religijny.
Być tym, kim jestem, przed być inaczej, oto „paradoksalna teo-
ria zmiany” (Beisser, 1970).
'W praktyce, te założenia otwierają się na szczególną metodę
pracy, inspirowaną fenomenologig, opartą na pewnym zbiorze
technik. Fenomenologia — która była pożywką egzystencjalizmu —
kładzie nacisk na bezpośrednie i subiektywne przeżycie, na osobi-
sty opis zjawiska, bez jego interpretacji, na konkretne odczucie
„tu-i-teraz”; tym samym jest przeciwna „obiektywizującym” ce-
" lom behawioryzmu.
Nader często te techniki — po części zapożyczone z psychodra-
my, a wiele innych było z kolei używanych przez różne podejścia
23
powtarzania przedawnionych zachowań. Uwydatnia nasze procesy
blokowania czy przerywania normalnego cyklu zaspokajania potrzeb
oraz demaskuje nasze uniki, lęki i zahamowania, a także złudzenia.
Gestalt nie zmierza po prostu do wyjaśnienia źródeł naszych
trudności, lecz do wyprébowania nowych rozwiązań — do starania
by, „wiedzieć dlaczego”, dorzuca „poczuć jak”, co pobudza zmianę.
W Gestalcie, każdy jest odpowiedzialny za swoje wybory i za
swoje uniki. Pracuje w takim tempie i na takim poziomie, jaki mu
odpowiada, zaczynając od tego, co mu się w danym momencie
pojawia - czy to będzie spostrzeżenie, czy uczucie, czy aktualny
niepokój, spowodowany ponownym przezyciem dawnej sytuacji,
źle rozwiązanej lub „nie dokończonej”, czy może jeszcze niejasne
perspektywy na przyszłość. Praca jest na ogół zindywidualizowa-
na — nawet jeśli podejmuje się ją w grupie. Ta zaś służy wtedy za
świadka, za wsparcie, albo jako wzmacniające „echo”.
Gestalt w oryginalny sposób łączy i tworzy kombinacje wielu
różnych merod i technik, werbalnych i niewerbalnych, takich jak:
przebudzenie sensoryczne, praca nad energią, oddychaniem, pra-
ca z ciałem lub głosem, z wyrażaniem emocji, praca wychodząca
i naszą wolność wyboru, by w ten sposób wymknąć się spod alie-
nującego determinizmu przeszłości i środowiska, spod presji „hi-
storycznych” czy „geograficznych” uwarunkowań, generowa-
nych przez nasze dzieciństwo bądź otoczenie, aby wreszcie odna-
leźć przestrzeń wolności i odpowiedzialności:
„INie to jest ważne, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja
sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono.”
PARAFRAZA Z SARTRA, 1966.
Skądinąd, nie sposób naiwnie negować wagę biologicznego dzie-
dzictwa, ani doświadczenia wczesnego dzieciństwa, ani też mini-
malizować presję kulturową środowiska społecznego, lecz raczej
poszukiwać wewnętrznej spójności mojego bycia-w-świecie, aby
znaleźć i rozwinąć własny styl życia, z jego specyfiką i oryginal-
nością.
P> Gestalt mnie przede wszystkim pobudza, bym wpierw lepiej
sie boznał i zaakcebtował sie takim. iaki iestem. a nie żebym
chetnie wykazuje aktywność i gotowość do interwencji, nie jest
wszakże „dyrektywny”. Reaguje i prowokuje reakcję (na przy-
kład inscenizację), to znaczy, że współ-działa, jednak nie on na-
daje pracy kierunek. On, podobnie jak przewodnik górski lub ja-
skiniowy, oddaje swoją wiedzę do dyspozycji „klienta”!, żeby mu
ofiarnie towarzyszyć w trakcie wyprawy, którą ten ostatni sam
wyznacza. Jego rola bardziej polega na tym, żeby udostępnić
i ułatwić, niż zrozumieć czy zmusić do zrozumienia.
P Praktyk Gestaltu i jego klient są więc partnerami, wciągnięty-
mi w autentyczną dwustronną relację, i tym się właśnie charakte-
ryzuje Gestalt.
! W Gestalcie unika się słowa „pacjent”, które kojarzy się z pasyw-
nością wobec zaleceń lekarza; preferuje się słowo „klient” — odbiorca,
wolny i odpowiedzialny za swoje żądania.
24
biegun uczuciowy 3 biegun spoleczny
i relacyjny i organizacyjny
ciało świar
biegun fizyczny biegun du_chowy
i materialny lub metafizyczny
postawy ideologiczne
Rys. 1.1. Pentagram Gingera
2 „Symboliczny” jest przeciwieństwem „diabolicznego”; w istocie
greckię dia-bolein_znaczy „rozrzucać na wszystkie strony, oddziclaf)”
(rola diabła), podczas gdy sun-bolein oznacza: „rzucać razem, łączycv ;
język symboliczny łączy ludzi wszystkich krajów, stanowi coś w rodzaju
, »
naturalnego „filogenetycznego esperanto™.
(na przykład w analizie transakcyjnej) — są myłone z samym Gestal-
tem; słyszy się czasem „robię Gestalt” od osób, które bodaj nie ma-
ją pojęcia o jego fundamentalnych zasadach, a jedynie posługują
się „pustym krzesłem”, albo każą komuś przemawiać do poduszki!
Jak gdyby wystarczyło odegrać komedię, żeby robić psychodramę,
albo wyciągnąć się na kanapie, żeby „robić psychoanalizę”!
W Istota Gestaltu nie leży w jego technikach, lecz w ogólnym du-
chu, w jakim się je stosuje i uzasadnia.
W Gestalcie, symptom jest uwazany za „apel” specyficzny dla
danej osoby: wyrażony w języku, jaki sama „wybrała”. Wsłuchuje-
my się weń z uwagą i szacunkiem, a nawet zachęcamy do jego mak-
symalnej ekspresji, za pomocą technik amplifikacyjnych, ewentual-
nie go wzmacniając, żeby lepiej „słyszeć”: co ma mi do powiedze-
nia mój ból gardła? Co przekazuje? Symptom, zwłaszcza cielesny,
będzie więc często uznawany za kanał, umożliwiający bliższy kon-
takt z głębokimi, podkorowymi warstwami mózgu (patrz rozdz. 6.).
W tei pracy. praktykuiacy gestaltysta (czy terapeuta Gestalt)
Pentagram Gingera
Dla zilustrowania tego wielowymiarowego podejścia często ucie-
kam się do symbolicznego? przedstawienia, używając pięciora-
miennej gwiazdy, „pentagramu”, tradycyjnego obrazu człowieka
- z jego głową, dwojgiem ramion i dwiema nogami. ,
Pięć ramion gwiazdy wyobraża, według mnie, to, co uwazam
za pięć podstawowych wymiarów ludzkiej aktywności: -
1) wymiar fizyczny: ciało, zmysłowość, motoryczność, fizycz-
na seksualność... _
2) wymiar afektywny: „serce”, uczucia, więź miłosna, inna...
3) wymiar racjonalny: „głowa” (z jej dwiema półkulami!) —
myśli i wyobraźnia twórcza,
4) wymiar społeczny: inni, środowisko społeczne, kulturowe...
5) wymiar duchowy: miejsce i znaczenie człowieka w kosmo-
sie i w globalnym ekosystemie...
PENTAGRAM GINGERA
głowa
biegun racjonalny
serce A inni )
ry, rodziny, instytucji lub przedsiębiorstwa, a ten schemat zachowuje
wartość diagnostyczną i heurystyczną (wspomagającą odkrycie), dla
lokalizacji dysfunkcji i ustalenia spójnej strategii interwencyjnej?.
Socjo-Gestaltem nazywam nie tyle zastosowanie Gestaltu
w ramach instytucji (jak szkoła czy szpital) lub przedsiębiorstwa,
a raczej zastosowanie pewnych gestaltowskich zasad do całości
instytucji, pojmowanej jako pełny „organizm”, w interakcji ze
swoim otoczeniem?.
3 Mały test: sprawdicie, czy wasz związek dobrze funkcjonuje na
wszystkich płaszczyznach: fizycznej, afektywnej, intelektualnej, społecz-
nej i duchowej...
* Zróbcie to samo w odniesieniu do zakładu, w którym pracujecie,
na płaszczyźnie: materialnej (wyposażenie), relacyjnej (atmosfera), ra-
cjonalnej (rechnologia), społecznej (związki zewnetrzne) i ideologicznej
(szczytne zasady)...
26
skurcze szczęki, zmiana rytmu oddychania lub przełykania,
i oczywiście automatyczne mikroruchy rąk czy stóp. Terapeuta
często sugeruje, żeby wzmocnic te nieświadome gesty, poniekąd
uważane za „pomyłki ciała”, znamienne dla procesu w toku, a dla
klienta niewidoczne.
Terapeuta Gestalt posuwa się więc od powierzchni ku głębi — co
wcale nie znaczy, że zatrzymuje się na powierzchni! W rzeczywi-
stości doświadczenie potwierdza, że Gestalt sięga, i to łatwiej niż
podejścia zasadniczo werbalne, do głębokich, „archaicznych” po-
kładów osobowości — ustanowionych jeszcze w okresie wczesne-
go rozwoju jednostki, zanim zaczęła swobodnie władać słowem.
„Monodrama”
To jeden z wariantów psychodramy, w którym protagonista sam
gra kolejno różne role, w przywołanej przez niego sytuacji. Może
27
Zauważmy, że oba ramiona odnoszą si¢ do relacji (z innym
oraz z innymi), podczas gdy dwie nogi symbolizują nasze korze-
nie, umożliwiając równowagę między fizyką i meta-fizyką, mię-
dzy materią i duchem (lub energią). Duchowość pozbawiona cia-
ła jest słaba lub podejrzana.
Gestalt stara się zachować podejście wielowymiarowe, efektyw-
ne na sposób „polisemiczny” (rzedstawiający jednocześnie wiele
znaczeń), zarazem fizyczny, afektywny, racjonalny, społeczny i du-
chowy człowieka: nie tylko uwzględnia wszystkie te aspekty, lecz
przede wszystkim wewnętrzne relacje systemowe każdego z nich
z czterema pozostałymi —i właśnie to wydaje się stanowić jedno z je-
go głównych bogactw. Można by jeszcze powiedzieć, nieco uprasz-
czając, ale za to bardziej obrazowo, że Gestalt rehabilituje uogólnia-
jace funkcje prawej półkuli mózgu, jako że nasza francuska kultura
zbyt często robi z nas „połowicznie porażonych”, wykorzystujących
zasadniczo lewą półkulę, analityczną i racjonalną (zwróć uwagę na
znikomą ilość czasu przeznaczonego przez oświatę narodową na za-
jecia fizyczne i artystyczne, w porównaniu z krajami anglosaskimi).
Oczywiścić, to podejście jest ekstrapolacyjne, od jednostki do pa-
Niektóre techniki
Aby dać bardziej konkretne wyobrażenie tym, którzy nigdy nie
uprawiali Gestaltu, wypada teraz przypomnieć w skrócie, tytułem
przykładu, kilka z najczęściej używanych technik w terapii Gestalt:
Amplifikacja
Jednym z ważniejszych zadań Gestaltu jest uwydatnienie tego, co
jest ukryte, poprzez przeniesienie na zewnętrzną scenę tego, co się
rozgrywa na scenie wewnętrznej, by umożliwić każdemu lepsze
poznanie swojego sposobu „funkcjonowania” tu-i-teraz, w „kon- .
takcie granicznym” między nim samym i jego otoczeniem.
Chodzi więc o to, by śledzić proces w toku, czyli uważnie obser-
wować „zjawiska powierzchniowe”, bez pogrążania się w tajemnych
i hipotetycznych głębiach nieświadomości — których niepodobna
zbadać inaczej, jak za pomocą sztucznego światła interpretacji.
Weźmy za przykład zjawiska rozszerzenia naczyń na twarzy
i szyi [czerwienienie się — przyp. red. ], które daje cenne wskazów-
ki o wewnetrznych reakcjach emocjonalnych, podobnie jak mini-
równowagi dynamicznej. Biorąc przykład z linoskoczka, który
wspomaga swoją równowagę wydłużając drążek, Gestalt nas
skłania do rozwinięcia skrzydeł na całą ich rozpiętość. Proponu-
je nam zastąpienie szarzyzny kompromisu tęczowym wachla-
rzem.
Gestaltowskie wprowadzenie w akcję
Polega ono na odegraniu scenki, rzeczywistej bądź wyobrażonej,
w sposób symboliczny (to znaczy bez właściwej inscenizacji); mo-
że mianowicie ułatwić ekspresję, odreagowanie (emocjonalne wy-
ładowanie, pozwalające uwolnić się od traumatycznego wydarze-
nia) i załatwić pewne „niedokończone sytuacje”, generujące neu-
rotyczne zachowania, powielające nieodpowiednie czy anachro-
niczne „scenariusze życiowe” (na przykład trudności seksualne
w następstwie gwałtu w dzieciństwie).
28
C E / w " i i ) w żi f
eksperymentowanie i zbadanie uczuć źle zidentyfikowanych,
stłumionych, a nawet jeszcze nie znanych.
„Awareness”
„Awareness”, czyli kontakt z ogólną świadomością, polega na
tym, żeby mieć ciągle na uwadze nieustanny strumień doznań fi-
zycznych, uczuć, myśli, nieprzerwane następstwo „figur”, które
pojawiają się na pierwszym planie moich zajęć, na „tle” złożonym
:z całości sytuacji, w jakiej żyję, oraz osoby, jaką jestem - i to za-
razem na płaszczyźnie cielesnej, emocjonalnej, wyobrażeniowej,
racjonalnej czy behawioralnej. Terapeuta w tym, co jego dotyczy,
jest więc bez przerwy zarazem w awareness wewngtrznej swojego
własnego odczuwania, oraz w awareness zewnętrznej, wyczulony
na wszystko, co się dzieje w jego otoczeniu, a szczególnie z jego
„klientem”.
29
zatem sukcesywnie przedstawiać, dajmy na to: siebie samego
i własną żonę; albo jeszcze swoją matkę, raz jako surową i odrzu-
cającą, to znów jako przystępną i kochającą; może się wypowia-
dać w imieniu własnej głowy w konflikcie ze swoim seksem („nie
wolno uwodzić kolezanki...”, ale „umieram z pożądania...”),
i uosabiać na przemian te dwie instancje w przedświadomej ry-
walizacji.
Monodrama pozwala więc, i to na wiele sposobów, zbadać,
rozpoznać i lepiej zintegrować przeciwstawne „bieguny” relacji,
nie chcąc ich arbitralnie redukować do „nieprzyjaznego środowi-
ska”, sztucznego, zwodniczego i zubożonego: w rzeczywistości
mogę poczuć zarazem gwaltowną agresję do kogoś, i jednocze-
śnie namiętną miłość. Każde z tych uczuć wymaga maksymalnej
klaryfikacji, a nie „neutralizacji” do postawy względnej miłości
czy zredukowanej do „szarości”, przez arbitralne, algebraiczne
zsumowanie dwóch gwałtownych i przeciwstawnych uczuć, któ-
re W istocie raczej się dopełniają, niż znoszą.
Nad tradycyjne poszukiwanie równowagi statycznej i sztywnej
w „nieprzyjaznym środowisku”, Gestalt przedkłada osiągnięcie
Należy podkreślić, że wszelka interwencja psychoterapeutycz-
na nie ma na celu transformacji sytuacji zewnętrznej, modyfikacji
rzeczy, innych ludzi czy zdarzeń, lecz raczej zmianę wewnętrznej
percepcji, jaką wyrabia sobie klient, faktów, ich wewnętrznych
relacji i ich rozlicznych znaczeń (polisemia). Praca jest więc ukie-
runkowana na wsparcie nowego osobistego doświadczenia, prze-
pracowanie indywidualnego modelu percepcji i mentalnych wy-
obrażeń uczestnika („ponowne dopasowanie”).
Chciałbym sprecyzować, że rozważne „wprowadzenie w ak-
cję” sytuacji przeżytych lub wyobrażonych — często w Gestalcie
zalecane — jest przeciwstawne temu, co psychoanaliza trafnie
określa jako „przejście do czynu”, impulsywnego lub defensywne-
go; o ile przejście do czynu jest unikiem, swego rodzaju „zwar-
ciem” w kontakcie ze świadomością (akcję zastępuje analiza wer-
balna), to rozważne wprowadzenie w akcję jest, przeciwnie,
wzmocnieniem, które ułatwia przyjęcie do świadomości, propo-
nuje akcję widzialną i namacalną („ucieleśnioną”), mobilizującą
ciało i emocje, dającą klientowi okazję przeżycia sytuacji bardziej
14”Y
" zalnrezentowanie” (w cencie — nobec
śntoncenyumnie
każdy terapeuta może bez końca wynajdywać nowe techniki, wy-
myślać warianty i oryginalne kombinacje. Doprawdy każdy ge-
staltysta pracuje zarówno tym, kim jest, jak i tym, co wie, w swo-
im własnym stylu, zgodnie ze swoją specyficzną inwencją.
Gestalt, terapia naszych czasów
Gestalt wpisuje się w nowy paradygmat (wzorzec myślenia, zbiór
przekonań), który demityzuje całą potęgę myśli i nauki.
„Myśl człowieka w pełni racjonalnego jest kompletnie
irracjonalna. ”
EDGAR MORIN
Zimny, scjentystyczny obiektywizm XIX wieku (z którego wy-
rosła psychoanaliza) dobiegł kresu, w tym również w naukach
uważanych za „ścisłe”.
30
mienie przeszłych przyczyn,
* optymistyczny finalizm „dla czego” (w dwóch słowach),
przewyższa pesymistyczną przyczynowość „dlaczego”
(w jednym słowie),
* „poezja” twórcza życia (greckie poiein, „tworzyć”), prze-
kracza „matematyczną” i stereotypową sztywność materii
(greckie mathema, „to, co zostało zapisane”).
Toteż, w przeciwieństwie do psychoanalizy, Gestalt nie doma-
ga się, by go uznano za nauke, lecz szczyci się statusem sztuki —
towarzyszącej współczesnemu nurtowi badań, który przenika fi-
zykę, biologię i filozofię, w poszukiwaniu spójni materii i energii,
to jest ciała i ducha.
31
Bezpośrednie zwracanie się do innych
W Gestalcie unika się mówienia o kimś (obecnym czy nieobec-
nym), zwraca się do niego wprost, co pozwala przejść od we-
wnętrznej refleksji (porządek intelektualny) do kontaktu relacyj-
nego (porządek emocjonalny). Jeśli więc mam coś do powiedze-
nia mojej sąsiadce, nie mówię: „Uważam, że Jeanne jest tro-
chę...”, lecz zwracam się do niej otwarcie. Podobnie, jeśli nagro-
madziłem zarzuty przeciw mojemu zmarłemu ojcu, wyobrażam
go sobie siedzącego przede mną (na przykład na pustym krześle)
i mówię do niego „twarzą w twarz”: „Tato, nigdy nie ośmieliłem
się powiedzieć ci, że...”
Podczas terapii w grupie, uczestnicy mogą być poproszeni
o skonfrontowanie swojego wrażenia z zainteresowanymi, żeby
się wyzbyć podstępnej gry projekcji, którymi się nieświadomie
otaczamy. Taka konfrontacja pozwala uniknąć wypominania są-
siadowi... moich osobistych projekcji na niego! Przykład: „Mam
wrażenie, że ty mnie nie słuchasz!”
Poprzestaie na tych kilku przykładach. gdvż w rzeczywistości
Teoria chaosu odkryła wszechświat „fraktalny”, nieskończenie
złożony, gdzie wszystko jest kwestią skali. Cechy obiekti różni-
cują się wraz z odległością obserwatora. Oto na przykład, nie
sposób „obiektywnie” wymierzyć długość brzegów kanału La
Manche: im bardziej się do nich zbliżyć... tym okazują się dłuż-
sze, gdyż pojawiają się coraz to nowe załomy, a długość zmierza
ku nieskończoności! Jak to przeczuwał Gestalt, spojrzenie mode-
luje formy.
Każdy ma swoją prawdę. Subiektywność pozwala podmiotowi
„wejść” w obiekt, ożywić go. Po przeszłym obiektywie, oto nad-
chodzi zaprzeszły subiektyw! (Gra słów: imparfait — niedoskona-
ły, oraz czas przeszły niedokonany; parfait — doskonały, plus-
que-parfait — czas zaprzeszły, a dosłownie — bardziej-niż-dosko-
nały — przyp. red.).
P Dzisiaj jasne jest, że:
* intuicyjna synteza często poprzedza racjonalną analizę,
¢ wyklarowanie nozadaneco celu wiecei wviaśnia niż zrozu-
o ciągłe poszukiwanie harmonii, lepszej „jakości życia”. Wszyscy
mamy prawo do szczęścia.
Wychowanie przyzwyczaiło nas do myślenia, że „na raj trzeba
sobie zasłużyć”. Nie ma nagrody bez wysiłku: „Nic nie przycho-
dzi samo...”, „Irzeba cierpieć, żeby być piękną...”, „Będziesz ro-
dzić w bólu...” Najlepsza droga do świętości, to być „dziewicą
i męczennicą”! Życie duchowe chętnie się żywi ascezą.
Gdyby się dobrze zastanowić i przyjrzeć uważnie, to wszystkie
te nauki wcale się nie sprawdzają! „Wiele dróg prowadzi do Mg-
drości — powiadają orientalni sufi — skoro szukacie, szukajcie w ra-
dosci...”
Po co kaleczyć sobie palce, nieustannie rozgrzebując ziemię nasze-
go ogrodu i i ;Śfó!;ować wyciągnąć z niej wszystkie kamienie? W każ-
dym razie wyczerpie nas to bez reszty: im bardziej drążymy, tym wię-
cej ich znajdujemy! Mimo całego wysiłku, w mojej glebie zawsze po-
32
oczyszczoną ranę trzeba zostawić, żeby się zasklepiła i juz jej wię-
cej nie rozdrapywać. Te pierwsze „zabiegi” często są bolesne, ale
w trakcie kuracji stosuje się również łagodzące balsamy: delikat-
ność i poczucie humoru.
Nie unikajmy ani cierpienia, ani radości. Psychoterapia Gestalt
zmierza do odnalezienia pełni ludzkiego istnienia. Nie uprawia-
my terapeutycznego masochizmu, zgodnie z modą, która podpo-
wiada, że im terapia jest dłuższa, droższa i uciążliwsza, tym bar-
dziej będzie „głęboka i wartościowa”! Twierdzenia typu „niedro-
gie = niedobre”, „niedługie = niegłębokie” uparcie podtrzymu-
ja istniejące mity!
Kiedy na targu wysypie się ziemniaki z żego samego worka do
trzech różnych skrzynek i sprzedaje się je po 5, 7 i 10 franków, to
większość kupujących pospieszy do najdroższych! Niedawne pod-
sumowanie amerykańskich badań nad wymiernymi efektami róż-
nych terapii, dokonane na podstawie 80 prób statystycznych, nie
33
Rozd=ial 2
Terapeuta ucieleśniony
Szczęście jako obowiązek
Co zapamiętaliśmy z tego wstępnego przeglądu informacji na te-
mat terapii Gestalt?
b Między innymi to, ze Gestalt dotyczy nas wszystkich. Może
nam ułatwić lokalizację naszych barier i naszych trudności, umoż-
liwić wypróbowanie nowych sposobów funkcjonowania, oswoje-
nie naszych lęków, zwątpień i naszego cierpienia. Jest epokowym
przełomem w medycynie prewencyjnej: wcale nie trzeba cierpień.
żeby sie leczyć. Zauwazyliśmy, ze chodzi w niej przede wszvstkim
zostaną jakieś kamienie! A gdybym tak zachował siły, żeby podlewać
moje kwiaty? Albo, żeby je posadzić... choćby na kamienisku!
Kazdy wie, że łatwiej rozwinąć to, co już się ma (zdolności mu-
zyczne, sportowe, łatwość nawiązywania kontaktów itp.), niż da-
remnie walczyć ze swoimi „negatywnymi” rysami (przestać palić,
mniej się lenić, być mniej zarozumiałym itp.). Na pewno żadna te-
rapia nie obejdzie się bez łez i lęku, czy jednak koniecznie trzeba
kontemplować trudne momenty ze swojej przeszłości, skoro moż-
na też, równoległe, pielęgnować swoją teraźniejszość i uczynić się
jak najszczęśliwszym?
Klienci Gestaltu są zazwyczaj bardzo zaskoczeni, gdy odkry-
wają, że można „pracować” nad sukcesem, udanym kontaktem,
czy analizować swoje dobre samopoczucie, a nie zmuszać się wy-
łącznie do walki z problemami czy urazami. W rzeczy samej, nie-
ustanne roztrząsanie nieszczęśliwego czy wstrząsającego epizodu,
nierzadko prowadzi do jego utrwalenia w pamięci; wielokrotne
wspominanie ciężkiego żalu nie wystarcza do jego przezwycięże-
nia... Jeśli ciągle otwiera się i rozkrwawia rany z dzieciństwa, ni-
ody się ich nie zabliźni: raz a dobrze (byle nie za wcześnie!)
y 7ę 7 = i m 7
rzyszenie klientowi w „cyklu zaspokajania jego potrzeb” (patrz
rozdz. 4). Jest to możliwe w klimacie ciepła i dzielenia się — sprzy-
jającym wszelkiemu wzrostowi — bez przeceniania frustracji jako
uniwersalnego środka rozwoju.
Gestaltysta nie izoluje się chłodnym milczeniem, nie chowa się
w postawie permanentnej neutralności, zwanej „życzliwością”;
przeciwnie, chętnie manifestuje współodczuwanie (czyli sym-p-
atig), dzieli się myślami i uczuciami (w ramach „terapeutycznego
wykorzystania swojego przeciwprzeniesienia”) i zbliża się do
klienta, jak do prawdziwego „partnera”. Oczywiście, jego włą-
czenie się jest kontrolowane, on nie wyraża wszystkiego, co czu-
je..., ale wszystko to, co wyraża, jest tym, co czuje (postawa fun-
damentalnej autentycznosci). Innymi słowy, on mówi to, co my-
śli, ale nie mówi wszystkiego, co myśli.
Nie jest też zobowiązany do „bezwarunkowej akceptacji” swe-
go klienta: może sobie pozwolić na odrzucenie pewnych jego
34
wistym dialogu „Ja i Ty” (Buber). Jeśli się złoszczę, mój tera-
peuta może zachować spokój; ja mogę być smutny, a on nie...
Wspólne poszukiwanie
Terapeuta nie „musi wiedzieć” wszystkiego, co mnie dotyczy. Je-
stem osobą wyjątkową i oryginalną, i mam prawo do własnego
stylu funkcjonowania. Moje potrzeby i moje braki nie są takie sa-
me, jak sąsiada, nie przeżyłem braku ojca tak, jak mój brat...
Choćby mój terapeuta długo studiował (profesjonalne przygo-
towanie terapeuty Gestalt zajmuje przeciętnie 10 lat — wliczając
osobistą psychoterapię, zawodowe wykształcenie i praktykę
z udziałem superwizora), choćby miał wielkie doświadczenie
w ludzkich problemach, nie przyswoił sobie głębin mojego istnie-
nia: jest jak przewodnik speleologii, obeznany z badaniem ja-
skiń..., ale mojg odkrywa po raz pierwszy.
35
wykazało żadnej znaczącej korelacji miedzy długością, ceną a po-
twierdzonymi rezultatami, ani na krótką, ani na dłuższą metę.
Skoro się opróżniło piwnicę z najbardziej zawadzających gra-
tów, najwyższy czas uporządkować parter, by korzystać ze swego
domu. Tylko tam można odzyskać energię, a potem zawsze jesz-
cze będzie można zrobić drobne kosmetyczne zmiany.
„Cóż więcej możemy zrobić dla tych, których kocha-
my, jak to, żeby samernu być szczęśliwym. ”
ALAIN (w: PROPOS SUR LE BONHEUR)
Tak oto obecność kogoś promieniejącego szczęściem jest dla
naszych bliskich darem, nie przytłaczajmy ich więc naszym odda-
niem czy naszym poświęceniem. Nasze ciepło ich rozgrzeje. Cho-
dzi już nie tylko o „prawo do szczęścia”, ale wręcz o „obowiązek
bycia szczęśliwym”.
Kontrolowane włączanie się i współodczuwanie
Coctalt 7aleca roylnżnienie i 7a11fanie maiar na wzoledzia tawra
Propozycji. Mamy tutaj do czynienia z, dość specyficzną dla Gę-
staltu, oryginalną postawą terapeutyczną. Terapeuta jest ha moje
usługi, ale nie będzie robił byle czego, ani nie pójdzie ze mną
gdziekolwiek bądź. Jeśli mam ochotę po raz trzydziesty rozv&iazać
moje reakcje na samobójstwo matki, może mi zaproponować wy-
próbowanie czegoś innego: „A gdybyś mi tak dzisilj opovźlxedzlał
jakąś szczęśliwą scenę ze swojego dzieciństwa z jej udziałem?
Zbyt częste powtarzanie może się w końcu obrócić w rozgryza-
nie i przeżuwanie, a więc w wieczne roztrząsanie tego samego
problemu. Jeśli zaś, przeciwnie, unikam przywołania przykrej sy-
tuacji, terapeuta nie omieszka mi tego uświadomić.
Perls tak karykaturował trzy zasadnicze „postawy” terapeuty:
« „a-patia” psychoanalityczna: życzliwa neutralność, prawie
bez włączania się i z minimum interwencji;
« „em-patia” rogeriańska (zalecana przez psychoterapeutę
Carla Rogersa): postawić się na miejscu klienta, żeby go le-
piej zrozumieć, wibrować wraz z nim;
+ „sym-patia” gestaltowska: ofiarować klientowi obecność
orawdziwego partnera. uważnego i kompetentnego, w rzeczy-
K
razy i emocje często poprzedzają wypow1edz Czuję napięcie, wy-
obrazam sobie imadło miazdzace mi piers, terapeuta wzmacnia to
doznanie ściskając mnie rękami, zaskakuje mnie mój krzyk, gdy
się szamocę: „Zostaw mnie! Ty mnie dusisz! Chcę powietrzal...
(milczenie). Chciałbym na troche wyjechać... sam, choćby na kil-
ka dni, na wakacje...”
Jak widzimy, terapeuta w pewnych przypadkach może inter-
weniować, werbalnie lub fizycznie — jeśli uważa, że to może
wzmocnić toczący się proces, co pozwoli khentovvl, by sam nadał
sytuacji swoisty sens.
Dopiero potem przeanalizuję — w obecności mojego terapeuty —
sćns (czy różne możliwe znaczenia) tego, co spontanicznie „Wyrwa-
ło mi się z ust”; i będę mógł sobie uprzytomnić, na ile moje aktu-
alne życie (rodzmne czy zawodowe) odtwarza i pobudza dręczące
doznania, ukrywane od dzieciństwa, wzmagające się w wieku doj-
rzewania. I to nie samo uświadomienie mnie od nich uwolni, lecz
36
..... s ć e u i E s E
dualną historią każdego, z drugiej przez same instytucje.
P Cały ten rozdział pokazuje, że psychoterapia Gestalt nie jest,
ściśle mówiąc, terapią „indywidualną” czy „grupową”, lecz tera-
pią „w diadzie”, obejmującą zarazem klienta i terapeutel, zasila-
ną bez przerwy bogactwem tego, co dzieje się tu-i-teraz między
dwoma partnerami?, przez kontakt i mnogość ich głębokich zna-
1 który długo analizował swoje postawy i odpowiedzi w trakcie
wstępnego przygotowania do zawodu, a później przy okazji regularnych
sesji „superwizyjnych”.
2 To, co się dzieje, często wykazuje paralelizm, nieświadomy, przej-
mujący, z tematem przywołanym przez klienta. Jeśli na przykład wspo-
minam moja pasywność wobec „nadopiekuńczej” postawy matki w mo-
im dzieciństwie, nierzadko odkrywam równie pasywną uległość wobec
poleceń terapeuty — fenomen ten zwany jest „przeniesieniem”.
37
Jego praktyka daje mi poczucie bezpieczeństwa, wspomaga on
mnie swoją techniką i wyposażeniem, ale odkrywa - jednocześnie
ze mną — moje osobliwości, i stara się je respektować, podobnie
jak skrupulatnie respektuje program wyprawy, który sam sobie
na dzisiaj wyznaczyłem. To ja ustalam codzienną marszrutę, 'on
mi jedynie towarzyszy, nie narzucając mi swojego tempa, ani swo-
jej trasy. Jednak to on zapewnia bezpieczeństwo, może wiec od-
mówić wyprawy zbyt niebezpiecznej bądź przedwczesnej. Może
sobie również pozwolić na komentarze podczas wędrówki i wy-
pomnieć mi niepotrzebne zwroty czy uniki. Przy końcu »Wyciecz-
ki”, tego wspólnie dokonanego odkrycia, ewentualnie pomoże
mi naszkicować jej mapę i zrobić wstępny bilans. Omówienie jej
pozwoli również nazwać napotkane w drodze emocje i umożliwi
lepszą orientację w trakcie następnej wyprawy.
Ucieleśnienie słowa
'W tradycyjnych terapiach werbalnych emocje są na ogół pobu-
dzane za pomocą słów, w Gestalcie zaś przeciwnie: doznania. ob-
wypróbowanie, bodaj symboliczne i improwizowane, odmiennej
postawy (na przykład - wyzwoliłem się z uścisku mojego terapeu-
ty). W istocie każde doświadczenie utrwala się, „wpisuje się w pro-
gram” głębokich warstw układu limbicznego mojego mózgu, toru-
jąc drogę nowym połączeniom neuronów (patrz rozdz. 6).
Wiadomo, że Gestalt może być również praktykowany w gru-
pie terapeutycznej, lecz nawet wtedy pozostaje na ogół ukierun-
kowany na interakcje „w diadzie” — między terapeutą i klientem,
aczkolwiek okazjonalne uczestnictwo pozostałych obecnych mo-
że być pobudzające. Mówimy zatem o terapii Gestalt w grupie
(każdy „pracuje”, kiedy ma ochotę — w obecności grupy, jako
świadka — w zróżnicowanym wycinku czasu, od kilku minut do
pół godziny, a nawet godziny).
Skądinąd, istnieje wariant zwany Gestaltem grupowym, bardziej
nastawiony na aktualne interakcje między uczestnikami, a bliższy
tradycyjnej „dynamice grup”. Ten także bywa interesujący, kiedy
stosuje się Gestalt w obrębie grupy zorganizowanej, w instytucji lub
w przedsiębiorstwie — gdzie wzajemne relacje międzyludzkie są
motywowane niećwnadomie 7 iednei <rronv charalbterem 1 indvwyi-
3 Na temat twórczego dostosowania, patrz dalej rozdz. 4.
rozum”, ale obstawaliśmy przy tym, by postępować tak, jak-
by to głowa nami kierowała...
* wiedzieliśmy dobrze, że to habit czyni mnicha, ale bardziej
szlachetne wydało się nam założenie przeciwne, i lekcewa-
żenie widomej „formy”...
* wiedzieliśmy również, ze „jak” waży nie mniej niż „co”, że
„wszystko zależy od sposobu”, Przypomniał nam o tym
Brassens: „daje go tak, że jej chleb wydaje się ciastem”, lecz
pozostaliśmy zafascynowani „sednem rzeczy”...
* skoro jąkała Demostenes potrafił zostać wielkim oratorem,
to wiedzieliśmy też, że nie jesteśmy ostatecznie skazani na
więzienie, jakim jest nasza przeszłość...
Wszystko to wiedzieliśmy z doświadczenia, jednak nie wycią-
galiśmy z tego wniosków przydatnych dla metod terapeutycz-
nych.
39
czeń, zorientowaną na świadomość toczacego się procesu, i eks-
perymenty emocjonalne z nowymi postawami, wewnętrznymi
i zewnętrznymi, dostosowanymi i twórczymi?.
Rozdział 3
Fritz Perls, ojciec Gestaltu
Wreszcie doceniony... w 75. roku życia!
„Niczego nie wymyśliłem — mawiał Perls - ja tylko ponownie od-
krylem to, co istniało od zawsze”. I rzeczywiście, „rewolucja” ge-
staltowska polega na tym, żeby otworzyć oczy na codzienne zja-
wiska, których wpływ na praktykę terapii był lekceważony:
* wiedzieliśmy wszyscy, że „każdy sądzi według siebie”, lecz
nadal daremnie poszukiwaliśmy obiektywizmu, zwanego
„naukowym”...
e wiedzieliśmy tez. że serce ma swoie brawa. których nie zna
średniego, żywego i glebokiego kontaktu. W ciągu kilku mi;nut
rozpoznaje u każdego jego główny problem egzystencjalny, i pro-
ponuje drogi rozwiązania; największe sławy psychologii ze
Wschodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych pokonują 5000
km, żeby wziąć udział w „spektakiu”.
Terapia Gestalt wychodzi z cienia, a społeczność uznaje Perlsa za
„ojca” tej nowej metody, która wkrótce podbije kontynenty: od
Ameryki po Australię, od Japonii po Rosję..., a to jeszcze nie koniec!
Burzliwa droga
Ęńedrich Salomon Perls (później przyjął przydomek Fritz) urodził
się w 1893 r. w obskurnej dzielnicy żydowskiego getta w Berlinie!.
) ! Bardziej szczegółowa biografia znajduje się w już cytowanej pracy:
Ginger S. i A.: Gestalt, terapia kontaktu.
40
naukę, a zarazem działał w ekspresjonistycznym teatrze o „lewac-
kiej” proweniencji — grając w zespole, który propagował totalne
zaangażowanie aktora w jego rolę. Później, w Nowym Jorku, bę-
dzie uczęszczał do Living Theater. Gestalt pozwoli mu rozwinąć
upodobanie do gry teatralnej, jak też do głębokiego wczuwania
się w rolę... oraz do anarchistycznej autonomii.
Studia przerwała mu I wojna światowa, wtedy też uległ zatru-
ciu gazem i został ranny w czoło w okopach na froncie.
Po wojnie, mając 27 lat, kończy robić doktorat z medycyny
i specjalizuje się w neuropsychiatrii.
Cztery psychoanalizy
W 33. roku życia Perls rozpoczyna swoją pierwszą psychoanalizę,
u Karen Horney, która będzie go potem nadal wspierać, i dwa-
dzieścia lat później przyjmie go jako pacjenta w Nowym Jorku.
41
Jak wielu geniuszy, tak tez Fritz Perls byt zdecydowanie skrajny,
i manifestował to przy każdej okazji, prywatnie, jak i publicznie.
Ani trochę nie naginał się do konwencji i towarzyskich konwenan-
sów. Zawsze wprost (wręcz brutalnie) wyrażał to, co czuje. Takie
postępowanie sprawiło, że sporo kolegów stopniowo się od niego
odsunęło. Nigdy nie kreował się na wielkiego mędrca czy proroka,
wolał uchodzić za nieokrzesanego ignoranta (mimo doktoratu
z medycyny i filozofii). Z drugiej strony, konformistyczna Ameryka
lat 50. nie była gotowa na przyjęcie jego prowokacyjnie liberalnego
przesłania. Tak wiec, mając 72 lata, nie był nikim więcej jak tylko
półemerytowanym starcem, zmęczonym i nikomu nieznanym.
I oto w wieku 75 lat, przy okazji „Rewolucji 68”, nareszcie zo-
staje „odkryty” przez dziennikarza czasopisma Life, a jego zdjęcie
zamieszczono nawet na okładce tego magazynu. To był prawdzi-
wy tryumf! „Oto człowiek, który żyje w pełni autentycznie i uosa-
bia to, co wyznaje!” I oto zbiega się publika, złakniona powrotu
humanizmu, po okresie inwazji zimnej technologii.
W każdy weekend Perls urządza pokazy i pogadanki na temat
nowego stylu życia, wolnego i „ucieleśnionego”, na temat bezpo-
Jego ojciec był handlarzem win i, korzystając z częstych wyjaz-
dów, wdawał się w rozliczne przygody. Pogardzał swoim synem,
traktował go jak „kupę gówna...”, a ten z kolei go nienawidził;
nie poszedł nawet na jego pogrzeb! Przez całe życie Fritz bunto-
wał się przeciw wszelkim paternalistycznym postaciom (w tym
Freuda), i działał w ruchach anarchistycznych.
Matka była praktykującą Żydówka, miłośniczką teatru i ope-
ry (Fritz także zostanie nim na całe życie). Nader często kłóciła
się z mężem, a nierzadko dochodziło do rękoczynów.
Enfant terrible
Już w wieku 10 lat Fritz był nieznośny: odmawiał odrabiania lek-
cji, fałszował dzienniczek z ocenami, zniszczył dyscyplinę, którą
matka go biła, i rzucił jej w twarz... W wieku 13 lat został wyda-
lony ze szkoły. Jego buntownicze skłonności ujawniły się więc
wcześnie.
Ojciec oddał go do terminu, ale on na własną rękę zapisał się
do funkcionniace! na liberalnych 7acadach cszkoły odzie podiał
że”. Ma wtedy 36 lat, a Laura jest o 12 miesięcy młodsza.
Czwarta analiza była znacznie mniej klasyczna; odbył ją u Wil-
helma Reicha, przyszłego dysydenta myśli Freudowskiej, prekur-
sora bioenergetyki. W przeciwieństwie do Harnika, Reich używał
techniki aktywnej, nie wahał się dotykać ciała swoich pacjentów,
pomagając im w ten sposób w uświadomieniu ich napięć. Nader
bezpośrednio podchodził do seksualności (uważając orgazm za
główny czynnik réwnowagi), jak również do agresji, i prowadził
walkę polityczną o bardziej liberalny marksizm — co zresztą do-
prowadziło do wykluczenia go z szeregów partii komunistycznej.
Wkrótce zostanie też wykluczony z Międzynarodowego Towa-
rzystwa Psychoanalitycznego za swoje zbyt „zaangażowane”
praktyki. Perls jednakże zachowa dla niego wiele szacunku, a na-
stępnie rozwinie w swoim Gestalcie sporo reichowskich założeń.
'W 1934 r., w wieku 41 lat, Perls ucieka z nazistowskich Nie-
miec i osiada w Afryce Południowej, gdzie zakłada Południowo-
42
e = p p E
wadził jego analizę! Perls czuje się głęboko dotknięty i przez cale
życie będzie chował urazę do swoich dawnych mistrzów.
Po powrocie do Afryki Południowej, Perls redaguje swoją pierw-
szą książkę Ego, Hunger and Agression (Ja, głód i agresja), która zo-
stanie opublikowana w 1942 r. Pierwsze wydanie miało podtytuł
Rewizja teorii Freuda..., ale ten ostatni, jak wiadomo, źle znosił kry-
tyków! Widać już w niej, jak się zarysowuje to, co po 9 latach men-
talnej ciąży stanie się terapią Gestalt: waga obecnej chwili, miejsce
ciała, bezpośredni kontakt, docenienie uczuć, całościowe podejście,
rozwinięcie u pacjenta poczucia odpowiedzialności itd.
Ameryka
Po II wojnie światowej;w 1946 r., Perls decyduje się wszystko
rzucić: rodzinę, komfortową sytuację, bogatą klientelę, i, w po-
szukiwaniu nowego życia, wyjezdza, licząc na los szczęścia, do
43
Równolegle znajduje posadę lekarza asystenta u Kurta Gold-
steina. Ten prowadzi badania nad zaburzeniami percepcji u osób
z urazami mózgu, kierując się pracami z dziedziny psychologii po-
staci (psychologia Gestalt). To tam Perls spotka swoją przyszłą żo-
nę Laurę, która później również zostanie psychoanalitykiem, i bę-
dzie aktywnie uczestniczyć w opracowywaniu ich nowej metody.
Później Frirz Perls podejmie jeszcze trzy inne psychoanalizy,
zanim sam otworzy praktykę jako psychoanalityk.
Jego trzeci analityk, Eugen Harnik, jest szczególnie „rygorystycz-
ny”: nieustannie zachowuje neutralny dystans, unikając choćby
uścisku dłoni swoich pacjentów, i wymawiając nie więcej niż jedno
zdanie na tydzień. Kiedy chce się pożegnać, skrobie nogą w podło-
gę, nie zdradzając się tonem głosu! Jednakże Perls odbywa z nim
analizę bardzo skrupulatnie, codziennie przez 18 miesięcy. Jak to
było przyjęte u ortodoksyjnych psychoanalityków, Harnik zabraniał
pacjentom podejmowania podczas trwania leczenia ważnych decy-
zji, żeby przypadkiem decyzja ta nie uległa wpływowi kuracji. To-
też kiedy Fritz zdecydował się ożenić, musiał przerwać swoją anali-
zę i „radośnie zamienił psychoanalityczną kanapę na małżeńskie ło-
afrykański Instytut Psychoanalizy. Utrzymuje więc źradycyjną prak-
tykę: 5 sesji tygodniowo, po 50 minut każda, bez żadnego kontak-
tu z klientami. Później powie, że stał się „wyrachowanym trupem,
jak większość psychoanalityków tamtego czasu”. Zdobywa tam
możną klientelę, a wkrótce również sławę i bogactwo: instaluje się
w okazałej rezydencji, z kortem tenisowym, prywatnym basenem
i... torem do jazdy szybkiej na lodzie! Pilotuje swój samolot, i wraz
z małżonką prowadzi godne mieszczan, wielce światowe życie.
Zerwanie
Dwa lata później dojdzie do wielkiego zerwania: Perls udaje się do
Pragi na Międzynarodowy Kongres Psychoanalizy, gdzie wygłasza
wystąpienie na temat oporu oralnego. Utrzymuje w nim, że instynkt
glodu jest równie istotny, jak instynkt seksualny, oraz że agresja jest
zachowaniem mającym pozytywne znaczenie dla przetrwania,
a pojawia się u człowieka wraz z pierwszymi zębami. Koledzy
przyjmują go lodowato. Freud kieruje doń zaledwie kilka słów,
2 Reich ledwo oo no7naie — chociaż nrzer dwa lata codziennie nro-
Perls.a w ;en) i innych.
Oficjalne narodziny terapii Gestalt
Mamy więc 1951 r., gdy oto ukazuje się pierwsze wydanie książ-
ki zatytułowanej Gestalt Therapy, zredagowanej zasadniczo przez
Paula Goodmana, na podstawie dostarczonych przez Perlsa od-
ręcznych notatek. Książka, napisana niejasnym językiem, nie od-
niosła większego sukcesu: sprzedało się zaledwie kilkaset egzem-
plarzy. Trzeba będzie poczekać jeszcze dwadzieścia lat, zanim Isa-
dore From uczyni ją znaną, do chwili, gdy terapia Gestalt wresz-
cie zdoła się „przebić”.
Od 1952 r. Perls, jego żona, Goodman i Isadore From rozpo-
czynają nauczanie nowej metody w dwóch skromnych instytu-
tach, w Nowym Jorku i w Cleveland koło Chicago. Powodzenie
jest umiarkowane, studenci jeszcze niezbyt liczni, więc Perls po-
44
A f E w j e w f f k e e
czasu, aż Marty opuszcza go dla młodszego kochanka!
Fritz znów podejmuje wędrowne życie, jezdzac z wykładami
i pokazami od miasta do miasta. Mając 70 lat wybiera się w 18-
miesięczną podróż po świecie; zatrzymuje się zwłaszcza w małych
izraelskich wioskach, zamieszkałych przez młodych artystów
„bitników”. Jest zafascynowany ich liberalnym i pełnym zaufania
stylem życia, sam nawet zabiera się do malowania. Potem udaje
się do Japonii, i na kilka miesięcy wstępuje do klasztoru zen...,
lecz nie dostępuje tam safori, spodziewanej iluminacji. Wraca
mocno zawiedziony.
Kalifornia
'W kwietniu 1964 r. Perls osiada w Esalen, na południć od San
Francisco, w posiadłości, która odtąd stanie się sławna
i ochrzczona „mekką psychologii humanistycznej”. Dwóch mło-
45
Stanów Zjednoczonych. Ma juz 53 lata. W Nowym Jorku zdoby-
wa sobie nową klientele, ciagle jako psychoanalityk — chociaż
„odszczepieniec”; nadal jednak używa tradycyjnej kanapy, i za-
sadniczo pracuje metodami werbalnymi, bez efektywnej mobili-
zacji ciała. Praktykował więc jako psychoanalityk w sumie 23 la-
ta, zanim w 1951 r., mając 58 lat, oficjalnie wprowadził swoją
nową metodę.
'W Nowym Jorku, jak za swoich młodych lat, znów podejmu-
je życie członka cyganerii, pośród „lewicujących intelektuali-
stów”: pisarzy i ludzi teatru „nowej fali”. Uczęszcza do Living
Theater, postulującego bezpośrednie wyrażanie uczuć, tu-i-teraz,
poprzez spontaniczny i bliski kontakż z publicznością, stosuje im-
prowizację zamiast tradycyjnego ćwiczenia ról metodą powtarza-
nia tekstu.
Zona dołącza do niego w Nowym Jorku, i w każdy wtorek
wieczorem zbiera się u nich Grupa Siedmiu, składająca się z oboj-
ga Perlsów, Paula Goodmana (pisarza polemisty, który nada for-
mę rękopisom Perlsa), Isadore’a Froma (filozofa fenomenologa,
który rozpowszechni teorie Self). Paula Weisza (krtórv worowadsa
dejmuje tournée informacyjne, starając się zaznajomić ze swoim
podejściem całą Amerykę: od Kanady (na północy) po Kalifornię
(na zachodzie), nie zapominając o Florydzie (na południu).
Spóźniona miłość
Jesteśmy oto w 1956 r.: Perls jest zniechęcony i zmęczony „wo-
łaniem na puszczy”. Oddala się od swojej żony Laury. Jest chory
na serce (wypala po trzy paczki papierosów dziennie). Ma 63 la-
ta, uważa swoje życie za „skończone w zupełnej obojętności i bra-
ku zrozumienia”, i decyduje się przejść na emeryturę w Miami,
na słonecznej Florydzie. Wynajmuje małe mieszkanie — do które-
go ledwie dociera światło. Żyje sam, ponury i wycofany. Przyj-
muje na terapię kilku klientów, ale nie ma żadnego przyjaciela.
'W obawie przed atakiem serca nie utrzymuje żadnej aktywności
seksualnej...
I oto staje się cud! Zakochuje się w nim Marty, młoda 32-let-
nia kobieta. Miłość budzi słabnącą energię postarzałego mężczy-
zny otwiera dwa latra namietności i cenóśnioneoo csyc7eścia, do
NU P E e A AR T U E
Magazyn Life prezentuje idee Perlsa, jego poszukiwanie au-
tentycznego życia w bezpośrednim kontakcie człowieka z czło-
wiekiem, bez sztuczek. Jego seminaria gwałtownie „eksplodują”:
ponad 300 osób przychodzi codziennie, by go posłuchać, i ubie-
ga się o to, by przez kilka minut z nim „pracować”. A on wpro-
wadza nowe, spektakularne techniki publicznego dialogu z sobą
samym: „klient” wchodzi na scenę, siada na ‘hot seat’ (dosłow-
nie: gorące krzesło, ale w zargonie to wyrażenie oznacza też krze-
sło elektryczne dla skazanego na śmierć!), naprzeciw pustego
krzesła i zwraca się do swoich bliskich — czy raczej do wewnętrz-
nego obrazu, jaki sobie o nich wyrobił:
— Mamo, czemu tak wcześnie umarłaś? Opuściłaś mnie, choć
, cię jeszcze potrzebowałem; mam ci to za złe...
Perls, daleko bardziej niż na źreść wypowiedzi, zwraca uwagę
na ton głosu, postawę, kierunek spojrzenia, na proces wyobrażo-
nego spotkania. Rozmawiając z samym sobą, czy współdziałając
46
NLU UT UUPEES EEE UU TR TR * -
neurolingwistycznego programowania, to jest NLP) i inni.
Gestaltowski kibuc
Wtedy Perls postanawia założyć wspólnotę, rodzaj „kibucu” —
gdzie można by „żyć Gestaltem przez 24 godziny na dobę”. Po
tym, jak przeszedł od Gestaltu indywidualnego do Gestaltu
w grupie, teraz przechodzi od Gestaltu w grupie do Gestaltu
w codziennym życiu. Kupuje starą przystań rybacką na wyspie
w Vancouver, na skraju zachodniego wybrzeża Kanady, i urządza
się tam wraz z kilkoma wiernymi uczniami. Wszyscy dzielą czas
miedzy psychoterapię, kształcenie się i wspólną pracę. Perls mó-
wi o sobie: „jestem wreszcie szczęśliwy i spełniony”. ,
Szczęście trwa jednak krótko: następnej zimy, wracając z ostat-
niej podróży do Europy, umiera na atak serca, w marcu 1970 r.,
kończąc tym samym długą, zupełnie nietypową drogę życia.
47
dych Amerykanów, pasjonujących się psychologią i orientali-
zmem, właśnie założyło tam Centrum Rozwoju Potencjału Ludz-
kiego, i ściągnęło znanych wykładowców, by ożywić seminaria
i zajęcia praktyczne.
Fritz organizuje tam kilka sesji Gestaltu i mnoży pokazy. Ale
jego godzina jeszcze nie wybiła: większość jego zajęć nie przycią-
ga więcej jak 4 czy 5 uczestników!
I oto wielki ogólnoświatowy ruch 1968 roku, rozpoczęty
„zrywem” kalifornijskich studentów, znudzonych american way
of life. Po co gromadzić bogactwa, jeśli się nie jest szczęśliwym?
Szalona pogoń, żeby mieć i mieć więcej, ustępuje miejsca dążeniu,
aby być i być lepiej — poszukiwaniu jakości życia. Zamienia się
garnitury i krawaty na sprane dzinsy, opuszcza się wielkie fabry-
ki na rzecz cottage industry (zdalnie sterowana praca w miejscu
zamieszkania, w małych zespołach, wkrótce faworyzowana dzię-
ki mikroinformatyce i telekomunikacji). Powstaje królestwo
small is beautiful i paradise now, podczas gdy w Paryzu rozkwi-
237
tają na murach afisze: „Zabrania się nie afiszować”, „Wyobraźnia
2
sie zabraniać” Poceczi
do władzy” 7abrani iect na 1l
z Perlsem, klient zyskuje świadomość całych połaci swojej osobo-
wości, które dotąd pozostawały w cieniu, ukryte pod introjekcja-
mi (myśli, jakie mi wpojono, niekoniecznie są zgodne z moim
głębokim poczuciem. Na przykład: „Nie mogę się gniewać na
chorego nieszczęśnika”, lub: „Mężczyzna nie powinien płakać”
itp.), albo też były stłumione, „retrofleksyjne”.
Jego seminaria są rejestrowane na taśmie filmowej, a jedno
z nich zostaje w 1969 r. opublikowane pt. Gestalt therapy verba-
tim (tłumaczone na francuski jako Reves et existence en Ge-
stali—therapie... nakład niestety wyczerpany!). Wydanie to przy-
czyniło się do upowszechnienia nowej metody. Wielu znanych
specjalistów zjeżdża zewsząd, by zobaczyć genialnego Perlsa przy
pracy. Eksperymentują wraz z nim podczas roboczych sesji, inspi-
rują się jego pomysłami: Gregory Bateson (założyciel Szkoły Palo
Alto), Alexander Lowen (twórca analizy bioenergetycznej), Eric
Berne (twórca analizy transakcyjnej, czyli AT), John Lilly (wyna-
lazca „kesonu izolacji zmysłowej”), Stanislav Grof (autor ekspery-
mentów z LSD, twórca „holotropicznego oddychania” i psychote-
Tohn Grinder i Richard Bandler (twórcy
ranii transnersonalnej
konstrukcją, metodyczng i zorganizowaną, o charakterze hipote-
tycznym i syntetycznym, opracowaną w celu dydaktycznym”
(słownik Roberta). Jej podstawowym zadaniem jest więc propo-
nowanie tymczasowego odczytania faktów bądź zjawisk — która
nadaje im wyraźną spójność, pozwalającą je lepiej uchwycić, a na-
wet przewidywać. W zasadzie nie wymaga się od niej, by była
prawdziwa, lecz jedynie użyteczna i wygodna.
Nie będzie więc ani szczegółowego wykładu historii, ani roz-
prawy o aktualnych postępach w omawianej dziedzinie, o konku-
! Zwłaszcza ten rozdział, zaś ci, którzy odbywają zawodowe szkole-
nie w dziedzinie terapii Gestalt, mogą sięgnąć po pełniejsze opracowa-
nie, już wielokrotnie cytowane: Ginger S. i A.: La Gestalt, une thérapie
du contact, Paris, Hommes et Groupes, 1987 (5 wyd. 1994).
2 W grece theoreo: oglądać, badać, kontemplować (stad zeatr),
a theoria: czynność (proces) patrzenia, badania, myślenia abstrakcyjnego.
49
» Co zapamiętać z tej niezwykłej biografii? Kilka wątków do
refleksji:
* Geniusz rzadko jest „przystosowany” do swego otoczenia:
„Nie afirmujemy się inaczej, jak przeciwstawiając się”
(Wallon).
* Niektórzy geniusze objawiają się bardzo wcześnie (Cham-
pollion, który rozszyfrował egipskie hieroglify, wszedł do
Akademii Nauk w 17. roku życia), inni zaś bardzo późno:
Perls nie był „uznawany” aż skończył 75 lat!
* Gestalt długo kiełkował w umyśle tego Żyda, niemieckiego
lekarza, który przez 23 lata uprawiał psychoanalizę; zatem
nie jest „amerykański”... ani nie ignoruje psychoanalizy!
* Nowa teoria nie może się rozpowszechnić, zanim środowi-
sko nie będzie gotowe na jej przyjęcie.
Rozdział 4
Teoria self
Self... którego nie ma!
Przywołaliśmy do tej pory pewną ilość wewnętrznych założeń te-
rapii Gestalt, jak też kilka fundamentalnych postaw, które z nich
wynikają. Nie opisaliśmy szczegółowo teorii, metody, ani technik
tego nowego podejścia. Nie zrobimy tego i tutaj, jako że książka
ta przeznaczona jest nie tyle dla zawodowych gestaltystów, co ra-
czej dla szerokiego odbiorcy i dla „klientów”, czy potencjalnych
użytkowników!.
Przypomnimy jedynie, że teoria? nigdy nie rościła sobie pre-
tensii. bv zobrazować lub obiaśnić prawde”: iest _intelektualna
otoczeniem. Chodzi o aktualny styl mojego „twórczeg-o przysto-
sowania” w określonym polu. Moje self jest więc wysoce zmien-
ne i głęboko związane z fenomenologicznym postrzeganiem świa-
ta, przedkładającym chwilowy, subiektywny proces nad poszuki-
wanie trwałych, zobiektywizowanych jakości bytu.
Przerwiemy te rozważania, istotne, ale filozoficzne i technicz-
ne, a zadowolimy się pobieżnym przeglądem paru ich konkret-
niejszych pochodnych, z jakimi bedziemy się stale spotykać, na
każdej z czterech komplementarnych płaszczyzn zastosowania
Gestaltu:
'* terapii zwanej „indywidualną” (lub „w diadzie”),
* grup terapeutycznych czy osoblstego rozwoju,
* praktykowania Gestaltu w instytucji,
* jego zastosowania w obrębie przedsiębiorstw przemysło-
wych i handlowych.
50
UUU SE UUU E Ż / E E TE 8 FE *
aktywności zawodowej, zaangażowania społecznego czy politycz-
nego.
Co chwilę na pierwszym planie pojawia się „dominująca figu-
ra”, a reszta na moment chowa się w „tło”; i tak, gdy jesteście po-
chłonięci lekturą, „zapominacie” o bólu pleców, który schodzi na
drugi plan. Przód sceny przyciąga wasze zainteresowanie kosztem
„pejzażu”. Waga takiego nieustannego przeplatania się figury
z tłem była już podkreślana w psychologii postaci, u progu XX
wieku.
Terapia Gestalt wzięła pod uwagę tę podstawową cechę funk-
cjonowania człowieka. Perls i Goodman (1951) zaproponowali
więc, by każde doświadczenie podzielić na cztery główne etapy,
ułożone zgodnie z pojęciem kontaktu: pre-kontakt, wejście
w kontakt, pełny kontakt i post-kontakt. Za takim podziałem
każdej akcji przemawia jego prostota... jednak nie oddaje on ca-
łości obserwowanych fenomenów.
51
rujacych między sobą tendencjach i subtelnych réznicach między
koncepcjami poszczególnych autorów. Wystarczy nam prosty za-
rys tego, co przyjęło się nazywać teorig self — w którym zawiera
się definicja i „funkcje” self, ogólny pogląd na twórcze przystoso-
wanie w kontakcie granicznym, oraz na cyk! kontaktu i jego za-
kłócenia (czy „opory”). Ta teoria wywodzi się zasadniczo z II to-
mu Gestalt Therapy (1951), zredagowanego przez Paula Good-
mana, na podstawie odręcznych notatek Fritza Perlsa, a została
spopularyzowana — znacznie później — przez Isadore'a Froma
(zmarłego w 1993 r.).
Dotyczy to zwłaszcza teoretycznych rozważań nad pojęciem —
self — o tyle bardziej złożonych,... że coś takiego nie istnieje! Ani
WY, ani ja, nie dysponujemy self — w gestaltowskim znaczeniu te-
go terminu! Self ma niewiele wspólnego z freudowskim ego czy
jungowska jaźnią, bądź z Dorosłym z analizy transakcyjnej; i też
nie więcej z self Winnicotta, bowiem nie chodzi tu o mnie, lecz
o mój sposób bycia, w tym konkretnym momencie, w tym kon-
kretnym miejscu, chodzi o zjawiska zachodzące w trakcie „gra-
nicznego kontaktu” miedzy mną samym i moim bezpośrednim
Cykl kontaktu
„A jednak się kręci”, krzyczał Galileusz wobec sceptycznych sę-
dziów inkwizycji. Dziś juz nikt nie wątpi, że w kosmosie kręci się
wszystko: począwszy od elektronów na ich maleńkich orbitach
atomowych, a na planetach i galaktykach kończąc. Wiatr także
się kręci, i fortuna, i losy narodów i teorii; wszystko jest cyklicz-
ne, od pór roku do etapów życia, i nasz „wewnętrzny zegar bio-
logiczny” (sterowany zwłaszcza przez epiphisis cerebralis czyli
gruczoł szyszynki, który reguluje sen, trawienie, owulację... jak
też zaburzenia związane ze „zmianami rozkładu jazdy”) również
cyklicznie ustawia tętno serca, temperaturę, wydzielanie hormo-
nów, nasz nastrój i aktywność dobową, miesięczną, sezonową.
Podobnie też każde inne doświadczenie układa się w cykl: roz-
poczyna się, rozwija i kończy. Nasze wewnętrzne życie jest złożo-
nym łańcuchem cyklów, dopasowanych do siebie nawzajem jak
„rosyjskie matrioszki”. Czytanie tej książki miało swój początek,
teraz ma ciąg dalszy, a wkrótce się skończy, ale sytuuje się w cy-
klu waszego dnia, ten zaś jest włączony w tydzień, i tak dalej;
analooicznie nakladaia cie cvkle waczecoo ciala waczych miłości|
wicie, które poprzedzają pełny kontakt qui'nastgp'ujq tuz po
nim — i będą w znacznej mierze warunkować jego powodzenie
lub porażkę. Nazwałem je: włączenie i wyłączenie.
2. włączenie
funkcja ego
tryb pośredni 4. wyłączenie
funkcja ego
1. pre-kontakt
funkcja id
5. wycofanie
asymilacj
funkcja id
funkcja osobowości
Rys. 4.1. Cykl kontaktu w pięciu etapach (S. Ginger, 1989)
52
UE PN E EEE TE U TE
roma nieformalnymi przekazami; stosunek miłosny zakłada odpo-
wiedni czas pożądania, potem grę wstępną; relacja handlowa wy-
maga czasu na „oswojenie” klienta; w Gestalcie pracę nad sobą po-
przedza czas utajenia, przygotowujący ustalenie „więzi terapeu-
tycznej”... Brak pre-kontaktu (jak też jego nadmierne rozciągnięcie
w czasie), wskazuje na dysfunkcję psychologiczną lub społeczną.
Wm * I
2. Włączenie
Często nie docenia się wagi momentu wejścia w kontakt. Chodzi
tu o kluczowy moment, gdy akcja „się zawiązuje”, kiedy przystę-
puje się do pracy podczas sesji terapeutycznej, gdy angażuje się
w związek, w działanie jakiegoś zgromadzenia, w decyzję czy
projekt.
Dlatego też zaproponowałem, by tę fazę nazywać włączeniem.
Słowo wydaje się znaczące: kojarzy mi się z początkiem zawodów
53
W konsekwencji takiego postawienia sprawy inni autorzy sta-
rali się określić niuanse tego procesu, by lepiej przystawał on do
różnych życiowych sytuacji: od „minicyklu” zaspokajania po-
trzeb fizycznych, jak głód, pragnienie, do dłuższych i bardziej zło-
żonych cyklów ewolucji związku uczuciowego albo kariery zawo-
dowej.
I tak na przykład Joseph Zinker (1977) wyróżnia sześć faz:
doznanie, uświadomienie czy „awareness”, mobilizacja energii,
akcja, kontakt i wycofanie; Michel Karzeff (1978) dorzuca fazę
„spełnienia”, poprzedzającą wycofanie...
P> Ja ze swej strony ustaliłem pięć zasadniczych faz (patrz rys.):
1) pre-kontakt
2) włączenie
3) kontakt (lub „pełny kontakt”)
4) wyłączenie
5) asymilacja doświadczenia.
Moją szczególną uwagę przyciągają dwie z tych faz: te miano-
Proponowany schemat przypomina grecką literę pi, która we-
dług mnie symbolizuje przejście od średnicy do koła, od prostej
linii do cyklu, od projektu do jego wypełnienia.
Dwie pętelki zaznaczają przełomowe punkty cyklu, krótkie
chwile, kiedy nawiązuje się akcja i kiedy się ona kończy, przed fa-
zą asymilacji.
Takie rozwiązanie wydało mi się przydatne, jako że zdecydo-
wana większość trudności - tak klienta, jak terapeuty — sytuuje się
w tych dwóch kluczowych momentach cyklu: tuż przed fazą wła-
ściwego kontaktu i tuż po niej, czyli w momencie wejścia w kon-
takt oraz przed wycofaniem.
Tym sposobem doszedłem do pięciofazowego cyklu:
1. Pre-kontakt
Do wyłonienia się potrzeby, pragnienia, projektu (czy jakiejś sytu-
acji), konieczny jest dostatecznie długi czas pre-kontaktu, co zosta-
ło już wyczerpująco omówione przez większość gestaltowskich au-
rtorów. Abv spotkanie było owocne nowinno bvć nonrzedzone pa-
lub interakcji...
4. Wyłączenie
Drugim ważnym momentem do zagospodarowania jest właśnie
„Wyłączenie” — chwila, gdy sytuacja „rozwiązuje się” w taki czy
inny sposób, a w każdym razie widać, że faza działania dobiegła
końca; trzeba z niej wyciągnąć wnioski, choćby doraźne. Przed
właściwą fazą wycofania, przed dłuższym czy krótszym okresem
trawienia, asymilacji — świadomej i nieświadomej — doświadcze-
nia, znajduje się ów przełomowy moment końca: zatrzymania,
rozdzielenia, konkluzji. Chwila, gdy skończy się wieczór, gdy
kochankowie się rozstają, gdy opuszcza się sWojego terapeutę
(do następnej sesji... albo ostatecznie). Takie mocne chwile ze-
rwania wyznaczają życiową drogę; trzeba podsumować wykład,
opuścić zebranie, ale też opuścić rodziców, skończyć studia, zre-
54
śla jej znaczenie, i mkt nie przeczy, że kształceme czy psychotera—
pia — podobnie jak miłość — rozgrywa się tak samo migdzy spo-
tkaniami, jak i podczas nich.
» Podsumowując, włączanie i wyłączanie nie są na ogół długi-
mi okresami, lecz krótkimi, drazliwymi chwilami decyzji — ła-
twymi do uchwycenia; przypominają mi start i ladowanie samo-
lotu. Szczególnie godna podkreślenia wydaje mi się faza wyłą-
czania, która poprzedza wycofanie i nie powinna być z nim my-
lona. To na niej w znacznej mierze opiera się ewentualna póź-
niejsza asymilacja całego doświadczenia.
„Funkcje self”
Podczas tych rozmaitych etapów „cyklu doświadczenia” bądź
„cyklu kontaktu”, moje self (tj. w końcu mój aktualny sposób
55
sportowych, z interakcją (kompletowanie czy dołączenie do dru-
żyny siatkówki, dołączenie do meczu szermierki itp.). Zauważ-
my, że włączenie nie zawsze w pełni angażuje naszą świadomość
(awareness), i nie zawsze wymaga mobilizacji energii: czasem jest
owocem intuicji, jakiegoś progresywnego „poślizgu”, albo prze-
ciwnie, sytuacji, która „huśta”... Niemniej, cokolwiek by to było,
włączyło się i rusza! Jakie by nie były powody czy uzasadnienia,
nadchodzi ten moment, gdy „staje się, poszło!”; uchwycenie
i rozmyślne wykorzystanie tego decydującego momentu wydaje
mi się istotne.
3. Kontakt
Sam kontakt bez żadnej wątpliwości daje się jeszcze podzielić na
wiele kolejnych faz, ktérych porządek bywa zmienny, zależnie od
sytuacji. Ich szczegółowe rozróżnianie w praktyce terapeutycznej
ani w jakiejś innej relacji, nie wydaje mi się jednak zasadne:
„sprawa biegnie swoim torem”, wznosząc się i opadając, jest więc
czas, by pomyśleć, czy jest się w fazie orientacii (wyboru). akcii
zygnować ze swojej pracy czy partii, rozwieść się, przeprowa-
dzić, iść na emeryturę... Nie jest się już w pełnym kontakcie, ale
też nie jest się jeszcze w stanie spoczynku-asymilacji, jest się
w krytycznej chwili wyłączania, która może trwać dalsze kilka
minut, wiele dni... lub długie lata (por. „praca z osobami w sy-
tuacji żałoby”).
Twierdzę, że jak w codziennym życiu, tak też w praktyce te-
rapeutycznej, często mamy tu do czynienia z momentem trud-
nym, źle „rozegranym”, niepotrzebnie odwlekanym albo nazbyt
pospiesznym. Tymczasem, w klasycznych koncepcjach gestaltow-
skich, ta istotna dla całego cyklu faza wydaje się nie dość podkre-
ślona, a tymczasem zasługuje na więcej uwagi. Tym bardziej, że
dla początkujących terapeutów jest to zwykłe ciężki orzech do
zgryzienia... podobnie jak dla wielu polityków!
5. Asymilacja
Nie będę się rozwodził nad tym, czym jest dla mnie piąta faza cy-
klu- wvcofanie w sensie asymilacii Wiekszość autorów nodkre-
ją mi kierować moim zachowaniem. Stosownie do aktual-
nych potrzeb i mojej stałej osobowości, podejmuje swoje
decyzje (funkcja ja zależy więc od id oraz od osobowości).
Chodzi o to, czego ja chcę, co dzisiaj postanawiam, w tym
konkretnym środowisku, w polu dziejącego się doświad-
czenia.
* „Tryb pośredni” przypomina grecką koniugację, nie jest ani
aktywny, ani pasywny, lecz zarazem i taki, i taki. Bliski jest
naszej odmianie „czasowników zwrotnych”: kiedy „ja się
myję”, jestem równocześnie podmiotem i przedmiotem moje-
go działania; tak samo, gdy „my ze sobą rozmawiamy”
w „dialogowej” interakcji: jest to pełny kontakt, wymiana
między mną i kimś drugim, między mną i moim otoczeniem.
Psychoza związana jest z zaburzeniem funkcji id i osobowości,
ję n;l bardzie.j -gigtkq i lepiej dopasowaną „kolczugę”.
Wezmy kilka pospolitych przykładów:
« Konfluencja jest patologiczna, o ile juz wcześniej nie istnieje
granica miedzy mną i innym - jeśli żona towarzyszy mi na
meczu rugby, a ja ciagle chodzę z nią na zakupy, gdy nasz
związek staje się „fuzją” i nie wiadomo juz, kto czego chce.
Pozostaje natomiast zdrowa, gdy dzielę entuzjazm z moją
drużyną sportową, gdy mechanizm ten przybiera formę
wspólnego dla rodzinny przeżywania radości przy okazji czy-
ichś urodzin, wspólnej walki prowadzonej przez moją partię
polityczną. Niemniej, ta zdrowa konfluencja nie powinna
wykraczać poza ustalone ramy, inaczej dochodzi bowiem do
„poślizgu” — jeśli głosuję tak, jak kapitan mojej drużyny fut-
bolowej, jeśli partia narzuca mi styl, w jakim mam się na co
występującym zwłaszcza na początku i przy końcu cyklu (pre- dzień ubierać, albo jeśli ślepo ulegam guru jakiejś sekty.
56 57
adaptacji do otoczenia) nieustannie ewoluuje; „funkcjonuje” za-
sadniczo na cztery sposoby, tradycyjnie nazywane „funkcjami
self”: „id”, „osobowość”, „ja” i „tryb pośredni” — w kontekście
Gestaltu te terminy mają specyficzny sens:
« Id dotyczy świata moich doznań, potrzeb (świadomych
i nieświadomych) i popędów: głodu, zmęczenia, pożądania
seksualnego. Ono mi się narzuca, poniekąd „mną powodu-
je”, bez dobrowolnej decyzji z mojej strony.
* Osobowość stanowi „tło”, na którym objawiają się te po-
trzeby, jest tym, co we mnie źrwałe, moim historycznym wy-
miarem, który pozwala mi się rozpoznać jako „tego, który
ma zwyczaj...” Jest moim wyobrażeniem samego siebie,
a zwłaszcza jego werbalnym przekładem: „jestem człowie-
kiem, który...? Osobowość manifestuje się przed i po każ-
dym „cyklu”, warunkuje go i „żywi się” nim; każde raz
przyswojone doświadczenie wzbogaca ja, aktualizując mój
obraz siebie.
* Ja dotyczy moich świadomych i przemyślanych wyborów,
za iakie czuie sie w pełni odpowiedzialny. i które pozwala-
-kontakt i asymilacja); nerwica związana jest z zaburzeniem
funkcji ja. :
Mechanizmy oporu
'W praktyce cykl nie zawsze toczy się gładko, pojawiają się w nim
przerwy, poślizgi czy przesunięcia, skoki, zwroty w rył itp. W Ge-
stalcie te zakłócenia noszą ogólną nazwę „oporów”. Wyróżnia się
ich pięć podstawowych rodzajów: konfluencja, introjekcja, projek-
cja, retrofleksja, defleksja (niektórzy autorzy dodają per fleksje,
egotyzm, inwalidacje [unieważnienie, pozbawienie mocy - przyp.
red.] itd.). W istocie rzeczy, większość z nich funkcjonuje jako
„mechanizmy obronne”, czyli doraźne odruchy służące bezpie-
czeństwu, często jednak bywają przesadne, nieadekwatne lub ana-
chroniczne: zatem zbroja, która pierwotnie miała mnie chronić,
stopniowo staje się zawadą, bardziej mnie krępuje niż mi służy.
Gestalt zachęca mnie do wykrycia tych mechanizmów i podziele-
nia ich według rodzajów; pomaga mi pozbyć się tych, których już
nie potrzebuje albo w danym przypadku zamienić sztywną zbro-
nie jeszcze powiesz, ze...” Tym sposobem, często bezwied-
nie przypisujemy komuś innemu nasze stany ducha, nasze
pragnienia lub obawy. Wszelako, zdrowa projekcja pomaga
nam zrozumieć bliźniego, przewidzieć jego zachowanie,
ożywia więc całą relację: „Ofiaruje mu to, i myślę, że spra-
wi mu przyjemność”.
* Retrofleksja polega na „tłumieniu” swoich uczuć czy popę-
dów, na przykład pożądania lub gniewu. Znoszę jakąś sytuację
„zaciskając zęby”... i w końcu „somatyzuję” te przeciwności:
„nabawię się” skurczów żołądka, jeśli nie wrzodu czy nawet ra-
ka3. Według profesora Laborita, większość chorób może się
wiązać z „powstrzymaniem akcji” — co gromadzi w organizmie
Ostatnie badania wykazały, że wiele chorób, w tym rak, rozwija się
częściej u osób, które przesadnie kontrolują wyrażanie uczucia gniewu,
smutku czy radości, co osłabia system immunologiczny.
58
Jak zauważyliśmy, wymienione mechanizmy oporu są nader
rozpowszechnione i przeważnie mniej lub bardziej nieświadome.
Każdy z nas regularnie posługuje się wieloma z nich, choć nie
wszystkimi i nie zawsze świadomie. Gestalt pomaga mi je rozpo-
znać i lepiej wykorzystać, by odnaleźć niuanse kontaktu, a nie że-
by go zrywać go czy na nim pasożytować. I tak na przykład gdy
przyjezdzam do Montpellier, moja konfluencja pozwala mi przy-
brać południowy akcent, a skoro zaprosili mnie przyjaciele, na
ogół wyjeżdżam ostatni (by im pomóc przy sprzątaniu); moje pro-
jekcje zachęcają mnie do pisania tej książki, do ciągłego wyobra-
żania sobie, co też wy, czytelnicy, właśnie myślicie lub odczuwa-
cie; moje defleksje umożliwiają mi zachowanie dobrego humoru
i radości życia... nawet po telewizyjnych wiadomościach!
Dla zilustrowania tego fragmentu na temat oporów przedsta-
wiam schemat, pozwalający wyobrazić sobie te „graniczne wyda-
rzenia” miedzy mną i drugim człowiekiem:
59
o
* Introjekcje są tym, co „połknąłem bez dobrego przeżucia czy
przetrawienia”. Niektóre konfluencje są konieczne dla współ-
życia społecznego — nauczyłem się, że trzeba szanować cudze
dobro, punktualnie przychodzić na zebranie, nie krzyczeć na
ulicy... Ale „przyswoiłem” też sobie, że nie należy się mastur-
bować (dziś wiadomo, że jest to normalny środek pobudzania
seksualności), że trzeba milczeć i dostosować się do poglądów
rodziców i nauczycieli — za cenę zahamowania całego rozwo-
ju! A niby to dlaczego nie miałbym zamanifestować swojej
specyfiki, łącznie z asertywnością (zachowaniem kogoś, kto
afirmuje się poprzez własne sądy, „asercje”, bez onieśmiele-
nia, i bez przesadnej fanfaronady, zgodnie ze poczuciem wła-
snej wartości i w odpowiednim momencie). Tak naprawdę,
wiele pochodzących z czasów mojego dzieciństwa introjekcji
niepotrzebnie mi ciąży, zamiast ułatwić mi życie w wolności.
* Projekcja polega na przypisaniu drugiemu tego, co dotyczy
mnie (często po to, abym się tego nieświadomie pozbył) —
pod „wyglądasz dziś na zdenerwowanego” może się ukry-
wać moie wlasne niezadowolenie, tak samo iak pod ..pew-
toksyczne hormony stresu. Oczywiste jest jednak, że retroflek-
sja często bywa stosowna i konieczna; powstrzymanie odruchu
niechęci wobec szefa bardziej może mi się przysłużyć niż za-
szkodzić, kontrola chęci popisywania się albo nagabywania
uroczej nieznajomej — to zdrowe retrofleksje, uwzględniające
pozycję drugiego człowieka i ułatwiające życie społeczne.
Defleksja jest unikiem, wypaczeniem mojego pragnienia lub
mojej potrzeby. „Wstrzymałem” moją złość na przełożone-
go, a w drodze do domu „odgiąłem” ją, pozwalając sobie na
przekroczenie prędkości, później skrzyczałem dzieci bez
większego powodu... Zadano mi krępujące, osobiste pyta-
nie, ja je „odbijam” żartem, by uniknąć odpowiedzi, albo też
biorę udział w ogólnikowej gadce. Lecz, znów wcale nie-
rzadko, defleksja może być pożyteczna, pozwala bowiem
uniknąć konfliktu — opowiadam o czymś innym, albo nagle
„przypominam sobie” o pilnym telefonie, żeby zręcznie
obejść delikatny problem, którym wolę zająć się później,
w bardziej sprzyjających okolicznościach.
29
że „nie umiem pisać” i ciagle tak mówiłem! Dziś spostrzegam, że
to już nie jest prawda). Dzięki niej będę mógł lepiej korzystać
z całego bogactwa mojego utajonego potencjału.
BZE UE SR BE 828 2222 **
stwie rozpowszechniły się w połowie lat 60. właściwe grupy, później
grupy terapii długoterminowej, a jeszcze później pojawiły się wypły-
wające z Gestaltu interwencje w ramach #nstytucji edukacyjnych,
społecznych lub medycznych, jak również w przedsiębiorstwach,
a nawet w społecznym życiu wspólnotowym (Gestalt-kibuc).
Dzisiaj pozaterapeutyczne zastosowania Gestaltu wielce się
rozmnożyły, tak w Stanach Zjednoczonych, jak w Niemczech,
w Rosji czy we Francji. Wymieńmy przykłady miejsc, w których
wykorzystuje się Gestalt: szkoły prywatne, ośrodki dla dzieci
trudnych, szpitale pediatryczne i psychiatryczne, więzienia, woj-
sko, społeczne ośrodki dla narkomanów, dla osób maltretowa-
nych lub wykorzystywanych seksualnie, dla małżeństw lub rodzin
z trudnościami; a ponadto: wydziały kształcenia dorosłych w sek-
torze handlu, ubezpieczeń, w bankowości, w mediach, w polity-
ce, w rozrywce, w transporcie, a także w przemyśle (samochodo-
wym, chemicznym, informatycznym itp.).
61
OPORY W GESTALCIE
Konfluencja
Introjekcja
Projekcja
Retrofleksja
Defleksja
Profleksja
inni .
(środowisko)
kontakt
graniczny
ja sam
(orgnizm)
Rys. 4.2. Opory w Gestalcie (S. Ginger, 1987)
Niektórzy autorzy rozróżniają kilka innych „oporów” takich jak
profleksja, egotyzm, inwalidacja (dewaloryzacja) etc.
'W ten sposób teoria self pomaga mi objaśnić moje funkcjono-
wanie umysłowe i społeczne, rozpoznać moje zakłócenia w kon-
takcie, „zrobić porządek” i pozbyć się nieaktualnych, bezwiednie
podtrzymywanych nawyków, oraz nieustannie korygować mój
obraz siebie (na przykład myślałem — od czasu moich studiów —
Rozdział 5
Pedagogika gestaltowska i socjo-Gestalt
Gestalt na co dzień
Dotychczas przywołaliśmy przede wszystkim terapeutyczne aspekty
Gestaltu. Historycznie rzecz ujmując, terapia Gestalt zrodziła się
z próby zrewidowania psychoanalizy, a pierwsi gestaltyści (Fritz
i Laura Perlsowie, Paul Goodman, Jim Simkin, Isadore From, Erv
i Miriam Polsterowie, Joseph Zinker i inni) praktykowali go przede
wszystkim w formie psychoterapii indywidualnej (jedno lub wiele
spotkań tygodniowo, mniej więcej godzinnych, twarzą w twarz).
Pierwsze grupy były przeważnie grupami dydaktycznymi, utworzo-
nvmi dla notrzeb pobo761 badź dla obolonia Doniero w ich nasten-
mowy; proponuje techniki „zakotwiczania” doświadczenia
i ponownego „wykadrowania” postawy, by odkryć w niej
dalsze pożyteczne aspekty.
BE, UE PP E
Jaki zatem oryginalny wkład wnosi Gestalt? Między innymi
odnowioną sztukę kontaktu, dzięki wykorzystaniu różnych faz
cyklu zaspokajania potrzeb, połączeniu różnych „stron” człowie-
ka (jego „biegunowości”) i lepszemu poznaniu ich współzależno-
ści; zakłada kreatywność i oryginalność wszelkiej istoty ludzkiej
(właściwy jej „styl” życia) w nieustannym twórczym przystosowa-
niu do swojego środowiska oraz przywraca wartość „prawemu
mózgowi”, emocjonalnemu, intuicyjnemu i artystycznemu.
Podczas gdy AT i NLP nadają wartość dostosowaniu się do ko-
goś drugiego, do otoczenia i do ustroju, Gestalt przywraca rangę
indywidualnej osobie, z jej potrzebami i specyficznymi wartościa-
mi, których nie powinno się miażdżyć stałą presją środowiska;
62
Nuka piaszczyzn zastosowania
Gestalt — jak zresztą i psychoanaliza — z biegiem lat znalazł roz-
liczne płaszczyzny zastosowania, w tym takie, jakich u początków
jego rozwoju nawet nie przewidywano. Może nam towarzyszyć
we wszystkich niepewnościach naszego życia, w najrozmaitszych
sytuacjach; a zatem, obok grup dostępnych dla każdego (dających
możność poszerzenia wiedzy o głębokim funkcjonowaniu męż-
czyzn i kobiet), spotyka się teraz:
* gestaltowskie grupy przygotowania do porodu,
* specjalne grupy dla dzieci i młodzieży,
* seminaria poświęcone rozwojowi seksualności („sekso-
-Gestalt?'),
1 Termin proponowany przez dr. Charlesa Gellmana, prezesa Fran-
cuskiego Towarzystwa Seksuologii Klinicznej, SFSC.
63
|
]
* Nauki humanistyczne zdobyly sobie prawo obywatelstwa
we wszystkich dziedzinach aktywności, służąc staraniem
o poprawę jakości kontaktu i komunikacji, o skuteczne za-
rządzanie konfliktami, wzmocnienie motywacji, kooperacji,
kreatywności i innowacji, i to na każdym poziomie zatrud-
nienia (kadry, nadzór, urzędnicy i robotnicy). Do wzrostu
popularności takich rozwiązań przyczyniło się stosowanie
licznych metod; niektóre z nich to:
* Analiza transakcyjna (AT) wnosi prosty i obrazowy język,
wyjaśnia zwłaszcza „scenariusze” i nieświadome „gry”
w stosunkach międzyłudzkich, a także potrzebe społecznego
uznania ([„głaski” - przyp. red. ] „caresses” — franc. czy
„strokes” — ang.), oraz różne stopnie osobistego uwikłania.
* Neurolingwistyczne programowanie (NLP), nastawione na
„doskonałość w komunikacji”, podkreśla między innymi ist-
nienie różnych kanałów przekazu (wzrokowy, słuchowy,
ruchowy, nawet węchowy — mniej lub bardziej dominujące
u każdego), używane w podejmowanych przez nas sponta-
nicznie .strategiach”. oraz wage nieświadomych konota
Gestalt poszukuje kompromisu, ogarniającego całość sytuacji,
obejmującego „pole” jednostkowego doświadczania w trakcie „tu
i teraz”, stara się znaleźć nowe i niepowtarzalne rozwiązania —
o ile to możliwe, bardziej związane z nagradzającą przyjemnością
niż z trudem czy przymusem. Jak powszechnie wiadomo psycho-
logom i pedagogom, nauczanie z radością daje o wiele szybsze
i trwalsze rezultaty niż nauczanie systematyczne, nastawione na
wyniki; okazuje się, że praca w miłej atmosferze jest zarazem przy-
jemniejsza i bardziej wydajna. Zresztą to właśnie tak, w całkiem
naturalny sposób uczymy się chodzić, mówić czy kochać...
P Gestalt wykracza więc daleko poza dziedzinę psychoterapii,
w zwyczajowym znaczeniu tego terminu; jest czymś więcej niż me-
toda „leczenia”, proponuje nowy pogląd na świat i na relacje, har-
monijny rozwój osobistych zasobów, otwarty, twórczy i współ-
działający „styl życia”, nową sztukę życia we wzbogaconym kon-
takcie — taki jest Gestalt na co dzień.
K BE e
nowią „chorzy”, ale normalni ludzie, jak wy i ja, troszczący się
o poprawę i wzbogacenie jakości życia osobistego, rodzinnego
i społecznego. Z tych samych powodów Gestalt jest stopniowo
coraz częściej stosowany nie tylko w szpitalach i w ośrodkach dla
trudnych dzieci czy młodzieży, lecz także w szkołach i liceach
eksperymentalnych, w instytutach kształcenia dorostych (inżynie-
rów, handlowców, kadrowców, instruktorów lub konsultantów,
wyspecjalizowanych wychowawców, doradców małżeńskich, pa-
storów protestanckich itd.), a od niedawna również w przedsię-
biorstwach sektora przemysłowego i handlowego, takich jak ban-
ki, firmy ubezpieczeniowe, transportowe, sieci handlowe, usługi
informatyczne, fabryki chemiczne lub metalurgiczne.
„Za typowy przykład może posłużyć decyzja RATP (Zarządu
'" Transportu Paryskiego), żeby zaznajomić personel paryskiego
metra (38 000 funkcjonariuszy) z podstawowymi założeniami
Gestaltu na temat „wchodzenia w kontakt” — i w ten sposób po-
64
Św;»;iałowy kryzys ekonomiczny uczulił władze na wzrastające
znaczenie „zasobów ludzkich”: finansowe i technologiczne inwe-
stycje w przedsiębiorstwo już dziś nie wystarczają. Istotny jest
wymiar łudzki, by nie rzec „humanistyczny”. To właśnie głęboka
motywacja personelu „czyni różnicę”: praca ma być wykonywa-
na z upodobaniem, w poczuciu osobistej przynależności, łączona
z poszukiwaniem i ogólną twórczością; powinno panować we-
wnętrzne przekonanie, że każdy ma swoje miejsce, że się „liczy”
w przedsiębiorstwie, że ma prawo do pokazania swojej odrębno-
ści i swojej specyfiki wraz z asertywnością.
Gestalt łatwo sobie zjednuje, tak zarządzających, jak personel
techniczny i urzędników, a to dzięki sprawdzonym zasadom po-
szanowania potencjalnych zasobów każdego człowieka, jego ryt-
mu przekazu i kontaktu; podkreśla możliwość pozytywnego wy-
korzystania pewnych konfliktów, zamiast je potępiać czy marno-
wać siły na to, by z nimi walczyć (porównaj drogą Perlsowi „po-
65
* inne, przeznaczone dla osób samotnych, dla kobiet, dla
mężczyzn, dla homoseksualistów, dla osób w podeszłym
wieku („geronto-Gestalt”),
* a także towarzyszenie w chorobie czy przygotowanie do
śmierci (zwłaszcza z powodu raka czy AIDS). Paryskie zakła-
dy pogrzebowe proponują dziś opiekę nad rodziną w żałobie.
Gestalt kieruje swoje propozycje do osób z trudnosciami —
chorych lub neurotycznych (lękowych, fobijnych, obsesyjnych,
depresyjnych, mających myśli samobójcze, histerycznych itd.),
nawet do poważniej chorych umysłowo (zaburzenia borderline
lub psychotyczne); ale okazuje się też szeroko przydatny dla osób
normalnych, stających wobec zwyczajnych problemów egzysten-
cji, takich jak rozstanie, zaloba, konflikt, bezrobocie, zmęczenie,
niepokój czy roztargnienie, emigracja, samotność, kryzys ducho-
wy itp. Zresztą sam Perls deklarował: „Moja metoda jest zbyt do-
bra, by ją rezerwować wyłącznie dla chorych”.
Już dzisiaj we Francji stwierdza się, że większość z tysięcy
osób króre nodieły cestaltowska . teranie” indvwidualna nie sta-
prawić obsługę pasażerów na stacjach. Każdy urzędnik uczestni-
czył w dwóch kursach teoretycznych i praktycznych, trwających
w sumie pięć dni (z serią ćwiczeń i „odgrywaniem ról”). Kursy te
miały na celu przede wszystkim prezentację zagadnienia cyklu
kontaktu i występujących w nim przerw (czy „Oporów”), tematy-
ki związanej z komunikacją werbalną i pozawerbalną, „bieguno-
wością” zachowania itp.
Paryska Szkoła Gestaltu (EPG) przeszkoliła najpierw cały per-
sonel jednej linii (260 funkcjonariuszy), jak również kadrę i ze-
spół instruktorów metra — ekipę, która zapewnia kontynuację
szkolenia personelu innych linii, prowadzonego pod nadzorem
EPG. Podobne szkolenie prowadzone jest w Bordeaux, w spółce
autobusowej, dla 600 kierowców i personelu technicznego (w
małych, ok. 10-osobowych grupach), a jego główne punkty to
zwiększenie stopnia kontroli stresu zawodowego.
Nasz zespół poproszono też o pomoc dla personelu wielkich
sieci handlowych (Auchan), radiotelewizyjnych, bankowych —
francuskich lub zagranicznych (na przykład libańskich), admini-
stracyinych (Ministerstwo Środowiska we Francji i w Brazylii) itd.
z dyrekcją przedsiębiorstwa, zgodnie z realnymi potrzebami „tu
i teraz”, w obecnym środowisku społecznym, ekonomicznym,
konkurencyjnym i kulturowym.
Dla ilustracji przytoczę krótki wyciąg z raportu jednego
z uczestników stażu dla instruktorów paryskiego metra:
„Gestalt i RATP: Mówiłem już o awareness i o kontakcie. In-
nym ważnym pojęciem w Gestalcie jest pojęcie plynnosci, „czó-
tenka” chodzącego tam-i-z powrotem. To czółenko działa mię-
dzy „ja” i „ty”, między głową i ciałem, między teraźniejszością,
przeszłością i przyszłością. Można w tym odnaleźć zdumiewają-
ce podobieństwo do naszego przedsiębiorstwa, które także sym-
bolizuje takie czółęnko: przejazd z domu do pracy, lub na od-
2 Oglądanie siebie na telewizyjnym ekranie, umożliwiające skorygo-
wanie swojego wizerunku i sposobu wchodzenia w kontakt,
66
Ki TU E T E P U P ZE
mogą gnębić nieakrualne introjekcje („tansze produkty lepiej się
sprzedają”; „klienci przyzwyczajają się”; „nie należy się zapoży-
czać” itp.), albo przesadne retrofleksje (nie ogłasza się publicz-
nie planów, wyników, ogranicza się autoreklamę itd.) i tym po-
dobne.
Równowaga funkcji self przedsiębiorstwa nie będzie zachowa-
na, jeśli decyzje (funkcja „ja”) nie znajda wyraźnego oparcia w po-
trzebach wyrażanych przez pracowników i konsumentów (funk-
cja „id”) i w toZsamosci przedsiębiorstwa: „nam to nie przystoi”
(funkcja „osobowości”). Typowym przykładem pełnej zgodności
może być śmiała decyzja Perriera, by natychmiast wycofać z obie-
gu na całym świecie wiele milionów butelek, po tym, jak tylko
stwierdzono lokalną awarię linii produkcyjnej. W ten sposób
wzięto pod uwagę bezpieczeństwo konsumentów, i marka firmy
została utrzymana, umożliwiając szybką amortyzacją znacznego
wydatku (co posłużyło reklamie).
67
zytywną” agresję jako „napęd życiowy”); podkreśla też wagę re-
lacji nieformalnych, źródła życia w przedsiębiorstwie, kładzie na-
cisk na to, by nie zaniedbywać wymiaru ideologicznego, spoiwa
kultury przedsiębiorstwa. Sama kompetencja nie wystarczy: trze-
ba „w nią wierzyć”! Gestalt ceni zmiang, sprzeciwia się mocnej
pokusie, by osiąść w wątpliwej, statycznej równowadze. Propo-
nuje ciągłe poszerzanie wachlarza możliwości, dzięki ekspery-
mentowaniu na konkretach (do czego używamy prawej półkuli
mózgu), a nie tylko poprzez teoretyczne badania w biurach stu-
diów i laboratoriach (stanowiących domenę półkuli lewej).
'Wyrastające z Gestaltu interwencje w przedsiębiorstwie mogą
przybierać rozliczne formy. Dysponujemy różnymi formami pre-
zentacji i rozmaitymi „narzędziami”: osobne seminaria uwrażli-
wiania kadry — z ćwiczeniami wprowadzania i trenowania inno-
wacji (użycie pentagramu i odgrywanie ról), regularne szkolenia
dla różnych kategorii personelu (praca nad cyklem kontaktu i je-
go przerwami), indywidualny coaching managera (z użyciem au-
toskopii? w „wideo-Gestalcie”) itp. Jak zwykle w Gestalcie, każ-
dy program jest specyficzny, opracowany „na miarę” wspólnie
wrót. Znajdujemy tu również pojęcie powierzchni i głębi. Prze-
jazd metrem od powierzchni (miasto) do głębi (tunel) i przejście
przez Gestalt, od wyrażenia powierzchni do problemów głębi”.
Thierry Bonnefoy, 1994
Socjo-Gestalt
To, co proponowałem nazywać socjo-Gestaltem (Ginger, 1987),
nie odnosi się do zastosowania Gestaltu w łonie „organizacji”,
lecz do jego przełożenia na instytucje (szkole, szpital, merostwo)
czy przedsiębiorstwo - pojmowane globalnie jako jeden żywy
„organizm”, w ciągłej interakcji ze swoim otoczeniem; chodzi za-
tem o ekstrapolację założeń przyjętych w terapii Gestalt na te me-
taforę. Nie jest to więc interwencja Gestaltu wewnążrz przedsię-
biorstwa, a raczej gestaltowskie podejście do żego przedsiębior-
stwa. Odnajdziemy tutaj większość pojęć już przedstawianych
w rozdziale o teorii self.
'W pierwszym rzędzie — wszystko to, co dotyczy „fenomenów
talr na nrzylkiad przedsiebiorstwo
oraniconmych? lub onorów
„ramionami” relacyjnymi pentagramu: ważny jest miły klimat
społeczny wewnątrz przedsiębiorstwa, to, by każdy znajdował
pewną przyjemność przychodząc tam do pracy, by czuł się tam „u
siebie”, odnalazł kolegów, z którymi moze się swobodnie poro-
zumieć; nie mniej ważna jest też jednak sprawność wewnętrznych
struktur: wyraźnych lecz elastycznych. Niektóre przedsiębiorstwa
grzeszą nadmiarem rygoryzmu (wszystko jest zorganizowane, za
to nikt nie jest odprężony), inne zbytnim rozluźnieniem (jest „faj-
nie”..., ale więcej się gada niż pracuje!).
5. Biegun ideologiczny: podstawowe zasady przedsiębiorstwa,
/ „marka firmy”, „logo” lub dewiza - czyli to, co tworzy „oso-
bowość” tego przedsiębiorstwa w porównaniu z jego konku-
rentami: oryginalność, innowacyjność, niezawodność, dodat-
3 Patrz rozdz. 1
68
Dla osiągnięcia równowagi powinno być również przetrans-
ponowane i uwzględniane pięć biegunów pentagramu (Ginger,
1981)3:
1. Warunki materialne: lokale, wyposazenie, rezerwy budzeto-
we i inwestycyjne...
2. Klimat stosunków w przedsiębiorstwie: ogólna atmosfera,
pory odpoczynku, „przerwa na kawę”, miejsca spotkań, ta-
blice ogłoszeń, działania komisji socjalnej przedsiębiorstwa.
3. Kompetencje techniczne: jakość produktów lub oferowa-
nych usług, nieustanne studia i badania, dostępna doku-
mentacja techniczna, wyposażenie informatyczne itp.
4. Społeczna organizacja przedsiębiorstwa — wewnętrzna (struk-
tury i podział ról) oraz zewnętrzna (klientela i konkurencja),
na przykład grafik personelu („każdy na swoim miejscu” i ja-
sno określone wzajemne relacje), efektywne kontakty z klien-
tami (recepcja, reklama, ankiety na temat potrzeb itp.).
Warto odnotować znaczenie równowagi pomiedzy dwoma
kowe usługi, podmiotowość relacji itp. Często chodzi tu o ja-
kiś delikatny i niewyszukany aspekt, w znaczący sposób —
choć przeważnie nieświadomie — wpływający na klientelę.
Ogólnie rzecz biorąc, można do woli odnosić dwadzieścia
podstawowych pojęć Gestaltu — które wyodrębniłem w innym
miejscu — do każdej organizacji społecznej. Kilka rakich przykła-
dów rozpatrzymy w rozdziale 11.
„Gestaltowskie podejście” jest zatem pożądane dla pewnego
rodzaju rozwoju w rozległych dziedzinach praktycznego zastoso-
wania: w pedagogice, edukacji, sektorze zdrowotnym i socjal-
nym, przedsiębiorstwach, a więc daleko poza jego macierzystym
zakresem, i mniej lub bardziej terapeutycznym przeznaczeniem.
*
czy wszelka psychoterapia działa bezpośrednio na ośrodki znaj-
dujące się w mózgu i modyfikuje jego wewnętrzną biochemię,
produkcję hormonów i neuroprzekaźników (dopaminy, serotoni-
ny, adrenaliny, testosteronu itp.). Sprawdza się to szczególnie
w metodach psychoterapeutycznych opartych na pracy z ciałem
lub emocjami - takich jak Gestalt.
Jeszcze kilka lat temu chętnie przeciwstawiano farmakoterapię
i psychoterapię: tradycyjni psychiatrzy z pobłażliwym uśmiechem
przyjmowali twierdzenia psychoanalityków i psychoterapeutów,
uważając ich metody za „modne, światowe rozrywki”, a ufali tyl-
ko należycie sprawdzonym w laboratoriach lekom.
' Po rewolucji antybiotyków w leczeniu chorób zakaźnych, przy-
szła rewolucja neuroleptyków w leczeniu chorób umysłowych:
w końcu opracowano serię molekuł, działajązych bezpośrednio na
mózg i modyfikujących zachowanie (środki uspokajające, antyde-
presyjne, pobudzające, antydeliryczne itp.). W 1952 r. Henri La-
70
___________ „.,..„„......-_„„.-._„„.,-„.-_.
;v końcu zdaliśmy sobie sprawę, że pewne psychoterapie są nie-
rozpoznanymi chemioterapiami. W istocie rzeczy, ich działanie
wprowadza szybkie i trwałe modyfikacje neurofizjologiczne oraz
biochemiczne (ponownie „uruchamia się pompa”). Z tym więk-
szym pożytkiem, że owe zmiany są ściśle zindywidualizowane
i spontanicznie dozowane przez organizm — niekiedy w prawie
miliardowych miligrama, podobnie jak nasz organizm nieustan-
nie nadzoruje poziom cukru we krwi, a także żelaza i cynku (bez
którego stracilibyśmy powonienie) czy witamin...
I tak na przykład zastrzyk miliardowej grama oksytocyny (hor-
monu powodującego laktację) wystarczy, by w króżkim czasie wy-
wołać macierzyńskie zachowanie u dziewiczej samicy (szczura lub
owcy).
Nikt nie jest w stanie przepisywać leków tak, by dostosować
je do nieustannych i subtelmych zmian dozowania hormonów
u poszczególnych pacjentów: każdy posiłek, ale też każda emocja
71
Rozdzial G
Mózg i Gestalt
Czyżby psychoterapia była chemioterapią?
Jak zauważyliśmy, Gestalt szybko rozprzestrzenia się w rozlicz-
nych dziedzinach, a jego przydatności nikt już nie kwestionuje.
Na czym się jednak zasadza? Jak to się dzieje, że ludzie zmienia-
ją się dogłębnie, szybko i trwale? Przez długi czas mogliśmy jedy-
nie ze zdumieniem stwierdzać takie modyfikacje — niekiedy spek-
takularne — postaw i zachowań, nie będąc w stanie wytłumaczyć
tego procesu.
Dzisiaj, najnowsze prace z zakresu zeurologii pozwalają lepiej
zrozumieć zachodzące zjawiska: w istocie. wszelkie uczenie sie
borit wprowadził nowy lek psychotropowy (działający wprost na
psychikę) — largactil, co pozwoliło na stopniowe wycofywanie ze
szpitali psychiatrycznych kaftanów bezpieczeństwa, by je zastąpić
czymś, co niektórzy z pewną przesadą nazywają „kaftanem che-
micznym”.
Odkąd Francja dzierży smutny rekord świata w spożyciu środ-
ków uspokajających, wiadomo że temesta stała się „aspiryną du-
szy”, a półtora miliona naszych rodaków zażywa dziś prozac. Te
nowe leki — jakkolwiek skuteczne — nie są pozbawione przykrych
efektów ubocznych (senność, utrata inicjatywy, luki w pamięci,
obniżone libido... nawet samobójstwo — w przypadku nagłego
przerwania kuracji itp.).
'W późniejszym okresie, zamiast przeciwstawiać farmakoterapię
psychoterapii, skojarzono je: psychoterapia rzeczywiście pozwala
przedłużyć i poszerzyć efekt kuracji lekami i stopniowo zmniejszać
ich dawki, i na odwrót: farmakoterapia przygotowuje podejście
psychologiczne, wyciszając lęk czy przerywając szaleństwo.
Lecz oto wchodzimy w fazę trzecią — to już nie opozycja, ani
nrosta komnplomentnrno</ ale idontycz7noś* obu <tron_ procesu:
Gdybyśmy chcieli zwięźle zdefiniować Gestalt, moglibyśmy go
uznać za „terapię prawej półkuli mózgu”, przywracającą wartość
i rangę intuicyjnej syntezy i języków pozawerbalnych (takich jak
ekspresje twarzy i ciała czy ekspresja artystyczna).
Można by też mówić o „terapii limbicznej”, przywracającej
należne miejsce w życiu sześciu fundamentalnym emocjom, jaki-
mi są radość i smutek, gniew i miłość, pragnienie i obawa. Nie za-
pominajmy przy tym, że złożone struktury systemu limbicznego
sterują zarazem pamięcią i emocjami:
Doświadczenie nie może być zapamiętane inaczej, jak
tylko wtedy, gdy emocje są wystarczająco silne.
! Hormon męski, lecz także hormon pragnienia, „podboju” i sukce-
su (również u kobiet).
2 Neuroprzekaźnik dobrego samopoczucia oraz autoanestezji.
72
kontaktu” między komórką i jej otoczeniem;
* akson (który przewodzi przekaz lub bodziec nerwowy, a któ-
rego długość może dochodzić do metra); ,
« dendryty (które odbierają przekazy pochodzące z innych
neuronów); jeden neuron może się bezpośrednio kontakto-
wać z 10 000 innych.
Połączenie między aksonem i dendrytami następnego neuronu
nazywane jest synapsą: to tutaj zachodzi aktywny kontakt.. Na
1 cm? kory mózgowej przypada 10 000 miliardów synaps — c‘lale to
więc w naszym mózgu milion miliardów synaps, umo.żhvfna]ących
10278300 różnych kombinacji: jest to liczba, którą zapisuje się z dwo-
ma i pół milionami zer, co daje 10 km długości, pisane cyframi fo-r—
matu tej „dźiesiątki”. Aby tę liczbę wypowiedzieć głośno w tempie
jednej cyfry na sekundę, trzeba by zatrudnić 1000 pracowników na
pełnym etacie przez 100 lat!
73
modyfikuje te równowagę. Przypomnijmy dla przykładu, że suk-
ces w konkursie może natychmiast podwoić poziom testostero-
nu! we krwi, podczas gdy orgazm czterokrotnie zwiększa poziom
endorfin2! Dwa pobrania krwi, przedzielone 5 minutami optymi-
stycznych marzeń (pozytywna wizualizacja) pozwalają stwierdzić
podwyższenie aktywności systemu immunologicznego średnio
o... 53%.
A co dopiero podczas sesji Gestaltu, która uaktywnia ciało
i mobilizuje emocje?
Impuls wielkiego wybuchu
W tym rozdziale rzucimy okiem na „najbardziej złożoną strukiu-
rę we wszechswiecie” (Hubert Reeves), szczyt ewolucji od czasu
Wielkiego Wybuchu, inaczej mówiąc: na ludzki mózg. Posługując
się prostym językiem, przywołamy - ilustrując to kilkoma meta-
forami — wszystkie odkrycia ostatnich lat, nazywanych „dziesię-
cioleciem mózgu” (1980-1990), a przy okazji pokażemy, jak wy-
korzvstnie ie Gestalt|
=
4
To tak, jak w wypadku ksero - jeśli chcemy, żeby powstała
odbitka, trzeba najpierw rozgrzać fotokopiarkę. Lepiej się uczyć
z przyjemnością, z chęcią czy z obawą niż obojętnie, toteż gestal-
towska strategia dąży- do mobilizowania głębokich emocji klien-
ta, ażeby wykonywana praca „zaprogramowała się” (wpisała się)
ostatecznie, dzięki transformacji (uformowaniu czyli „Gestal-
tung”) struktury molekularnej.
Zanim dokładniej przedstawimy kilka przykładów wzajemnej
interakcji między Gestaltem a mózgiem, odwołamy się krótko do
neurofizjologii.
Neuron
Neuron jest podstawową komórką nerwową. Składa się z trzech
głównych części; są to:
o ciało komórkowe, zawierające jądro (nośnik naszego dzie-
dzictwa) i cytoblazmęe — otoczoną błoną, istotną „granicą
lion tranzystorów na jednej informatycznej krzemowej ,,péhle”
o grubości 5 mm? (która moze pomieścić Słownik Larousse'a)*,
a na powierzchni tej drukarskiej kropki „.” może się ukryć 230
milionów cząsteczek groźnego wirusa HIV.
Wszystkie neurony powstają w okresie życia embrionalnego,
głównie między 3 i 7 miesiącem ciąży, z obłędną szybkością 300
000 neuronów na minutę. Szacuje się obecnie, że każdy z nas po-
siada z w chwili narodzin około 100 miliardéw neuronów; jest
ich tyle, co gwiazd w Mlecznej Drodze. W przeciwieństwie do in-
nych komórek naszego organizmu, neurony te nie odnawiają się
w trakcie naszego życia (żeby nie stracić zgromadzonej informa-
cji); ale za to bez przerwy wyrastają z nich nowe rozgałęzienia,
3 Gdyby przemysł motoryzacyjny robił takie postępy jak informaty-
ka, samochód ważyłby dzisiaj 2 kg, jeździł z prędkością 1000 km/godz.,
a kosztował... 5 franków!
74
! L UUU PU e E UE UUU "
dzącym na zewnątrz, szybciej wracają do zdrowia. We „wzbogaco-
nym” otoczeniu szczury żyją o $0% dłużej. Ogólnie biorąc:
„Zmiana i chaos pobudzają życie”
ILJA PRIGOŻIN
Każdy neuron mierzy około jednej tysięcznej milimetra. Gdyby
go powiększyć do wielkości ziarnka piasku, do przewozu naszego
mózgu trzeba by ciężarówki. Nie zapominajmy jednak, że neuron
nie jest prostym ziarenkiem: przypomina raczej wielkie miasto —
jak Tuluza — gdyż składa się z setek tysięcy makromolekuł (czy pro-
tein) o rozmaitych funkcjach, te zaś składają się z dziesiątków ty-
sięcy atomów - z których każdy zawiera jeszcze dziesiątki cząstek...
wirujących z prędkością... 4 milionów km/godz. (sic)!
Z biegiem lat, nasze neurony nie tylko się nie odnawiają,
a wręcz przeciwnie, umiera ich co najmniej 100 000 dziennie,
przez całe nasze życie — nie jest to jednak tragedia, jako ze nie
75
Wyliczono, ze komputer ostatniej generacji, który miałby tyle
połączeń, ile ma mózg, pokryłby... Francję, Belgię oraz Szwajca-
rię razem wzięte... do wysokości 10 pięter!
SCHEMAT NEURONU
mitochondria
dendryty
błona
jadro
włókno cytoplazma
DNA
nośnik genu
synapsa
3
Nasz mózg jest zatem, najbardziej wyrafinowaną „maszyną
kontaktów” we wszechświecie! Wszystko ro jest niezwykle złożo-
ne, a naprawdę małe! Dla porównania, dzisiaj umieszcza sie mi-
pozwalając na ustalenie nieskończonej liczby połączeń, na miarę
potrzeb (skojarzeń myśli lub wspomnień, pozwalających' na „in-
teligentne” zapamigtanie doświadczeń, a więc uczenie się).
'W sumie, wszystkie „drzewa” (termin „dendryt” pochodzi od
greckiego słowa „dendros” czyli „drzewo” — przyp. red. pol.) na-
szego mózgu zostały posadzone jeszcze przed naszymi narodzina-
mi, ale ich gałęzie krzewią się przez całe nasze życie, które to zja-
wisko nosi nazwę „sprouting” (zakłócany zwłaszcza przez alkohol,
jak też inne używki i leki). To nieustanne pączkowanie umożliwia
tworzenie nowych połączeń (na przykład w trakcie eksperymento-
wania w Gestalcie), jak również tworzenie obwodów zastępczych,
w przypadku zniszczenia komórek wskutek wypadku lub choroby.
'Wbrew utrzymującemu się przesądowi, przyrost dendrytów
(które umożliwiają komunikację na poziomie synaps) nie ulega
spowolnieniu z wiekiem... lecz z powodu bezczynności! Nic tak nie
przyspiesza starzenia, jak przejście na emeryturę bez zajęć zastęp-
czych. Dziecko, któremu nie dostarczano w początkowym okresie
życia wystarczającej stymulacji, siada w 21. miesiącu, a chodzi
w wieku 3 lat! Chorzv. krórzyv leża w <szpitaly przv oknie wvcho-
tem podtrzymuje akrywność tych wrażliwych stref mózgu, zacho-
wuje jego młodość i witalność, gdyż — w przeciwieństwie do sto-
su Wondera — żywa materia nie zużywa się, jeśli się nią posługi-
wać! Natomiast nieużywane neurony utleniają się, dosłownie po-
krywają się nalotem „rdzy”.
Na 1400 gramów mózgu neurony zajmują nie więcej niż jakieś
250 gramów — co by nam zresztą starczyło, by się wyuczyć na pamięć
wszystkich książek świata, jakie wydano od wynalezienia druku (!).
"W istocie, nasz mózg ma pojemność pamięci równą 125 000
miliardów jednostek informacji (bitów), co odpowiada zawarto-
ści ponad stu milionów książek... którą to zawartość nasza pa-
mięć byłaby teoretycznie zdolna zmagazynować!
Precyzja naszego mózgu jest zdumiewająca. Prosty przykład:
każda komórka jest otoczona błoną grubości 5 milionowych mi-
limetra, zaopatrzona w zawory, które jak czujny portier otwiera-
76
Dziedzictwo i wolność
Jądro komórki kryje w sobie wszystkie nasze „poprzednie życia”,
a mówiąc bardziej prozaicznie — dziedzictwo naszych przodków,
zawinięte w miniaturowe włókna DNA, zgrupowane w „słowa”
(geny). Ich rozszyfrowania spodziewamy się w ciągu najbliższych
pięciu lat i będziemy wreszcie dysponować szczegółowa mapą
30 000 genów ludzkiego genomu. Gdy przychodzimy na świat,
nasz „indywidualny program” czy „instrukcja obsługi” odpowia-
:da bibliotece szkolnej o 3000 książek, po 300 stron każda, albo
wysokiej na 20 pięter stercie „projektów”, które będą lub nie bę-
dą realizowane.
Nie ulega wątpliwości, że rodzimy się z ważnymi predyspozy-
cjami (wzrost, kolor oczu i włosów, zdrowie, inteligencja, uzdol-
" nienia do sportu, muzyki, rysunku, kontaktu; temperament spo-
kojny lub niespokojny, uległy lub agresywny itd.). To genetyczne
77
używamy ich więcej niż 20%! Pozostałe „leżą odłogiem”, stano-
wiąc rezerwę.
Śmierć komórek rozpoczyna się faktycznie jeszcze przed naro-
dzeniem, gdyż od 10% do 70% neuronów (zależnie od rejonu
mózgu) umiera w trakcie życia płodowego, a większość „śmiercią
samobójczą” (na drodze zjawiska zwanego apoptozą), by ustąpić
miejsca innym, bardziej użytecznym. Rzeczywiście, biologia jest
bezlitosna: wszystko, co nie jest potrzebne, usycha i szybko ginie.
Naturalna selekcja zachowuje jedynie to, co istotne: „uczyć się, to
eliminować” — mówi Jean-Pierre Changeux. Zgodnie z tym po-
rządkiem, w wieku 80 lat ma się jeszcze do dyspozycji 70% ży-
wych neuronów - lecz ich rozmieszczenie różnicuje się odpo-
wiednio do sfer mózgu: tak więc strefa czołowa, siedlisko decy-
zji, straciła około 50% - tyle samo podwzgórze, które reguluje
głód, pragnienie, temperaturę, agresję i pożądanie...
b Terapia Gestalt szczególnie mobilizuje okolice podwzgórza
(uwydatnienie potrzeb tu-i-teraz) i płaty czołowe (podejście holi-
styczne, integrujące 1 biorace odpowiedzialność za wvybory) 7Za-
ją się na pewne substancje chemiczne, a na inne zamykają, i to
w zróżnicowany sposób, dostosowany do danego rejonu mózgu
i do danego momentu. Oczywiście, dzieje się to wszystko w spo-
sób „inteligentny”, skoordynowany i niemal błyskawiczny.
Inny przykład. Przypuśćmy, że ktoś ma na imię „Stefan”, wy-
starczy, by moje ucho uchwyciło pierwszą głoskę imienia: „S”,
a już moje synapsy wydzieliły 3 miliony aktywnych molekuł neu-
roprzekaźników chemicznych. To tak, jak gdyby telefon zadzwo-
nił jednocześnie u 3 milionów Paryżan, mobilizując ich do ewen-
tualnej akcji!
Lecz może niepotrzebnie podnieśli słuchawki! Tak naprawdę,
wołano nie „Stefan”... ale „Stanisław”! Mniejsza o to! Błona
postsynaptyczna w milisekundzie odnajdzie swoją zdolność spo-
czynku, bedzie więc gotowa na inne wezwanie. Moje „zarłoczne”
enzymy natychmiast przekształcą molekuły, błędnie wyzwolone-
go mediatora chemicznego, w obojętne substancje. Cały ten
„mikrocykl: kontakt — spoczynek” będzie trwał kilka tysięcznych
sekundy.
BY * = w g e UJ 9mr il
„Wszystko jest zapisane”... ale jak to czytać? Teraz już wiemy,
że faktycznie co noc podczas snów odczytujemy przewidziany dla
nas scenariusz (hipoteza Michela Jouveta o „genetycznym prze-
programowaniu”). Odczytujemy go i „robimy przypisy”, włącza-
jąc do pamięci naszego gatunku osobiste doświadczenia: ta se-
kretna „wielka księga” życia staje się wiec „notatnikiem”, osobi-
stym „dziennikiem pokładowym”, sprzyjającym naszej indywidu-
alizacji. Pierwotny tekst naszego dziedzictwa genetycznego jest
więc codziennie rewidowany, w zależności od doświadczenia
i poszczególnych wydarzeń naszej egzystencji: jest to gestaltow-
skie iwórcze przystosowanie.
Praca dokonuje się nocą, po części nieświadomie, ale przygo-
_towu;e się i kontynuuje się w ciagu dnia; jednym z postulatów te-
" rapii Gestalt jest właśnie wydobycie na światło dzienne naszego
„programu”, połączone z integracją doświadczenia oraz z własnej
woli powziętego projektu na życie.
78
Ło y e S J
e
nością. W terapii Gestalt wykorzystuje się niekiedy tę „bliskość” —
na przykład by rozwinąć słabnąca seksualność poprzez zabawową
agresję — łatwiejszą do pokierowania, z poszanowaniem deontolo-
gii!
Interakcje są zwrotne: zatem czuwanie będzie stymulować
produkcję dopaminy — która z kolei będzie podtrzymywać bądź
wzmacniać czujność. „Apetyt rośnie w miarę jedzenia”: głód po-
budza apetyt — który pobudza głód. Sukces produkuje testoste-
ron, a ten sprzyja asertywności, współzawodnictwu i duchowi de-
cyzji — co prowadzi do nowych sukcesów!...
Neuroprzekaźniki funkcjonują w antagomistycznych parach
(odnajdujemy tu klasyczny w Gestalcie wątek biegunowości). Na
przykład, mobilizującemu i wzmacniającemu napięcie efektowi
dopaminy, hormonu „awareness”, kontaktu i pożądania, prze-
ciwstawia się uspokajający i organizujący efekt serotoniny, hor-
monu sytości, porządku i regulacji nastroju.
79
kodowanie jest skrajnie precyzyjne; nie toleruje ani jednej „lite-
rówki”: przez jedną pomyłkową literę cała książka jest bezlitośnie
odrzucana (następuje spontaniczne poronienie).
A więc, jak mówią ludzie Wschodu, „wszystko jest zapisane”
(nie w niebie, lecz w sercu każdej z moich 60 000 miliardów ko-
mórek, od dużego palca u nogi po czubki włosów). Ilość kombi-
nacji chromosomów jest tak wielka, że jest matematycznie nie-
możliwe, by kiedykolwiek istniał ktoś podobny do mnie, od cza-
su Wielkiego Wybuchu do końca świata (oczywiście z wyjątkiem
bliźniąt jednojajowych). Nieredukowalna oryginalność każdego
bytu to kolejny temat, drogi gestaltystom — którzy obawiają się
wszelkich generalizacji, czy chodzi o „normalny” rozwój, czy też
o klasyfikacje zaburzeń.
Fakt, ze „wszystko jest zapisane”, nie krępuje jednak naszego
obszaru wolności, ponieważ możemy zdecydować, by nie kiero-
wać się tekstem, zupełnie jak aktor, który pozwala sobie na im-
prowizację. To rozmyślne budowanie naszej własnej przyszłości —
bazujące na dziedzictwie, jakim dysponujemy - jest jednym z ce-
lów wc7elkiego acobictecn ro7wniu lub nevchorora
Synapsa i neuroprzekaźniki
W kazdej synapsie bodziec nerwowy, podobny elektrycznemu,
przekształca się w przekaz chemiczny przez wydzielanie neuro-
przekaźników, w postaci maleńkich pęcherzyków - które nada-
dzą emocjonalny „koloryt” wszelkiej wysyłanej informacji. Do
dziś wyodrębniono blisko setkę tych neuroprzekaźników i neuro-
modulatorów. I tak na przykład, z zaistnieniem każdego pożąda-
nia (głód, pragnienie, seks) i każdej przyjemności (także estetycz-
nej i intelektualnej) korelują trzy neuroprzekaźniki:
* dopamina, skojarzona z natężeniem pożądania;
* noradrenalina, związana z pobudzeniem przyjemności;
* endorfiny, sprowadzające dobre samopoczucie i wypoczynek.
Przypomnijmy, ze skądinąd sam testosteron steruje zarazem
agresją i seksualnym pożądaniem — w tym także u kobiety. Owe
dwa fundamentalne popędy życiowe: zachowanie jednostkowego
życia i zachowanie gatunku, są mocno powiązane; sąsiadują ze so-
ha w nodwzośrzy roydzielnne jiedvnie ctrefa 7ar72dzania nrzyiem.
4 * * * 47
i pojawia się zachowanie obsesyjne; za mało, i jest depresja...
Kiedy samochód jedzie za szybko, istnieją dwa kompłementar-
ne sposoby reakcji: można zmniejszyć obroty silnika (zmniejszyć
produkcję dopaminy) albo nacisnąć hamulce (zwiększyć produkcję
serotoniny). Sztuka terapeuty polega na tym, by „nacisnąć właści-
wy pedał”, rozmyślnie lub intuicyjnie, by wspomóc nową równo-
wagę biochemiczną — która dalej będzie się podtrzymywać sama,
dzięki naturalnemu mechanizmowi wydzielania wewnętrznego.
Trzy piętra mózgu
Opuścimy teraz dziedzinę mikroskopową, by rzucić okiem na ca-
łość struktury mózgu. Można w nim wyróżnić trzy nakładające
się „piętra”, z których każde kolejne zawiera w sobie i kontrolu-
je poprzednie.
80
ność wszelkiego kontaktu.
SCHEMAT PRZEKROJU MÓZGU
płat skroniowy kora
system limbiczny
płat czołowy
ciała modzelowate
płat potyliczny
KARK
płafy węchowe móżdżek
podwzgórze twór siatkowaty
przysadka rdzeń przedłużony
hipokamp ,
węchomózgowie pień mózgu rdzeń kręgowy
81
SCHEMAT FUNKCJI ŻYCIOWYCH PODWZGÓRZA
przyjemność
regulacja . esja
gospodarowania agresy
wodą w organizmie
regulacja
temperatury
ciała
Q seksualność
ośrodek pragnienia
ośrodek głodu
Szczególną uwagę zwraca sąsiedztwo obszarów regulujących:
* agresję, seksualność i przyjemność
« agresję i głód
J Wszelkie oddziaływania psychoterapeutyczne w Gestalcie bę-
dą się przyczyniać do naturalnego zrównoważenia poziomu tych
rozmaitych wydzielin wewnętrznych. Nadmiar dopaminy, i ma-
my „krótkie spięcie” w mózgu: jesteśmy „jak naelektryzowani”
i bliscy obłędu (schizofrenii); jej niedosyt powoduje chorobę Par-
kinsona. spowolnienia i drzenie kończyn. Zbvt wiele serotoniny.
¢ W centrum systemu znajduje się najbardziej prymitywne wę-
chomózgowie (występuje już u gadów). Jest to swego rodzaju
podziemna maszynownia, która podtrzymuje życie: oddycha-
nie, przyswajanie, krążenie, regulację termiczną itp. Ta pier-
wotna część mózgu jest' ośrodkiem naszych instynktów,
ukształtowanym jeszcze przed narodzeniem. Jej funkcjonowa-
nie jest przede wszystkim nieświadome. To ona czuwa podczas
snu, a nawet śpiączki.
* Powyżej węchomózgowia znajduje się uklad limbiczny — zawie-
rający liczne ośrodki regulujące emocje, czuwanie i sen, pożą-
danie i agresję. To tam zapisują się nasze doświadczenia, prze-
kształcone w osobistą pamięć; tam tworzą się podstawy naszej
pierwotnej osobowości, będące syntezą danych odziedziczo-
nych i tych, które zdobywa się każdego dnia.
P Jest to — uprzywilejowana w terapii Gestalt — płaszczyzna sty-
ku, która budzi i wyzyskuje emocje, zestawia je w różnych ukła-
dach przy okazji nowych doświadczeń, uelastycznia i „oswaja”
popędy agresywne i seksualne, powiększa bogactwo i intensyw-
P W Gestalcie stale pobudza się zdolność świadomego wyboru;
przez całą sesję terapeutycznej „klient” (= ten, kto z własnej wo-
li prosi) jest zachęcany do autonomicznych wyborów i do odmo-
wy, często prowokowany, by powiedzieć „nie” (jak w przypadku
interwencji zwanych „paradoksalnymi”). Globalna czy „holi-
styczna” akcja terapeutyczna nieustannie 13 łączy funkcje:
* węchomózgowia (potrzeby),
* limbiczne (emocje i pamięć),
* korowo-czołowe („awareness”, eksperymentowanie, decyzja).
* Zauważmy przy okazji, że interwencja gestaltowska przebiega
zwykle w porządku logiki bio-logicznej (teraźniejszość, przeszłość,
przyszłość), a nie w sztucznym porządku chronologicznym (prze-
szłość, teraźniejszość, przyszłość): rozpoczyna się od szczególnego
skupienia uwagi na tym, co dzieje się tu-i-teraz, na „jakości” relacji
82
D p i
* piętro limbiczne sprowadza wspomnienia — nasycone emo-
cjami — integruje odruchy warunkowe i umiejętności, naby-
te w przeszłych doświadczeniach,
* piętro korowe umożliwia dokonanie wyboru i powzięcie de-
cyzji na przyszłość.
Psychoanaliza czyni odwrotnie — skłania pacjenta, by od razu
przywołał dawniejsze wspomnienia; tak samo ankieta socjalna,
wywiad lekarski czy... policyjny próbuje wpierw ustalić chrono-
logię wydarzeń, rekonstruując ich przebieg począwszy od prze-
szłości... mniej „obecnej” w rzeczywistości psychicznej.
Dwie półkule
Półkula prawa rozwija się w życiu płodowym wcześniej niż lewa.
Stanowi centrum ogólnej intuicji, syntezy, „artystycznego umy-
83
* Dwie „podkorowe” warstwy w glebi mózgu pokryte są
płaszczem, korą, tj. cienką, pofałdowaną powłoką substan-
cji szarej, która otula i kontroluje całość (rozprostowana ko-
ra wygląda jak „serwetka stołowa”, o boku 63 cm i 3 mm
grubości). Informacje zmysłowe ze świata zewnętrznego
(wzrokowe, słuchowe itd.) są przez korę analizowane i ko-
jarzone z wewnętrznymi wspomnieniami, często nieświado-
mymi, śladami dawnych doświadczeń, jak również z aktual-
nymi emocjami, pochodzącymi z poziomu limbicznego.
Całość informacji uzgadniana jest w płacie czołowym, szczegól-
nie rozwiniętym u gatunku ludzkiego, umożliwiającym wolny wy-
bór odpowiedniej decyzji. Każdy wybór polega w zasadzie na tym,
żeby powiedzieć „nie” pozostałym rozwiązaniom. Tym samym, lu-
dzie z uszkodzeniami płatu czołowego funkcjonują prawie automa-
tycznie: pokaże się im butelkę, piją; zobaczą łóżko, kładą się; mija-
ja ładną dziewczynę, zaczepiają ją; są „bez-czelni”! Słabo opierają
»
się pokusie, tracą wolność decyzji, nie umieją juz powiedzieć „nie”.
(postawy, pozycje, intonacje, doznania i uczucia itp.); potem ewen-
tualnie klient wspomina swoją przeszłość, wychodząc od własnych,
spontanicznie pojawiających się skojarzeń; na koniec przechodzi
się do eksperymentowania czy krótkoterminowych projektów. Po-
dobnym trybem przebiega zresztą zwyczajna konwersacja:
* Wyglądasz na zmęczonego podrożą. Chcesz kielicha? Zapa-
lisz? Rozgość się... (teraźniejszość).
* Co nowego od czasu, gdy się widzieliśmy? Dostałeś w koń-
cu to stanowisko? itd. (bliska przeszłość).
* Zostaniesz z nami na kolacji? Moglibyśmy obejrzeć... (bliska
przyszłość).
Odnajdziemy w niej naturalną strukturę trzech pięter naszego
mózgu:
* węchomózgowie odpowiada za homeostazę feraźniejszości
(zrównoważenie potrzeb: temperatury, głodu, pragnienia
1t Y Arag incrnynl>ey nrzoteyannia
I 2 2
tywnymi, naukowymx czy hczbowyml danyml, językiem werbal-
nym, raczej trescig zdań niż atmosferą konwersacji, „tekstem a nie
kontekstem”, w podejściu kartezjańskim, linearnym, opartym na
osi czasu. Tak więc, wśród muzyków spotyka się 15% leworęcz-
nych (co wskazuje na dominację półkuli prawej), gdy wśród na-
ukowców 4% - co daje blisko czterokrotną różnicę.
Podejścia wykorzystujące pracę z cialem czy emocjami — takie
jak Gestalt (ale też rebirthing, analiza bioenergetyczna, terapia
krzyku plcrwotnego itp.), daleko bardziej włączają w obszar
swych zainteresowań obie półkule niż podejścia zasadniczo wer-
balne, jak psychoanahza, analiza transakcyjna czy neurolingwi-
styczne programowanie; dzieje się tak oczywiście pod warun-
kiem, że te pierwsze pozostawiają sporo miejsca na późniejszą
werbalizację. Na ogół dochodzi do niej jednak dopiero po ciele-
snym czy emocjonalnym poruszeniu, podczas gdy w innych, bar-
84
PY WPptyWwen MmMĘsKICHUO NHOLLIONU — deoiUseClU A .
Wynika stąd — biorąc statystycznie — że mężczyzna będzie wy-
raźnie bardziej uzdolniony w orientacji przestrzennej (mechanika,
ekspedycje...), natomiast kobieta rozwinęła swoją lewą półkulę,
która zawiaduje 7n0wą i orientacją w czasie.
Najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie tej prawidłowo-
ści odwołuje się do ewolucji: prehistoryczny mężczyzna w milcze-
niu ruszał na wyprawę, by tropić ślad zwierzyny, podczas gdy
matka zostawała w grocie przy ognisku, by zapewnić rytmiczne
karmienie oraz spójność rodziny dzięki wykorzystaniu mowy.
'W każdym razie, w przedszkolach dziewczynki mówią 4 razy
więcej od chłopców. Ich rozwój werbalny przypada przeciętnie na
okres od 12 miesiąca do 6 roku życia, a u chłopców od 18 miesią-
ca do 9 roku. Przeciętna długość rozmowy telefonicznej we Fran-
cji wynosi 20 minut u kobiet, natomiast 6 minut u mężczyzn.
Skądinąd to właśnie u kobiety rozwinął się słuch i węch: odbiera
dźwięk 2 razy mocniej niż mężczyzna, a 6 razy częściej poprawnie
85
słu” — które z miejsca ogarnia całość rzeczy i sytuacji, bez ich ana-
lizowania i nazywania. Wbrew temu nasza kultura przecenia le-
wą półkule, tę odpowiedzialną za mowę, logiczną analizę, naukę,
nazywając ją „półkulą dominującą”. Jak wiadomo, włókna ner-
wowe są skrzyżowane: a zatem kora lewej półkuli steruje ręką
prawą — co przyczynia się do postrzegania jej jako dominującej!
W rzeczywistości, nasze fundamentalne, głębokie decyzje (wy-
bór partnera, religii, partii, zawodu, rozrywki itp.) częściej dyk-
towane są przez prawą półkulę, a lewa jedynie je po fakcie racjo-
nalizuje i uzasadnia.
> Gestalt działa na przekór tej „kulturowej hemiplegii”, rehabili-
tując funkcje prawej półkuli mózgu (związanej zresztą bliżej niż le-
wa, z systemem limbicznym): mimikę, pantomimikę, muzykę, po-
ezję, marzenia; fenomenologiczne doświadczenie jakości (prze-
ciwstawione obiektywnej kwantyfikacji), emocje, pragnienia, ro-
zumienie kontekstu; czyni to dzięki systemowemu i holistycznemu
podejściu — w którym wszystkie elementy są współzależne. Nato-
miast lewa półkulła mózgu rozporzadza. iak widz
dziej tradycyjnych terapiach, ekspresja słowna przeważnie po-
przedza emocje — to ona je sprowadza. )
Zauważmy, ze etymologicznie „e-mocja” oznacza: ruch skiero-
wany na zewnątrz (ex-movere). „Ekspresja” emocji na zewnątrz za-
pobiega ich „im-presji”, głębokiemu uwewnętrznieniu: zatem
„praca z żałobą” polega przede wszystkim na ułatwieniu wyrażenia
smutku, by ten nie odcisnął się na nas trwale (patrz str. 109).
Płeć i mózg
Zanim zakoficzymy te kilka refleksji na temat półku! naszego mó-
zgu, wypada zasygnalizować pewien błąd, nader rozpowszech-
niony, a nawet przekazywany przez niektóre pozanaukowe me-
dia: wiele osób myśli, że u kobiety dominuje półkula prawa, jako
że to właśnie kobietę uważa się za bardziej emocjonalną. W rze-
czywistości, to mężczyzna łatwo się unosi i często jest podmiotem
różnych pasji... Jakkolwiek by było, nikt juz nie przeczy, że
u mężczyzny prawa półkula jest bardziej rozwinięta — zwłaszcza
ZE WZJIĘ AM JA IJ o
ków, których mózg jest podzielony inaczej.
Psycho-neuro-immunologia
Niektórzy współcześni gestaltyści (na przykład Pierre Coret) nie
poprzestają na ostatnich odkryciach, dotyczących funkcjonowa-
nia centralnego systemu nerwowego i jego subtelnej równowagi
biochemicznej, lecz interesują się także immunologią, dziedziną
słabo jeszcze zbadaną, i jej związkami z mózgiem.
Od dawna znano wagę czynników psychicznych w rozwoju
licznych chorób: w następstwie badań Selyea, Holmes i Rahe
w swoich studiach nad stresem (1967) wykazują, do jakiego stop-
nia organizm cierpi, przystosowując się do każdego ważnego wy-
darzenia, pozytywnego czy negatywnego, które zmienia rytm ży-
cia: tak więc na skali stresu, gdzie śmierć małżonka jest oceniona
na 100 punktów, ślub powoduje stres... $0 punktów, zwolnienie
86
It el sk f f ii S u s E U J PU
włosy. Po czym 30% otrzymało placebo... i stracili włosy! Wia-
domo też, że pastylki o żywych kolorach i małych rozmiarów są
zazwyczaj bardziej skuteczne od innych.
Obserwacje te świadczą o wzajemnych związkach między mó-
zgiem i systemem immunologicznym. Wiele obiecujących badań
w tej dziedzinie jest już w toku.
śpiewa! Powonienie kobiet jest przeciętnie 100 razy bardziej czu-
łe (a w pewnych okresach cyklu menstruacyjnego nawet o wiele
więcej). Po zapachu można rozpoznać uczucia: smutku, złości...
albo schizofrenię. Jesteśmy nieświadomie wrażliwi na milionową
miliardowej grama pizma, czyli jedną jedyną molekułę!
Testosteron wpływa na wiele czynników: szybkość reakcji,
percepcję wzrokową, uwagę, rozwój mięsni, instynkt dominacji,
podboju, gojenie ran itp.; widać, że przygotowuje samca do po-
lowania i do walki. Zatem mężczyźni są genetycznie zaprogramo-
wani do konkurowania: rywalizacja umożliwia najlepszemu prze-
dłużenie gatunku.
Natura przewidziała zarazem pociag samca do młodych samic
— bardziej zdatnych do rodzenia. Ponadto zapewniła środki
ostrożności, ograniczając mutacje u samic reproduktorek, do-
puszczając „eksperymentowanie” w genach samców - z których
większa liczba „odstaje od normy” (rodzą się autystyczni, perwer-
syjni lub... genialni!), co może tłumaczyć fakt, że wielcy kucha-
rze, krawcy, muzycy, poeci itp. przewaznie są mężczyznami, i to
niazalasznia sA qraeninl- Ar alen ncch - wnriaelio TTor
z pracy około 47 punktów, emerytura 45 punktów, przepro-
wadzka 20 punktów... a wakacje 13 punktów!
U osób, które nagromadziły 300 punktów stresu w krótszym niż
rok czasie, stwierdzono 49% przypadków poważnych chorób (rak
itp.) — podczas gdy w grupie kontrolnej tylko 9%. Podobnie przepro-
wadzone w Wielkiej Brytanii badania, którymi objęto 5000 wdow-
ców, wykazały 40% wyższy od normy poziom umieralności w ciągu
roku od śmierci żony. Obserwacje te potwierdzają znaczenie prewen-
cji psychoterapeutycznej w zaburzeniach psychosomatycznych.
Carl i Stéphanie Simontonowie wykazali wpływ pozytywnej
wizualizacji, jak też przekonań, na rozwój raka: 5 lat po operacji
raka piersi, wśród kobiet, które „stoicko” zaakceptowały choro-
bę, było 75% przerzutów i 38% zgonów; podczas gdy w grupie
walczących z chorobą przy pomocy metod psychoterapeutycz-
nych (wizualizacja, gestaltowska „eks-presja” emocji itp.) te licz-
by spadają do 35% i 10%.
Efekt placebo dotyczy około 40% chorych. Znane doświad-
czenie z Birmingham przeprowadzono na 400 pacjentach, mają-
1nrzedzono ich 7e mooa stracić
scych cia noddąć chemioreran:
_„.„„„,..„„..„-,._.„„„„.„„„w_„„-_.„.„„_.„„-_„..„
1972), tj. „Sny i egzystencja w terapii Gestalt”.
W rzeczywistości, Perls zapożyczył główną metodę analizy
snów od innego dysydenta psychoanalizy - Otto Ranka. Zanim
przywołamy serię uzupełniających się wzajemnie podejść do zja-
wiska snu, wydaje się nam konieczne krótkie przypomnienie tra-
dycyjnych koncepcji oraz ostatnich badań w tej dziedzinie. O ile
w latach 1900-1960 dominowało podejście psychoanalityczne,
to dzisiaj sytuacja już się zmieniła, zwłaszcza w następstwie prac
francuskiego uczonego Michela Jouveta.
Tak naprawdę, sen zawsze intrygował ludzi, ciągle więc szu-
kali oni sposobów, by rozszyfrować jego przesłania: już 3000 lat
p. n. e. w Mezopotamii praktykowano profetyczne tłumaczenie
snu i stosowano je w terapii. U Greków 420 świątyń Eskulapa
przeznaczono specjalnie na inkubacje snów: spało się tam na sa-
mej ziemi, w okryciu z krwawiącej skóry zwierzęcia, pośród świę-
tych węży, błagając o sen, zdolny uleczyć chorobę!...
88
uIT UUU TU 65 £
co tłumaczyłoby sny prorocze? A może jest tylko naturalnym
i istotnym zjawiskiem biologicznym (jak to postulują Jouvet, De-
ment czy Hobson)?
Najnowsze badania
Wiadomo dzisiaj, że śnią jedynie zwierzęta wyższe. Zwierzęta
zimnokrwiste (ryby, gady) nigdy nie śnią, za to ich system nerwo-
wy regeneruje się przez całe życie (permanentna zeurogeneza),
odnawiając swoje neurony tak samo jak inne, „zwykłe” komórki
w organizmie. Stąd ograniczają się do wrodzonych instynktów,
nie mogą bowiem nabywać i przechowywać umiejgtnosci czy od-
ruchów warunkowych..., ani korzystać z psychoterapii (w USA
oczywiście!) — w przeciwieństwie do kotów, psów, koni i... delfi-
nów (które zresztą mają szczególną właściwość usypiania tylko
jedną półkulą!).
89
Rozdział 7
Sny i Gestalt
Sen jako „przesłanie”
Dla Freuda sen był „królewską drogą” do nieświadomości. Perls
nie sprzeciwiał się swemu mistrzowi — przynajmniej w tym punk-
cie — a nawet deklarował, że szczegółowa analiza jednego snu
może być pożywką dla całej terapii!
Co więcej, książka, która uczyniła go sławnym, przedstawia
pełny zapis seminarium poświęconego snom. Jej oryginalny tytuł
brzmi: Gestalt Therapy Verbatim (USA, 1969) — co znaczy „Tera-
pia Gestalt słowo po stowie”, lecz jej francuskie tłumaczenie na-
zwana wymowniel: Rorpe ot pvietonro on (~octalt-thevahie (Paric
Wszyscy pamiętają słynny sen faraona: siedem krów tłustych
i siedem krów chudych. Dzięki jego umiejętnej interpretacji Józef
wyszedł z więzienia i został pierwszym ministrem Egiptu. Wiado-
mo, że w owych czasach tłumaczenie snów było powszechnie sza-
nowanym zajęciem. Legenda głosi, że na dworze królewskim
w Babilonii było 24 uznanych mędrców objaśniających znaczenie
snów. Pewnego dnia król miał sen, który wydał mu się ważny.
Tymczasem każdy mędrzec dał mu odmienną interpretację, tak
więc król znalazł się w wielkim kłopocie. Jednakże wszystkie 24
przepowiednie się sprawdziły, dowodząc błyskorliwie polisemii
wszelkiego nieświadomego języka — który zawiera w sobie wiele
różnych czy nakładających się znaczeń (jak w świętych tekstach...
lub w baśniach braci Grimm!).
Żydzi uważali, że niewyjaśniony sen jest jak nieprzeczytany
list, tj. stanowi obrazę dla autora. Lecz kimże w istocie jest ten
autor? Czy sen jest ekspresją nieświadomości śniącego (jak twier-
dził Freud), czy raczej przekazem pochodzącym z zewnątrz?
Z nieświadomości kolektywnej (według Junga), transpersonalnej
twedhio Grofa czy Descamnsa). czy wrecz boskim przesłaniem —
D TTT R T
E E E
zują geny z jądra komórki, ale być może mitochondria cytopla-
zmy, dzięki wczesnemu zapisowi w trakcie „snu paradoksalnego”
(Ginger, 1987).
Trzeci stan
Dzisiaj wiadomo też, że — tak jak materia — i my mamy trzy sta-
ny: czuwania, spania i śnienia. Ten ostatni, zwany również snem
„paradoksalnym”, różni się tak samo od spania, jak od czuwania
i powoduje wzmożoną aktywność mózgu: mobilizuje więc 2/3
prawej półkuli, na poziomie podwzgórza (potrzeby), limbicznym
(emocje i pamięć), korowym (obrazy) i czołowym (synteza, pro-
jekty, wizje) — zaś komunikacja z lewą półkulą (zawiadującą ra-
cjonałną analizą werbalną i logiczną krytyką) jest przerwana. Na-
tomiast komunikacja między obiema półkulami, poprzez ciała
modzelowate, utrzymuje się w trakcie spania bez snów.
90
ziemną sieć komunikacji stołecznego metra!
W ten sposób sen spełniałby dwie komplementarne, chociaż
przeciwstawne funkcje:
* Byłby „swego rodzaju pępowiną” — która od naszych po-
czątków odżywia i polepsza funkcje przetrwania (agresję
i seksualność): koty śnią o polowaniu i ataku, natomiast my-
szy śnią o ucieczce! A ludzie o seksie!... Dorzućmy, że nawet
Eskimosi śnią o wężach — a przecież te w ich klimacie nie
występują (co łączy się z Jungowską tezą o archetypach). Sen
odgrywa więc rolę „zapory wobec kultury” — gdyż nasza
edukacja przeciwstawia się popędom.
1 Wiadomo dzisiaj, że fizjologiczne pobudzenie seksualne poprzedza
każdy sen (o ok. 2 minuty), u obu płci w dowolnym wieku, i niezależ-
nie od treści samego snu (wbrew temu, co przypuszczał Freud).
91
Zwierzę podczas snu jest nader bezbronne: chwilowo ślepe,
prawie głuche i bezwładne. Nic więc dziwnego, że sen wymaga
przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Toteż krowy śpią
trzy razy więcej w oborze niż na pastwisku! Pewne siebie wielkie
drapieżniki pozwalają sobie śnić przez 40% czasu spania, podczas
gdy biedna zwierzyna łowna waży się poświęcić na to zaledwie
5% swojego czasu.
Człowiek śni przeciętnie przez 20% czasu spania, czyli ok.
100 minut każdej nocy — niezależnie czy o tym pamięta, czy nie.
Wiadomo, że śnią wszyscy, ale juz 8 minut po przebudzeniu za-
pomina się 95% treści snu!
Płód zaczyna śnić jeszcze w macicy, od 7 miesiąca ciąży (a
więc zanim ma świadome wspomnienia, wyparte przez „cenzurę”
— jak myślał Freud), noworodek kontynuuje w ten sposób budo-
wę swego mózgu przez 60% czasu. Ponadto, kobieta brzemienna
podwaja czas śnienia, by „towarzyszyć” neurogenezie swojego
dziecka. Niewykluczone, że część jej snów umożliwia nieświado-
mą transmisję pewnych doświadczeń z jej życia, przyczyniając się
do <łynneoso dziedziczenia cech nabvtvch” — którvch nie nrzelka-
To właśnie podczas snu utrwalajg się nasze wspomnienia, zwłasz-
cza obciążone emocjami, wazne zdarzenia w naszym życiu, pozy-
tywne czy negatywne. Zapamiętywanie złożonych doświadczeń z ca-
łego dnia odbywa się zasadniczo w pierwszej godzinie snu. W czasie
śnienia mózg aktywnie pracuje: zużywa tyle samo glukozy, co w cza-
sie czuwania, a to tłumaczy, dlaczego podczas snu chudniemy.
Szczur pozbawiony snu traci znaczną część swojej zdolności
uczenia się. Tak samo dzieje się z pacjentami, poddawanymi
przez długie okresy leczeniu neuroleptykami lub środkami anty-
depresyjnymi — które skracają czy wręcz znoszą czas śnienia.
Przedłużający się brak snów zdaje się sprzyjać występowaniu
kompensacyjnych majaków, o charakterze agresywnym lub sek-
sualnym!, jak też skłonności do bulimii.
Jedną z funkcji snu bylaby też codzienna rewizja naszego pro-
gramu genetycznego i jego aktualizacja w następstwie indywidual-
nych doświadczeń dnia — zgodnie ze wspomnianą już hipotezą
Jouveta o „wtórnym programowaniu genetycznym”. Bylby to za-
razem czas konserwacji sieci neuronów, naprawy uszkodzonych
obwodów nodobnie iak co noc dyskretnie konserwuje się pod-
„Pogotowie ratunkowe — Gestalt”
Kilkakrotnie z powodzeniem testowaliśmy tę naszą osobistą hi-
potezę: „błyskawiczna”, czyli przeprowadzona brzed pierwszym
snem, interwencja psychoterapeutyczna pozwala oddramatyzo-
wać zdarzenie typu gwałt, wypadek czy napad, zamach, pozar,
samobójstwo bliskiej osoby itp., umożliwiając głęboką ekspresję
emocji w bezpiecznym klimacie terapii. W takim przypadku od-
grywa się ewentualnie zmodyfikowang scenkę, w której ofiara
po_dejmuje aktywną rolę, zamiast blokować się „powstrzymaniem
akcji” (Laborit, 1979). Ta metoda wydaje się zmniejszać uraz,
gdyż natychmiastowa „eks-presja” zapobiega trwałej „im-presji”
w głębokich strukturach mózgu. Później ofiary relacjonują ten
bolesny wypadek, panując nad emocjami i nabierając wobec nie-
go dystansu postronnego świadka.
92
U E E PN E UE E
F ZZ U
wypadku, opowiedziała o tym tak spokojnie i dokładnie, że
funkcjonariusze nie chcieli uwierzyć, iż to właśnie ona siedzia-
ła za kierownic:
Postulujemy zatem wprowadzenie usług psychologicznych
w nagłych wypadkach, świadczonych przez „pogotowie — Ge-
stalt”, gdzie można by się udać bez wcześniejszej rejestracji, tego
samego dnia kiedy zdarzył się wypadek, klęska czy atak, żeby
podjąć pracę nad katarktycznym „rozładowaniem”, na gorąco,
„przed okresem snu.
Freud, Jung... i inni
Freud uważał, że „sny mają moc uzdrawiania, sprawiania ulgi”,
a jego uczeń Ferenczi przypisywał im rolę „traumatolityczną”:
ich zadaniem byłoby łagodzenie urazów, dzięki „przetrawieniu”
93
* Równolegle, dzięki uwzględnieniu mojego oryginalnego do-
świadczenia, sen byłby ważnym czynnikiem indywiduacji
(tego, co odróżnia mnie od mojego bliźniego).
b- Sen dawałby możność zintegrowania mojej indywidualnej
pamięci z naszą pamięcią zbiorową, zapewniając tym samym
podstawową funkcję syntezy tego, co wrodzone i tego, co na-
byte.
Gdyby tę hipotezę w pełni potwierdziły obecnie prowadzone
badania, uznalibyśmy, że właśnie podczas snu paradoksalnego
w struktury naszego mózgu wpisują się, definitywnie „wprogra-
mowują się”, wspomnienia naszej pamięci długotrwałej. W takim
razie, żeby uniknąć „napiętnowania” przez jakiś uraz psychiczny,
wystarczyłoby go „wymazać” zanim się utrwali, tj. przed najbliż-
szą porą snu — podobnie jak można natychmiast zmazać przekaz
pisany na ekranie komputera, zanim się go na stałe przeniesie do
centralnej pamięci twardego dysku (Gineer. 1987)
Oto jeden z wielu przykładów: jadąc samochodem młoda
kobieta została zepchnięta z górskiej szosy, samochód wielo-
krotnie przekoziołkował i rozbił się 20 metrów niżej, na dnie
wąwozu. Auto zostało doszczętnie zniszczone, ale prowadząca
na szczęście wcześniej z niego wypadła i zaczepiła się o krzaki;
uszła bez szwanku, choć w poważnym szoku: sądziła, że umar-
ła! W trakcie terapii — która miała miejsce zaledwie kilka go-
dzin po wypadku — nie poprzestałem na nakłonieniu jej do
opowiadania: ona to oddała mimiką, odegrała swoją iluzorycz-
ną śmierć, wyjąc ze strachu i złości — by przez ich zewnętrzną
ekspresję zmniejszyć wewnętrzne napięcie; dopiero potem po-
leciłem jej, żeby sobie wyobraziła i wcieliła się w rozmaite ak-
tywne role, wedle swojego wyboru: zdecydowała się „być” sa-
mochodem, umyślnie skoczyć do wąwozu, a później wzlecieć
jak samolot itd. Takie gry pozbawiają sytuację jej dramatyzmu,
pozwalają wyjść z roli uwięzionej ofiary pojazdu, pozbawionej
wszelkiej odpowiedzialności. Po godzinie „przeżuwania” sytu-
acji kobieta złapała oddech w spokojnej mieszaninie śmiechu
SCeEe
1 łe7 Nacrenneon dnia odv wraz 7 n
elementy, wydziełone z naszej osobowości, by tym sposobem od-
zyskać ukryty potencjał snu (...).
W terapii Gestalt my nie interpretujemy snów. My robimy z ni-
mi coś o wiele bardziej interesującego. Zamiast analizować, badać
sen, chcemy go przywrócić do życia. Sposobem na to jest ożywie-
nie snu, jakby się rozwijał obecnie. Zamiast go opowiadać jakby
byl dawną historig, wprowadźcie go w akcję, odegrajcie go w cza-
sie teraźniejszym, żeby stał się częścią was, byście się weń prawdzi-
wie włączyli. (...) Jeśli chcecie samotnie pracować ze snem, zapisz-
cie go, zestawcie listę wszystkich jego elementów, wszystkich jego
detali, potem pracujcie z każdym, stając się każdym spośród nich”.
' (Reves et existence en Gestalt-therapie)
Niektórzy gestaltyści, jak Isadore From, idą dalej, uznając sen
(zwłaszcza w noc poprzedzającą sesję terapeutyczną lub następu-
jaca po niej) nie tylko za projekcję, lecz także za retrofleksje, czy-
li poważne zaburzenie granicznego kontaktu między klientem i te-
94
(...) Stawiamy pytania, które powinny zaalarmować naszego pacjen-
ta vis-a-vis przeniesienia i rozwikłać to przeniesienie”.
Konkretnie: 10 podejść do snu
Dochodzimy więc do co najmniej dziesięciu terapeutycznych
aspektów snu — które dają się harmonijnie łączyć, w interesie
klienta i gestaltysty, bez wcześniejszych uprzedzeń, a które to
aspekty teraz wymienimy. Nic nie stoi na przeszkodzie, byście
kolejno odnieśli je do jednego z waszych snów (choć jeśli jesteście
sami, to z punktem 6. bedzie pewien klopot!).
1. Sen sam w sobie, niezaleznie od jego umyślnego wyzyskania,
posiada — jak widzieliśmy — wiele zaturalnych funkcji „tera-
peutycznych”: biologiczne funkcje adaptacji i samoregulacji,
które niekoniecznie wymagają świadomego utrwalania w pa-
95
podczas nieświadomego treningu. Wydaje się to trafne, zwłaszcza
dla snów powtarzających się — które miałyby na celu stopniowe
wymazywanie afektywnego pogłosu, otaczającego wspomnienie
stresującej sytuacji.
Dla Freuda sen często jest „symptomem neurotycznym”, nie
jakimś transcendentnym przesłaniem z góry, lecz immanentnym
przekazem z dołu, pochodzącym z „czarnego lądu” nieświado-
mych popędów. Jung nadaje mu jeszcze wyższą rangę, wiążąc
z nim nie tylko przesłanki psychologiczne czy biograficzne, ale
też nieświadomą percepcję wspólnych podwalin kultury całej
ludzkości. Według niego, sny sięgają bezkresnej przeszłości, lecz
również przyszłości: sen nie ukrywa jakiegoś wypartego pożąda-
nia, a wręcz przeciwnie, odkrywa dane nieświadomości zbioro-
wej, a może nawet przybrać znaczenie ezoteryczne.
A oto, w jaki sposób podchodził do snu Perls:
„Wszystkie te rozmaite elementy snu — mówił — są fragmenta-
mi osobowości. Ponieważ celem każdego z nas jest zyskanie osobo-
wości zdrowej, to znaczy zintegrowanej, trzeba nam połączyć róż-
ne fraementyv snu. Musimv sobie znów brzvswoié te odr71icone
rapeutą; śpiący nieświadomie mówi pewne rzeczy samemu sobie,
by ich nie powiedzieć wprost swemu terapeucie.
„W istocie — powiada From — pacjent w terapii na ogół wie, że
jeśli przypomni sobie sen, to go opowie swojemu terapeucie. Sta-
wiam więc hipotezg, że ten fakt w pewien sposób determinuje treść
snu pacjenta: to nie jest tylko sen, to jest sen, który on opowie te-
rapeucie. (...) Inng nazwą dla »retrofleksji« moglaby być »cenzura«
bądź »retencja«: pacjent sobie dopowiada, mówi samemu sobie (...)
o sprawach, o których nie mógłby albo nie chciałby powiedzieć te-
rapeucie”.
'W ten sposób From ponownie wprowadza, mniej lub bardziej
bezpośrednio, pojęcie przeniesienia.
„Przeniesienie jest ekwiwalentem »tu i teraz« (...) Celem przenie-
sienia jest umozliwienie tego, by niedokończone sytuacje z przeszło-
ści — którą zajmuje się wszelka terapia — dopelniły się w teraźniejszo-
ści. (...) My nie prowokujemy przeniesienia, jak to się zasadnie prak-
tykuje w psychoanalizie, ze względu na przyjętą przez nas metodę.
Lecz z tego, iż go nie prowokujemy, nie wynika, że go eliminujemy
(...) Byłoby absurdem mówić, że nie bosługniemy sie brzeniesieniem.
96
we zdania śniącego różnyrłl członkom grupy- — a następnie
oni powtórzą je głośno na zakończenie pracy (Anne Pey-
ron-Ginger).
. Sen jako projekcja śniącego (Perls) skłania do ponownego
zintegrowania różnorodnych stron osoby, dzięki stopnio-
wemu przyswajaniu sobie elementów, a priori niedopaso-
wanych.
Sen jako retrofleksia (From) pozwala wzbogacić wymianę
terapeuta/klient, co leży w sercu każdej psychoterapii, zwła-
szcza gestaltowskiej.
Sen można też potraktować jak niedomknigty Gestalt (Gin-
ger): w rzeczy samej, natura przewidziała jego pojawienie
się w głębi spania, a zatem poza świadomością — tak samo
jak trawienie. Kiedy to ostatnie staje się świadome (czujemy
ciążący nam żołądek itp.), znaczy, ze coś jest nie w porząd-
ku. Możemy się domyślać tego samego, gdy sen spontanicz-
itd.) niż jej treścią, a może nawet zlekcewazy¢ sam sen!
Widzimy zatem, ze terapeucie gestaltyście nie brak środków,
by skorzystać z tej „królewskiej drogi” (Freud), a rozliczne wy-
mienione tu podejścia mogą być stosowane po kolei, albo łączo-
ne tak, by się wzajemnie wzbogacały.
P.S. Większość z tych podejść może być również stosowana
podczas pracy z rysunkiem (gestaltowska art-terapia).
2 Ze swej strony jestem przeciwny wszelkim niedyskretnym „zasadz-
kom” na sen, które kojarzą mi się z „pogwałceniem nieświadomości” (to
tak, jakby się nie ufało, że sama wykona swoją pracę), i oczywiście sprze-
ciwiam się wszelkiemu obwinianiu „nie-śniących” (których chętnie po-
sądzą się o „stłumienie” itp.).
mięci: przeszukanie i aktualizacja naszego genetycznego dzie-
dzictwa, asymilacja doświadczenia, indywiduacja zachowania
(Jouvet), stopniowe łagodzenie urazów (Ferenczi).
2. Zwykłe opowiedzenie snu po przebudzeniu okazuje się po-
żyteczne, jako że umożliwia lepszy dostęp do świadomości
spontanicznym skojarzeniem oraz ewentualne oddramaty-
zowanie.
3. Interpretacja snu, poprzez skojarzenia dotyczące jego treści
lub formy, rozszyfrowanie jego symboliki (Freud), pozwala
nie wychodzi na powierzchnię świadomości po przebudze-
niu, czyli nie został w pełni „przetrawiony”. W takim przy-
padku, i tylko w takim?, należy mu poświęcić uwagę
i wspomóc dokończyć przerwaną pracę. Można więc zapro-
ponować klientowi, żeby go opowiedział w czasie teraźniej-
szym, a potem dokończył wedle własnego widzimisię, bio-
rąc za to odpowiedzialność — ponieważ sen należy do niego
—i żeby zadziałał nań w formie monodramy, likwidując nie-
świadomą presję psychiczną „niedokończonej sytuacji”
głęboko zanurzyć się w indywidualnej nieświadomości.
4. Odniesienie do symboli uniwersalnych, do nieswiadomosci
zbiorowej, do ukrytego przesłania dotyczącego przyszłości
(Jung), wnosi wymiar transpersonalny i duchowy ewentual-
nego „objawienia”.
5. Sen może być odgrywany w formie zbiorowej psychodramy
(Moreno), żeby uwypuklić pewne jego aspekty oraz wzbo-
gacić reakcje poszczególnych protagonistów.
6. Grupa może być wykorzystana jako pudlo rezonansowe czy
„wzmacniające echo”: terapeuta „powierza” pewne kluczo-
i aby w ten sposób samodzielnie budował swoją przyszłość.
Dla Quattriniego liczy się skala emocji przy przebudzeniu,
a nie wspomnienie obrazów. Zajmuje się on konfluencją śniące-
go z jego emocjami.
10. Wreszcie, sen może być po prostu pretekstem do pracy,
zaczynem nadającym bieg sesji; terapeuta bardziej intere-
suje się formą wypowiedzi tu i teraz (tonem głosu, rytmem
oddechu. gestami i postawami. stosunkiem do terapeuty
klienta, czasami wręcz prowadząc do prawdziwego styku „ciała
z ciałem terapeutycznym”.
Sam Fritz Perls, gdy już porzucił psychoanalizę dla Gestaltu, na
początku swojej praktyki przyjmował pacjentów wyciągniętych na
kanapie. Później pracował z nimi twarzą w twarz, polecał klien-
tom, by się poruszali, sam jednak prawie się nie przemieszczał: był
coraz starszy 1 tylko z rzadka opuszczał swój legendarny fotel...,
a jedną rękę miał stale zajętą nieodłącznym papierosem!
Natomiast Laura Perls stwierdza: Jest pewna sprawa, której ni-
gdy dosyć podkreślać: praca z cialem stanowi integralną część te-
rapii Gestalt. Gestalt jest terapią holistyczną — to znaczy, że bierze
pod uwagę cały organizm, a nie tylko głos, słowo, działanie czy co-
kolwiek innego.
I dalej mówi tak: Posługuję się wszelkiego rodzaju kontaktem
fizycznym, jeśli myślę, że może to ulatwic pacjentowi postęp w je-
go awareness obecnej sytuacji (...) Nie ma szczególnej reguły
98
<sg / F PUR E TE T EEE UE RT
Laura Perls ze swej strony nie oddziela Gestaltu od ekspreS]1 ar-
tystycznej i fizycznej. Wszak sama odebrała wykształcenie artystycz-
ne w dziedzinie muzyki i tańca oraz w rozmaitych specyficznych
technikach pracy z ciałem (metodach Alexandra, Feldenkraisa, eu-
rytmii Rudolfa Steinera itp.), równolegle z kształceniem się w psy-
choanalizie.
Jednak niektórzy znani terapeuci gestaltowscy nader rzadko
posługują się ciałem w sposób aktywny czy interaktywny: wolą je
obserwować lub pobudzać werbalnie, nie angażując w to własne-
go ciała. A przeciez paradoksem wydaje się zachęcanie klienta do
totalnej ekspresji, obejmującej całe jego jestestwo, gdy samemu
poprzestaje się na ekspresji ograniczonej do wymiany słów!
Oczywiście, fundamentalne założenia teoretyczne i swoista
metodologia Gestaltu nie implikują. obowiązkowej mobilizacji
ciała: fenomenologiczne podejście całościowe, teoria self, aware-
ness toczącego się tu-i-teraz procesu relacji, wykrywanie zakłóceń
99
Rozd=zial 8
Ciało i emocje
Czy Gestalt to „praca z ciałem”?
Czy Gestalt jest „pracą z ciałem”, albo jeszcze inaczej”psychote-
rapią działającą poprzez ciało i emocje”? Często słyszy się takie
określenia.
'W rzeczywistości, gestaltyści dalecy są od zgody w tej kwestii.
Wszyscy interesują się ciałem i uważnie obserwują postawę, od-
dech, spojrzenie, głos, mikrogesty itp., ale niektórym wystarcza
mówienie o tym, natomiast inni proponują również klientowi wy-
konywanie pewnych ruchów, nawet ćwiczenia fizyczne, a jeszcze
inni angazuia sie swoim własnym ciałem. nie wahaiac sie dotykać
w tym, co dotyczy pacjentów mężczyzn lub pacjentów kobiet.
Mogę przypalić komuś papierosa, karmić go łyżką, boprawić
dziewczynie włosy, trzymać za rękę lub przytulić pacjenta do ser-
ca, o ile wyda mi się to najlepszym sposobem nawiązania komu-
nikacji, nie istniejącej lub zerwanej. Dotykam również pacjentów,
i pozwalam im się dotykać, żeby doświadczyć wzrostu ich aware-
ness cielesnosci.
Po 1959 r. notowała: Wydaje sig, że istnieje wielka rozbieżność
opinii i ogromny niepokój co do dopuszczalności kontaktu fizycz-
nego w terapii. Jak wiadomo, blisko 40 lat później takie kontak-
ty nadal są żywo krytykowane, nawet pozostają „tabu” w licz-
nych kulturach i subkulturach: w tradycyjnej psychoanalizie,
w wielu religiach... i w wielu krajach anglosaskich!
Proksemika bada symboliczne znaczenie przestrzeni w róż-
nych kulturach (Edward Hall, 1971), dystansy i społecznie do-
zwolone kontakty: podawanie ręki, obejmowanie się, uściski, po-
całunki itd. W Gestalcie sprawą zasadniczą jest optymalny w każ-
dym konkretnym momencie dystans między dwiema osobami,
odvż to właśnie on ewidentnie worunkuie iakość kontaktu,
ce wyjątkowo dochodzi doń w terapii indywidualnej — gdzie ist-
nieje ryzyko dwuznaczności; natomiast dość powszechnie spotyka
się go w grupach.
„Gry” lub „ćwiczenia”
'W czasach rozkwitu kalifornijskiego Gestaltu (1964-1974) wy-
myślono pewną liczbę ćwiczeń niewerbalnych, mających sprzyjać
kontaktowi, jak na przykład:
* przemieszczanie się po sali z wyostrzeniem wszystkich zmy-
' słów (wzroku, dotyku, węchu itd.);
* szukanie w pomieszczeniu „swojego najlepszego miejsca”;
* spotkanie partnera z zamkniętymi. oczami, albo stykając się
plecami;
fizyczna obrona swojego „terytorium”;
100
„„..„„„.„O„„..„„...„,„....._......,„....,,„_„„„,„.„„„..w„„.„,___.
w sytuacji we dwoje, jak i w ramach doświadczenia grupowego).
W sytuacji we dwoje, zastosowanie bezpośredniej interakcji fi-
zycznej między terapeutą i klientem jest bardziej ograniczone,
a i sam kontakt delikatniejszy. Dzieje się tak z różnych powodów:
* materialnych: brak partnerów;
* psychologicznych: infiltracja uczuć przeniesieniowych (tera-
peuta może nieświadomie reprezentować postać rodzica,
małżonka czy partnera klienta itp.);
* deontologicznych: ryzyko dwuznacznej konotacji seksualnej
w ewentualnym okazywaniu czułości oraz zahamowania
w konfrontacji z bezpośrednią agresją.
Natomiast w sytuacji grupowej tego rodzaju kontakty mogą
być bezpiecznie badane, ewentualnie wzmacniane, a w każdym
razie obszernie komentowane:
101
w cyklu kontaktu i oporu itp., wszystko to wcale nie wymaga ak-
tywnej interwencji ciała. Niemniej, moim zdaniem, pozbawiamy
się tym samym mocnej dźwigni terapeutycznej, która przydaje
pracy intensywności i głębi, umożliwia wzrost jej skuteczności
i skraca czas jej trwania.
b Zdecydowana większość współczesnych praktyków Gestaltu
przyznaje również uprzywilejowane miejsce odwoływaniu się do
cielesnego aspektu klienta — jak zresztą i samego terapeuty. Inte-
resują się oni także wrażliwością sensoryczną („Co w tej chwili
czujesz?”) oraz aktywnością motoryczną organizmu („Proponuję,
żebyś wstał i zrobił parę kroków...”), i sami nie wahają się poru-
szać (regulując, odpowiednio do danej sytuacji, realny dystans,
bądź nawiązując chwilowy kontakt cielesny — który może przejść
W „terapeutyczną czułość” albo w fizyczną konfrontację). Tu nie
chodzi już tylko o to, żeby mówić o ciele, ale wręcz mówić ze swo-
im ciałem, poprzez swoje ciało, „ciałem do ciała” — tak jak mówi
się „sercem do serca”. Oczywiście, taki blizszy kontakt wymaga
obopólneso zaufania i ściślej kontroli deontolociczne; W nraletv.
* sprawdzenie swojego zaufania przez upadek w ramiona
członków grupy; ”
* bądź nieufności, przez dobrowolną izolację...
Takie ćwiczenia umożliwiają rozgrzewkę i mogą usunąć pew-
ne zakazy kulturowe; mogą dotyczyć całej grupy albo jednego
klienta w szczególności, a ich przedmiotem bywają przeróżne do-
świadczenia, prowadzące do zyskania świadomości przeżytego
opuszczenia, rozluźnienia, czułości, zamknięcia, stawienia czoła,
ryzyka, odkrycia, ufności, ograniczeń itp.; pozwalają odkryć no-
we strony samego siebie; uczynić niejasną sytuację bardziej wyra-
zistą przez jej odegranie lub wzmocnienie.
Jednakże, użyte nierozważnie, bez związku z nastrojem chwili,
niosą one ryzyko narzucenia sytuacji emocjonalnej lub relacyjnej,
sprowokowanej z zewnątrz, która niekoniecznie odpowiada aktual-
nym odczuciom osobistym każdego z uczestników. Totez dzisiaj ta-
kie „gry” proponuje się na ogół tylko okazjonalnie, dając pierw-
szeństwo temu, co spontanicznie pojawia się w przeżyciu tu-i-teraz
Lonlbrernecn Llisnta (nraca za9unyc7al iect sin nni unliznwnna +ale
„JWIadomośc clala
Gestaltysta praktyk naprawdę woli korzystać w każdym momen-
cie, ze stałą awareness, z tego, co się spontanicznie pojawia „tak
jak przychodzi, i kiedy przychodzi”. Szczególną uwagę zwraca na
wszelkie cielesne manifestacje swojego klienta: pozycje i widocz-
ne ruchy, lecz także na wpół automatyczne mikrogesty, swego ro-
dzaju „lapsusy ciała”, będące często przejawami nieświadomych
procesów; jak na przykład stukanie palcami, kiwanie stopą, drob-
ne skurcze szczęk. Oczywiście, jest też uważny na ton głosu, rytm
oddychania;„jak również krążenie krwi — dostrzegalne zwłaszcza
na poziomie tętnic szyjnych, a także w blednięciu czy czerwienie-
niu skóry. Zdaje sobie sprawę, że ciało jest wyrazem osobistej eks-
presji („czuję się zmęczony”) i jednocześnie mowy lub komunika-
cji interpersonalnej („pokazuję ci, że jestem zmęczony”).
1 Patrz rozdz. 1. Pentagram Gingera.
102
INie podsycajmy Symplomow
7)
Gestaltysta nie stara się od razu i za wszelką cenę „rozszyfrować
symptomu — co sprowadzałoby się niekiedy do „nasycenia go sen-
sem”, wedle wyrażenia słynnego psychoanalityka Lacana. W isto-
cie, wbrew nader rozpowszechnionej opinii, zrozumienie — nawet
dokładne — pochodzenia czy znaczenia symptomu psychologicz-
nego nie zawsze pomaga w leczeniu; przeciwnie, czasem sprzyja
jego utrzymaniu przez usprawiedliwianie go.
Na przykład, powiedzenie: „Jeśli jestem agresywny i gwałtow-
: ny, to dlatego, że identyfikuję się z moim ojcem”, albo: „Jeśli je-
stem niewydolny, to dlatego, że miałem nadopiekuńczą matkę,
która mnie ciągle »kastrowała«, zabraniając mi wszelkiej inicjaty-
wy”, może powodować deterministyczną zależność: „Mam
usprawiedliwienie, żeby być agresywnym lub niewydolnym; zwa-
żywszy moje dzieciństwo, to normalne, że taki jestem”, a nawet:
„Mając takich przodków, jestem skazany, by takim pozostać
1
103
* „Co czujesz, gdy się tak na mnie opierasz?”;
* „Co się dzieje, gdy czujesz się tak ściśnięty?”;
* „Zawsze marzyłem, by usiąść ojcu na kolanach” itp.
Tak czy inaczej, tego rodzaju „ćwiczenia” lub „wprowadzenie
w sytuacje” rzadko są z góry planowane (z wyjątkiem przypad-
ków - co już sygnalizowaliśmy — gdy służą rozgrzewce na począt-
ku treningu).
Byłoby nieporozumieniem rezerwowanie w trakcie treningu
terapeutycznego momentow na pracę z ciałem na przemian z mo-
mentami wymiany słownej, gdyż chodzi właśnie o to, by w każ-
dej chwili pracować jednocześnie na planie fizycznym, emocjonal-
nym, intelektualnym, społecznym i duchowym. Rozdzielanie
tych aspektów byłoby sprzeczne z duchem Gestaltu — który po-
stuluje globalne, holistyczne podejście do ludzkiej istoty w danym
kontekście sytuacyjnym — biorąc pod uwagę pięć podstawowych
wymiarów człowieka i ich nieustanne, wzajemne interakcjel.
7
\
N
Jak już wspominałem w rozdziale 1., w Gestalcie symptom cie-
lesny, występujący okazjonalnie lub chroniczny (jak uczicie ucisku,
migreny, ciągły ból w plecach) chętnie wykorzystuje się jako
„drzwi wejściowe”, umożliwiające bezpośredni kontakt z klientem;
drzwi, do których wiedzie, przeważnie nieświadomie, droga, jaką
on sam „wybrał”.
Będzie się go zatem zachęcać, by zwracał baczną uwagę na to,
co czuje, tj. zyskał pełną świadomość czy awareness. Ewentual-
nie zasugeruje mu się, by wz70cnił swoje odczucie bądź symp-
tom — żeby go lepiej uchwycić, jakby przez lupę, by w pewnym
sensie „oddać mu głos” — jest to postawa specyficzna dla Gestal-
tu, gdyż tradycyjne podejście medyczne zmierza w przeciwnym
kierunku, dążąc do powstrzymania symptomów: efektem takiej
taktyki bywa sytuacja, że jeśli ciało apeluje o naszą uwagę, a nie
znajduje posłuchu, to skłonne jest „krzyczeć” coraz głośniej!
Psychoterapia nie zmierza do „przykrywania”, lecz raczej do
„odkrywania”.
iy S
Terapeuta interweniuje i jest aktywny, nie jest jednak „dyrek-
tywny”: prosi na przykład o wzmocnienie obserwowanych zja-
wisk, a nawet o wypróbowanie nowych postaw (wybranych przez
klienta), ewentualnie sam reaguje, lecz to nie on ustala kierunek
działania.
Ciało terapeuty
Terapeuta gestaltowski interweniuje słowem, ale także milcze-
niem. Interweniuje swoimi postawami, swoją pozycją, lecz także
swoim bezruchem — podobnie jak swoimi poruszeniami i zamie-
rzonymi gestami.
Cokolwiek się robi, nie sposób nie komunikować!
(SZKOŁA PALO ALTO)
Znaczy to, że terapeuta również jest ucieleśniony... i tym le-
piej! Jego własne ciało pomoże mu aktywnie towarzyszyć klien-
104
g" UE ąM T m
miona i dać mu się wypłakać, albo na odwrót, sprowokować go
mocnym trzymaniem lub popychaniem — żeby wyzwolić w nim
zdrową reakcją obronną (interwencja „paradoksalna”).
Ciało z ciałem terapeutycznym
Bliski kontakt cielesny „ciała z ciałem terapeutycznym” często
wywołuje głębokie odczucia, zapomniane, wyparte bądź stłumio-
ne, takie jak skrywana i rodząca poczucie winy wściekłość na
zmarłą po ciężkiej chorobie matkę, że się zostało przez nią zbyt
wcześnie „opuszczonym”. Niekiedy przeżywa się na nowo jeszcze
bardziej archaiczne? uczucia, sięgające przedwerbalnego okresu
2 Takie regresywne nurkowanie do normalnego „archaicznego” ją-
dra nie powinny być mylone z patologicznymi dekompensacjami do „ją-
dra psychotycznego”.
105
Ciało też kłamie
Gestaltysta praktyk wystrzega się więc wszelkiej interpretacji ge-
stu czy „odczytywania ciała” na podstawie uprzednio przyjętego
kodu, techniki zalecanej przez Aleksandra Lowena w bioenerge-
tyce. Często cytuje się bezpodstawne stwierdzenie Lowena, że
„ciało nie kłamie!” Jednak jest oczywiste, że sobie tego nie odma-
wia: mogę się czuć w formie, ponieważ napiłem się alkoholu; ba-
nalny ból zęba może mi sprawiać mękę, podczas gdy rak może się
rozwijać po cichu; moja erekcja może nastąpić mimowolnie, ale
może mnie zawieść, gdy jestem przejęty i zaniepokojony zbyt
mocnym pożądaniem... W rzeczywistości, nie można ślepo ufać
ani ciału, ani słowom!
Zamiast starać się zinterpretować czyjeś zachowanie, terapeu-
ta woli nakłonić klienta, by sam śledził drogę, jaka mu się spon-
tanicznie ukazała. Tym sposobem, przez sukcesywne skojarzenia
doznań, gestów, obrazów, dźwięków czy słów, często pojawiają
się błyskawiczne wglądy (insights), odnoszące się do zachowań
aktualnych bądź stereotypowych zachowań archaicznych, które
+Lwia w niećwiadnmnści
towi, a dotyczy to również kontrolowanego angażowania się.
Spontaniczne odczucie cielesne posłuży mu za „busolę”; pomaga-
jącą zorientować się w labiryncie relacji. Jeśli się czuje spięty,
zniecierpliwiony, zaniepokojony, znudzony czy poirytowany, al-
bo przeciwnie, wzruszony, rozczulony, oczarowany... gestaltysta
daleki będzie od sztucznego neutralizowania tych odczuć, uzna je
po części za przedświadome odpowiedzi na postawę i wypowie-
dzi klienta, zaś świadomość własnego przeciwprzeniesienia, jak
też zjawiska rezonansu, wzbogaci zrozumienie tego, co się dzieje.
Niejednokrotnie powiadomi o tym klienta („Nie bardzo wiem
dlaczego, ale czuję coraz większe znudzenie, gdy pana słu-
cham...” lub: „Czuję się skrępowany...”) albo też wyrazi to dzia-
łaniem (przybliży się, wstanie, cofnie się itp.), ażeby wywołać
ewentualny wgląd.
Czasami terapeuta rozmyślnie użyje swego ciała, by podkre-
ślić, wzmocnić lub pogłębić wywołaną sytuację i zaproponuje
ucieleśnioną wymianę terapeutyczną — zwłaszcza, jeśli pracuje
z grupą (by uniknąć wszelkiego nieporozumienia i bezwzględnie
nezeczrzegać deontologii). Może na przykład wziąć kogoś w ra-
A propos pracy z ciałem, warto zauważyć, że wbrew r;szo-
wszechnionej opinii niektóre fizyczne interwencje terapeuty oka-
zują się dla klienta mniej inwazyjne niż interwencja słowna,
a więc mniej rażące i bardziej respektujące jego autonomię;
w efekcie, może on je sobie dowolnie „Odczytać”, — co pozosta-
wia mu swobodę, by na nie odpowiedzieć lub nie odpowiadać,
wedle swojego uznania, są bowiem mniej wyraziste, wysycone
różnymi możliwymi znaczeniami (polisemiczne), toteż sam klient
wybiera to, co mu bardziej odpowiada.
'Weźmy prosty przykład: jeśli w danym momencie jako tera-
peuta cofam się o krok, klient może:
* postąpić do przodu, by utrzymać ten sam dystans;
lub przeciwnie, też może się cofnąć, przez naśladownictwo;
* może się poczuć „opuszczony”;
albo przeciwnie, może się poczuć swobodniej i cieszyć się
106
nn"
Od ciała do słowa; od słowa do ciała
Wzmocnienia jakiegoś gestu czy pozycji prowadzi stopniowo do
uświadomienia sobie przez klienta jakiejś ważnej tresci: jest to
klasyczna droga od ciała do słowa.
Oto przykład:
'W trakcie rozmowy podczas sesji, Colette machinalnie krę-
ci łańcuszkiem, który nosi'na szyi. Zwracam jej na to uwagę
i proponuję, by nadal wykonywała ten gest, wzmacniając go...
Wkrótce doprowadza ją to do wybuchu płaczu: chodzi o wspo-
mnienie syna, który mając 5 lat zginął w wypadku, wiele już lat
temu, ale akurat wtedy, gdy ona wyszła na spotkanie z kochan-
kiem. Od tego czasu nieświadomie „uwiązała” się i nie dopusz-
cza do siebie przyjemności, niestrudzenie pokutując za swoja
107
dzieciństwa („zły smak” mleka odrzucającej matki, a nawet tęsk-
nota za „oceanicznym” błogostanem okresu płodowego). Ten typ
doświadczenia nierzadko zdarza się przy okazji specyficznej pra-
cy gestaltowskiej w basenie z wodą podgrzaną do temperatury
ciała.
Wszyscy wiemy, że węch i dotyk rozwinęły się już w macicy.
Haptonomia, z jej praktykami głaskania płodu poprzez powłokę
brzuszną, dowodzi nader wczesnej wrażliwości skóry. Dotyk jest
tym spośród naszych zmysłów, który zajmuje najwięcej po-
wierzchni ciała, a mobilizuje daleko większą liczbę zakończeń ner-
wowych. O ile można żyć, będąc ślepym czy głuchym, to nie prze-
żyjemy, gdy zniszczona zostanie jedna siódma skóry. Freud i psy-
choanalitycy interesowali się szczególnie żrzema otworami ludz-
kiego ciała (usta, odbyt, narzady płciowe), natomiast Perls i gestal-
tyści zajmowali się miliardami porów całej skóry! Słynne ekspery-
menty Kóhlera z noworodkami małp wykazały, że bardziej poszu-
kiwały one kontaktu ze skórą i cieplem ciała niż mleka matki. Mó-
wiąc bardziej ogólnie, jest oczywiste, że czułość jest podstawowym
pozywieniem, niestety „cenzurowanym” przez nasza kulture.
odzyskaną przestrzenią;
* a jeszcze może wcale nie zareagować, nawet nie zauważyć...
czy też sprawiać wrażenie, że nie zauważa;
... i tak dalej...
Innymi słowy, klient ma wolność reagowania na wprowadzo-
ną przeze mnie zmianę sytuacji zgodnie z własnym upodobaniem.
Ja oczywiście nie jestem „neutralny”, a zrobiłem ten gest:
* bądź to intuicyjnie (zdając sobie w tym momencie sprawę
z mojego przeciwprzeniesienia);
* bądź w ramach ustalonego planu, zamierzonej strategii tera-
peutycznej.
Lecz, niezależnie od sytuacji, polisemia odczytywania sygna-
łów ciała umożliwia klientowi twórcze przystosowanie i podjęcie
w tej mierze własnej odpowiedzialności. To znacznie więcej niż
gdybym mu powiedział np.: „Kiedy to robisz, to mam ochotę się
zdycranc<ować!”
(T): Więc spróbuj wyjść!
(K): Widzę tu tylko jedno możliwe wyjście: przez drzwi!
(T): No to wyjdź drzwiami! Na co czekasz?
(K): Nie mogę przejść; ta kobieta siedzi w przejściu!
(T): Powiedz coś do niej.
(K): Czemu mi przeszkadzasz wyjść? O co ci chodzi, że tak
na fnnie patrzysz?... To ty mnie tu trzymasz! Mógłbym cię
obejść i jednak wyjść..., ale nie chce mi się; widzę, że jesteś mi-
ła! Chyba chcę z tobą pogadać...
(T): Czy jest ktoś inny, komu mógłbyś to powiedzieć?
(K): Hm... Tak! Moja koleżanka z biura!
" (T): Co byś jej powiedział?
(K): Widzę, że jesteś miła! Lubię codziennie spotykać cię
w biurze; rozumiemy się... W głębi duszy nie mam ochoty
opuszczać swojego stanowiska!... Gdybym poprosił o awans
byłbym przeniesiony do innego działu. Wolę zostać tutaj! ’
108
= emocja
< pamięć (skojarzona z emocjami)
> skojarzenia
= wgląd
= decyzja
o werbalizacja...
Aby ruszyć z miejsca, trzeba „zagrzać” silnik. Tak samo uru-
chomienie procesów zapamiętywania i trwałego zapisu doświad-
czenia wymaga „limbicznej uwertury” (Ginger, 1987): ruch ciała
w przestrzeni mobilizuje prawą półkulę i „otwiera drzwi” emo-
cjom i skojarzeniom.
Można się o tym przekonać w prosty i spektakularny sposób,
wykonując w zeszycie rysunek (coś w rodzaju szkolnego zadania,
mobilizujacego lewą, racjonalną półkulę mózgu), a potem odtwa-
rzając „ten sam” rysunek na stojąco, publicznie, w dużym forma-
109
„zbrodnie”. Po kilku sesjach będzie w stanie zdecydować, by
zrzucić ten łańcuszek i włożyć go do etui — i zrobić to bez po-
czucia winy. Czując się wreszcie wyzwolona, weszła w nowy
satysfakcjonujący związek.
W Gestalcie postępuje się jednak także w odwrotnym kierun-
ku, tj. od słowa do ciała — zwłaszcza za pomocą technik rozmyśl-
nego wprowadzania w działanie, inspirowanych psychodram:
Klient (K): Nie mam żadnej przyszłości w moim zakładzie,
ale nie mogę się zdecydować, żeby odejść. Od wielu miesięcy
obracam argumenty na wszystkie strony, ale kręcę się w kółko,
bez rezultatu...
Terapeuta (T): Wstań i „kręć się w kółko” po tym pokoju!...
Co teraz czujesz?
Wstaje i chodzi wkoło po sali, przed grupą siedzącą na podusz-
kach na podłodze.
(K): To mnie wnerwia! To do niczego nie prowadzi! Kręcę
sie w kółko! Chciałbym srad wviść!
(cisza)... Nie czułem się gotów do podjęcia nowych obowiąz-
ków i wreszcie sądzę, że nie byłem gotów opuścić ciebie!"To głu-
pie! Co by nam przeszkadzało, byśmy nadal codziennie razem
jedli obiad?
Za kilka dni poprosił — i otrzymał — awans w sąsiednim dzia-
le! Wystarczyło, by zainscenizował sytuację — w sposób symbo-
liczny — żeby pojął, że przeszkodą nie było to, co mu się wyda-
wało: „jeden pociąg przesłaniał drugi!”... Ruch pobudził emocje
i „odemknął” skojarzenia, umożliwiając mu wyjście z impasu.
Otwarcie limbiczne
Zilustrowaliśmy właśnie wspominany już klasyczny ciąg:
abstrakcyjna werbalizacja
o wprowadzenie w ruch
«> prawa półkula mózgu
o system limbiczny
K PP P EEE W E e
B =
emocji (ale nie do działań fizycznych), podczas gdy Gestalt ceni
ponadto przejście od ciała do emocji, a potem do słowa.
P> Gestalt nie zachęca nas do poskramiania naszych emocji.
znaczy do ich zniewolenia! Postuluje raczej ich „oswajanie”, czy-
li lepsze poznanie i zaprzyjaźnienie się z nimi — tak, byśmy się
mogli z nimi z pełnym zaufaniem porozumiewać. Nie walczyć
przeciw nim, ale razem się rozwijać.
Po to mamy emocje, by nam pomagały, a nie przeszkadzały:
strach czy gniew chroni nas przed niebezpieczeństwem, smutek
pozwala nam przezwyciężyć żałobę, faktyczną lub symboliczną
(jak śmierć, separacja czy odrzucenie jakiegoś naszego projektu).
Aby ją „strawić”, często trzeba sobie dać czas na jej „przeżucie”,
zamiast daremnie starać się o niej zapomnieć. Ludowy obyczaj
przypomina, że normalna żałoba po bliskim może trwać „cztery
110
cie na tablicy: fakt wstania z miejsca, poruszenia ciała, pokazania
się, mobilizuje prawą półkulę (przestrzenna, relacyjna, emocjo-
nalna), jak też system limbiczny... rezultat okazuje się bardzo róż-
ny, a towarzyszą mu znaczące wglądy!
Werbalizacja jest jednak użyteczna, by „zatytułować” do-
świadczenie i móc je potem odnaleźć: podobnie jak nadamy tytuł
dokumentowi, zanim wprowadzimy go do pamięci komputera,
czy oznaczymy szuflady, w których złożyliśmy swoje akta lub ma-
teriały — żeby później móc po nie sięgnąć. Jeśli tego nie zrobimy,
przeżycie cielesne i/lub emocjonalne, chociaz zapisane, nie tak ła-
two da się wykorzystać, kiedy będziemy go potrzebowali. Stad
ważny jest czas werbalnego „feed-backu”.
Praca z emocjami, pozbawiona wymiany słownej, często pozo-
stawia mało trwałych i nadających się do wykorzystania śladów —
natomiast praca werbalna, bez udziału emocji i ciała, wprowadza
modyfikacje niezbyt głębokie i krótkotrwałe, a przy tym wymaga
wielu powtórzeń. Jedynie połączenie obu aspektów - emocji
i werbalizacji — zdaje się umożliwiać transformacje zarazem szyb-
bi
ołobobio 1 trwnło Psvchoanaliza nozwala nrzeiść od <dowa do
pory roku” (pierwsze Boże Narodzenie bez niego; pierwsze wa-
kacje...). Żałobę trwającą dłużej niż dwa lata można uznać za „pa-
tologiczną” i wymagającą leczenia.
Łzy są „balsamem” wszystkich emocji: ułatwiają ich obieg.
Towarzyszą nie tylko smutkowi, ale i radości, przyjemności lub
zachwytowi. One „oczyszczają” organizm, usuwając zeń do 40%
nadwyżki wyprodukowanych neuroprzekaźników. Nie służy
więc zdrowiu zakaz płaczu; co więcej, opanowywanie łez zakłó-
ca równowagę systemu immunologicznego i tworzy grunt sprzy-
jający wystąpieniu poważnych chorób, takich jak rak — który czę-
ściej zdarza się ludziom nigdy nie wyrażającym emocji, społecz-
nie uznawanych za „negatywne”, takich jak strach, gniew czy
smutek.
Słowo nie wystarczy! Aby było skuteczne, trzeba je „wypeł-
nić”: trzeba mu wcielenia.
Aby lepiej trafić do Człowieka, „słowo stało się ciałem”..., lecz
aby być lepiej sterowalnym, ciało staje się słowem!
Od momentu naszych narodzin odzywianie pozwala nam wybie-
rać z zewnętrznego świata to, co Sprzyja naszemu rozwojowi.
Przypomnijmy sobie, ze Perls widział w nim potrzebę pierwot-
ną, którą chętnie przenosił poza pokarm materialny: potrzebu-
jemy również pokarmu afektywnego i intelektualnego, a nawet
duchowego, i w trakcie całej naszej ziemskiej egzystencji staramy
się zgarnąć z otoczenia to, co jest nam konieczne lub dla nas
przyjemne. Podobnie jak w wypadku potraw, chodzi o wybór te-
go, co w danym momencie szczególnie nam odpowiada, i o to,
by to przeżuć, przetrawić, przyswoić sobie, i odrzucić zbędną
nadwyżkę.
"W zdrowym organizmie proces ten jest nieświadomy, samo-
sterowny: udało się nawet wykazać, że roczne dzieci, którym po-
zostawiono pełną swobodę w obliczu wyboru dań z ogromnego
i urozmaiconego samoobsługowego bufetu, po pierwszych kilku
dniach folgowania swoim kaprysom, w przeciągu tygodnia spon-
112
3
?
uu u E E UE E uS E a
trzeby: zaufania i autonomii — często będzle o wiele skuteczniej-
sze niż wszelkie diety i rozmowy. Klient będzie zachęcany do pu-
blicznego i spokojnego wyrażania swoich myśli, potrzeb, prefe-
rencji, swoich własnych wyborów, tak słowami, jak poprzez do-
stosowane „wprowadzenie w działanie”; powoli sprecyzuje swo-
je granice osobiste tak, by nie „żywić się” ślepo otoczeniem, ani
go kompletnie nie odrzucać. Podczas pracy padają na ogół bar-
dzo nieliczne aluzje odnoszące się do zaburzeń odżywiania.
Agresja
Agresja jest nam oczywiście nieodzowna do utrzymania naszego
miejsca na tym świecie. Nie należy jej mylić z destrukcyjną prze-
mocą. Przypomnę jej etymologiczne znaczenie: ad-gressere, to jest
„iść naprzeciw drugiemu”, podobnie jak progressere znaczy „iść
do przodu”. Oba te słowa są przeciwstawne regresji, re-gresser:
113
Rozdział ©
Nasze popędy życiowe: agresja i seks
„Popędem” jest to, co nas „popycha” do życia, do pójścia na-
przód. To nasz wewnętrzny „motor”, który dynamizuje codzienne
życie, od narodzin do śmierci. Różni psychologowie podkreślali
centralną rangę takiego czy innego spośród wrodzonych popędów.
Powiedzmy, że trzy z nich są dzisiaj powszechnie uznawane za fun-
damentalne: są to głód, agresja i seks (patrz rysunek na str. 80).
Głód
tanicznie wyrównywały potrzeby, podobnie jak czynią to zwie-
rzęta, z genetycznie zaprogramowanym „zmysłem dietetycznym”
— który stopniowo zatraca się w naszym sztucznym i zależnym
stylu życia.
Jak podkreślaliśmy już wielokrotnie, owo zagadnienie aktyw-
nego i zindywidualizowanego przyswajania, przedkładanego nad
bierną, pozbawioną różnicowania inirojekcję, ma w Gestalcie
znaczenie centralne. Jego celem jest rozwój indywidualnej auzo-
nomii. Często symbolizuje go nadgryzione jabłko, przyjęte jako
logo przez miasto Nowy Jork oraz firmę komputerową Apple
(jabłko po angielsku), produkującą komputery Maclntosh.
Zaburzenia odżywiania (bulimia, anoreksja) często są reakcją
osoby poszukującej własnej tozsamosci, osobowości słabej i nad-
wrażliwej w środowisku niesatysfakcjonującym uczuciowo (cha-
rakteryzowanym przez odrzucenie lub nadopiekuńczość rodzi-
ców), które nie pozwoliło jej się ukształtować w poczuciu bezpie-
czeństwa i niezależności (zaburzenia miłości własnej).
Leczenie za pomocą Gestaltu — zwłaszcza w grupie, gdzie za-
inrere<owany (a) może w <woim rvytmie wybróbować te dwie po-
z przyjaciółmi, z moją partig czy z moim kościołem;
* współzależność dojrzała: jestem wolny..., ale inni również!
Zatem liczę się z moimi potrzebami oraz z potrzebami innego
człowieka.
Zdrowa agresja jest więc daleka od „popędu śmierci”, od „po-
wrotu do stanu nieożywionego”, według późnej hipotezy Freuda
— który zresztą sam dotknięty był rakiem żuchwy. Ta hipoteza
jest poza tym coraz częściej podważana, nawet w kręgu psycho-
analityków. Prace etologów, takich jak Lorenz, który badał zwie-
rzęta w ich naturalnym otoczeniu, w pełni potwierdziły, że zdro-
we zwierzę przejawia takąż pozytywną i kontrolowaną agresję.
Wiadomo, że w miocie szczeniąt najspokojniejsze i „najłagodniej-
sze” są najmniej zdatne do życia.
Niebagatęlną zasługą Perlsa było zdecydowane przywrócenie
rangi temu zagadnieniu w rozwoju psychologii i w terapii. Przypo-
114
uu sć e e p p S J p m 77
żona i umożliwia wiążącą się z tym „żywiołową” wymianę słów.
Seksualność
Jak nadużycia w zdrowym stosowaniu pozytywnej agresji spowo-
dowały jej całkowite odrzucenie, tak też podobny los spotkał
w naszej zachodniej kulturze! seksualność, którą w wyniku nad-
użycia czy nieporozumienia „wylano jak dziecko z kąpielą!”. Tu
jeszcze starcza rozsądku, by zrozumieć, że równie niedorzeczne
byłoby zupełne jej potępienie, jak korzystanie z niej bez umiaru:
ani ją zwalczać, ani ignorować, ani biernie znosić, lecz „oswoić
ją”; nie ściskać kurczowo kierownicy, ani jej nie puszczać, ale
trzymać ją w ręku, by „kierować” pojazdem.
1 Nie jest tak w przypadku różnych kultur orientalnych; toteż tan-
tryzm ceni seks jako uprzywilejowaną drogę do duchowości.
115
„Iść do tyłu, cofaé się”. Pozytywna agresja jest zdobywaniem $ro-
dowiska (dołącza tu do odżywiania): pozwala mi być znanym, eg-
zystować (od ex-sistere, „umieścić się na zewnątrz”), zaznaczyć
się w przestrzeni i w czasie: mam prawo do swojego miejsca i cza-
su w mowie i w ekspresji fizycznej czy społecznej.
Do poślizgu dochodzi, gdy zamiast walczyć o mojg własną, le-
galną przestrzeń egzystencji, próbuję zając cudze miejsce, kiedy
ześlizguję się od zdrowej asertywnosci, żywo przez Gestalt popie-
ranej, w stronę dominacji lub przemocy. Budujemy autonomicz-
ną osobowość poprzez afirmację naszej specyficznej tożsamości
unikając zarówno pozbawionej inicjatywy, pasywnej uległości,
jak i napastliwej dominacji, pozbawionej szacunku dla potrzeby
asertywności sąsiada.
Jest to zróżnicowana i trudna droga. Zawiera w sobie na ogół
ciąg czterech, przeplatających się etapów:
* dziecięcą zależność;
* antyzależność albo młodzieńczy bunt w afirmacji siebie;
o niezależność dorosłego: czesto sie zeadzam. ale nie 2120
mnijmy, że swoje pierwsze dzieło zatytułował Ja, głód i agresja
(1942). "
P W Gestalcie terapeuta w pewnych sytuacjach nie waha się wzbu-
dzać agresję u klienta umyślnie: by pomóc zamanifestować się oso-
bie nieśmiałej i zgaszonej, by zdynamizować osobę depresyjną lub
„obudzić” masochistę itp. Przypominamy sobie skądinąd, że położo-
ne w głębi mózgu strefy regulacji agresji i seksu są nader bliskie
i wzajemnie ze sobą powiązane (w obrębie podwzgórza), oraz że te
same neuroprzekaźniki (dopamina i testosteron) sterują obydwoma
zachowaniami. Wynika stąd, że terapeuta może używać agresji jako
swego rodzaju „ekwiwalentu” seksu, gdyż byłoby mu trudno (ze
względu na przyzwoitość czy deontologię) bezpośrednio go insceni-
zować. Obecnie wiadomo, że trudności seksualne obejmują rozległą
cześć zagadnień, spontanicznie przywoływanych przez klientów
w terapii. A zatem, na przykład w grupie łatwiej zaakceptować chwi-
lowe zmagania fizyczne między kobietą i mężczyzną, niż obcowanie
cielesne o wyraźnie erotycznym zabarwieniu! W rzeczywistości, głę-
* Seksualna gościnność — wiele starozytnych ludów uwazato ją
za świętą: działo się tak w Egipcie, Syrii, Fenicji, na Cyprze,
a jeszcze dzisiaj u Eskimosów. W Świątyni Aleksandryjskiej
znajdowało się 1400 pomieszczeń dla świętych prostytutek,
które służyły wiernym i obcym. Prostytutki były równie sza-
nowane jak dzisiejsze zakonnice. W Fenicji prawo stanowi-
ło, że wszystkie kobiety były wspólne dla wszystkich męż-
czyzn, nie wyłączając ojców ani dzieci.
* W starożytności stosunek analny w heteroseksualnych związ-
kach występował równie często jak stosunek waginalny. Ten
ostatni w dawnych cywilizacjach Ameryki prekolumbijskiej
był pod karą śmierci zakazany u karmiącej matki. W Grecji
„pozycje” sprowadzały się do jednej zalecanej: partnerzy
ułożeni na boku „na łyżeczkę”, gdyż nikt ż kochanków nie
powinien „dominować” nad drugim. Później odwrócona za-
sada usprawiedliwiała pozycję zwaną „misjonarską”!
116
I A ' I O5 oo m
jest nader zmienna i wzrasta wraz z poziomem wykształce-
nia: tak więc ci, którzy po maturze podjęli studia, przecięt-
nie podwajają liczbę swoich partnerów...
W średniowieczu, jeśli kobieta zmarła przy porodzie, Ko-
ściół katolicki uważał ją za „czarownicę”: była przebijana
kołkiem — wraz ze swoim „dzieckiem-wampirem” — odma-
wiano jej pochówku na cmentarzu!
Aż do XVI wieku większość proboszczów miała oficjalną
konkubinę (jej synowie byli w pierwszej kolejności wyświe-
cani na księży przez papieża).
Wszystkie rewolucje (we Francji, ZSRR, w Chinach itd.)
rozpoczynały się liberalizacją seksualną — która wyzwala
energię..., po czym następowało seksualne zniewolenie — by
tę samg energię odzyskać!
'W dzisiejszym Iranie kobietom zabrania się wstępu na ba-
sen... i do autobusu! W komunistycznej Rumunii kobiety
117
'W naszych czasach nie trzeba już chyba podkreślać, że sek-
su nie powinno się sprowadzać jedynie do funkcji reprodukcyj-
nej, czyniąc to wbrew zamierzeniom Natury — która „zadała so-
bie trud” wytworzenia specyficznych organów przyjemności,
miejsc gęsto unerwionych, oraz gamy neuroprzekaźników po-
żądania, podniecenia i zadowolenia, akcentując w ten sposób
funkcje relacji uczuciowej i społecznej powiązanej z aktywno-
ścią seksualną.
Różne rodzaje seksualności
Ideologie, obyczaje, najrozmaitsze przesądy, ciągle zawiadywały
tą szczególnie wrażliwą dziedziną życia — często używaną jako
oręż przez wszelkie władze: imperialne, rewolucyjne, kościelne,
nawet medyczne. Zadaniem tej pracy nie jest historyczny czy
geograficzny opis obyczajów seksualnych, jednak mała prze-
chadzka w czasie i w przestrzeni pozwoli nam ukazać względność
choćby paru spraw:
* Rzut oka na poligamig: w Galii żony Bretończyków, którzy
walczyli z Cezarem, były wspólne dla klanów, złożonych
z około dwunastu mężczyzn — dzielono się nimi wśród bra-
ci, ojców i synów.
Harem cesarzy Chin aż do końca imperium liczył tysiąc
konkubin — wybranych przez matkę cesarza. Ostatni władca
Maroka, Moolay Ismail, miał 888 dzieci. Kobiecy rekord
należy do pewnej Rosjanki, która miała 69 dzieci, pocho-
dzących z 27 ciąż.
Legenda przypisuje Johnowi Kennedy'emu 1800 kocha-
nek: kochał się codziennie.
Tymczasem według ostatniej, naukowo uszczegółowio-
nej ankiety, którą objęto 20 000 Francuzów w wieku od 18
do 70 lat (Analyse des Comportements Sexuels en France,
w skrócie „Raport ACSF”, prowadzonej na zlecenie rządu
pod auspicjami Pr. Spira), przeciętny Francuz z 1993 roku
„znał” w całym swoim życiu 13 partnerek, a Francuzka... 5!
Jedynie mniej niż 1% mężczyzn znało ponad 100 kobiet.
Ocyvwiecia chodzi +1 A ćrednio odyż oalemnyonnść celkcualna
ŁDT T - M
podczas „w pełni normalnego” stosunku. Wśród pozosta-
łych 3/4 doznaje orgazmu przez stymulację łechraczki.
Można by jeszcze długo ciągnąć taką listę arbitralnych warian-
tów obyczaju i ich konsekwencji...
Przypomina się skandal, jaki wywołał opublikowany w 1948
r. słynny Raport Kinseya na temat ludzkiej seksualności: jego ba-
dania objęły 15 000 Amerykanów, wykazując, że... 95% z nich
regularnie miało zaliczane w owym czasie do „perwersji” rodza-
je praktyk seksualnych! Były'to na przykład stosunki oralno-gen-
italne czy sodomia (stosunek analny) itp. Jak wiadomo, we Fran-
cji w 1993 r., 90% mężczyzn i 85% kobiet przyznało, że przynaj-
mniej raz spróbowało stosunków oralno-genitalnych, oraz że
obecnie są one regularnie praktykowane co drugi raz.
Niektóre przepisy, ciągle wpajane ze względów ideologicz-
nych, nie mają już żadnego pokrycia w rzeczywistości.
118
NJ y TAJ M RJU
nej, czy byłaby to abstynencja czy „seksualne wyzwolenie”, oraz
żeby w każdym momencie zwracać baczną uwagę na własne po-
trzeby i na potrzeby innych.
W istocie rzeczy chodzi tu o postawę wielkiej tolerancji, ak-
ceptującą oczywistą rozmaitość potrzeb i pragnień, a przeciwną
wszelkiej z góry ustalonej, generalnej normie. Jedni są szczęśliwi,
gdy się kochają codziennie, drugim starcza stosunek seksualny
raz na miesiąc, czasami o wiele rzadziej... albo i wcale! Niektórzy
wolą stosunki homoseksualne, inni ich unikają, a nawet okazują
wobec nich wstręt. Wszystko to jest „normalne”..., to znaczy, że
nie ma żadnej stałej i uniwersalnej normy! Nie ma — z wyjątkiem
bacznego szacunku dla drugiego człowieka — który musi być doro-
sły, odpowiedzialny i przyzwalający.
Taka akceptacja rzeczywistości, bez ideologicznych przesądów,
taka tolerancja dla różnorodności sprawiła, że liczne środowiska
mniejszościowe (na przykład homoseksualistów?) dobrze się czują
119
byly zobowiązane podać pracodawcy date swojej miesiączki
— by zapobiegać aborcji..., a w Chinach nadal się tak robi, by
wymuszać aborcje!
Freud uznawał rozkosz łechtaczkową za „niedojrzałą”, stąd
wiele psychoanalityczek, w tym księżna Bonaparte, kazało
sobie przeszczepić łechtaczkę do pochwy... bez powodze-
nia! W USA poddało się takiej operacji 4000 kobiet!
* W 1914 r. kobiety konsultowały się z lekarzem... czy doznają
rozkoszy: jako że orgazm kobiecy uważano za oznakę „histe-
rii” lub „perwersji”, a więc udawały... że go nie doświadczają!
Jeszcze całkiem niedawno potępiano masturbację. Obecnie
wszyscy specjaliści przyjmują, że masturbacja jest natural-
nym i koniecznym etapem rozwoju, przygotowującym funk-
cję seksualną, a zwłaszcza sprzyjającym wystąpieniu potem
orgazmu kobiecego. Jej zakaz dwukrotnie zwiększa poziom
kobiecej oziębłości, prowadząc do małżeńskiego niezaspo-
kojenia, a nawet do rozwodu: jest więc „przewrotnym efek-
tem” moralnych nakazów abstynencji!
* Do dziś tylko co druga 30-letnia Francunzka ociaga ne
wreroells
* Zupełny zakaz uzywania środków antykoncepcyjnych, gdy-
by został wprowadzony, równałby się „wyrokowi śmierci
dla całej ludzkości”: obliczono, że za 200 lat światowa po-
pulacja osiągnęłaby zagęszczenie metra w godzinach szczy-
tu, na całej powierzchni Ziemi! Pozostałaby tylko bomba
atomowa albo jakaś rozległa epidemia... żeby ocalić naszą
planetę! Na szczęście, nośność takich zakazów jest... prak-
tycznie żadna (!) — jak to pokazują wszystkie badania nauko-
we, nie sposób doszukać się różnicy w zachowaniu młodzie-
ży aktywnej religijnie i niewierzącej. W dzisiejszej Francji na
przykład 90% kobiet i 93% mężczyzn miało pierwszy sek-
sualny stosunek przed ślubem! Te wyniki są identyczne rów-
nież w grupie młodych, praktykujących katolików.
Co na to wszystko Gestalt?
Co zatem proponuje Gestalt w kwestii seksualności?
Nie proponuje niczego! Z jednym wyjątkiem — by unikać
1 iytyniob- ii mearhoadaaco: - sownatre i cłako Rrowyoewnin_
Przejście do aktu seksualnego
'W praktyce wszelka aktywność seksualna między klientem i jego
łerapeutą jest przez deontologię francuską ściśle zakazana, tak
podczas sesji, jak i poza nią, przez cały czas trwania psychotera-
pii. To właśnie ta, „surowo przestrzegana” reguła pozwala bez-
piecznie zgłębiać problemy seksualne klienta: jego pragnienia,
urojenia, braki, osiągnięcia (analiza sukcesów jest równie tera-
2 Procent tych, którzy uważają się za homoseksualistów, waha się od
4% do 12%, zależnie od wieku i miejsca zamieszkania: wrasta w dużych
miastach i sięga... 50% w San Francisco! Homoseksualni mężczyźni czę-
sto mają licznych partnerów: przeciętnie powyżej 20, ale czasami wiele
setek, a nawet ponad żysiąc! W istocie, homoseksualista często wcale nie
jest „zniewieściąły”, lecz „supermęski”, ze względu nad nadprodukcję
testosteronu.
120
Dodam, że sam nie jestem skłonny formalnie zakazywać jakich-
kolwiek ewentualnych relacji seksualnych między członkami gru-
py osobistego rozwoju. Doświadczenie pokazuje, że taka postawa
jest trudna do uzasadnienia i utrzymania. Zresztą uczestnicy są
uznawani za odpowiedzialnych i właśnie w tym Gestalt stara się
ich wspierać! Oróż zakaz pociąga za sobą nadzorowanie — niezbyt
przystające do atmosfery zaufania, która jest fundamentem każdej
grupy terapeutycznej. Lepiej żeby konkretne osoby mogły opowie-
dzieć w grupie o swoim doświadczeniu i ewentualnie analizować
jego znaczenie niż gdyby miały je ukrywać, tracąc tym samym au-
tentyczność, istotną w każdej gestaltowskiej interakcji.
Seksuologia
Tak czy inaczej, problemy seksualne, wraz ze wszystkimi ich
aspektami, należą, zarówno w terapii indywidualnej, jak w gru-
121
w grupach Gestaltu — gdzie mogą śmiało wyrażać tak swoje poglą-
dy, jak problemy osobiste, międzyludzkie i społeczne.
Liberalizm nie równa się odrzuceniu zasad
Liberalizm był niekiedy błędnie pojmowany jako odrzucenie
wszelkich zasad moralnych, którego bynajmniej nie postuluje!
Wszelkie zachowanie o tyle tylko może być akceptowane, o ile
ma głębokie znaczenie dla osoby, której dotyczy. Powinniśmy
ostrożnie podchodzić do różnych mód i postaw wynikających
z braku refleksji — prowadzą one bowiem do przesady w odwrot-
nym kierunku; trzeba zatem potępić pewien „neokonformistycz-
ny nonkonformizm”, polegający na mnożeniu doświadczeń tylko
po to, aby „dowieść” swojej wolności lub solidaryzować się z gru-
pą „swoich kompanów”! Freud utrzymywał, że seksualne stiy-
mienie było podstawą wszelkich zerwic; wypadałoby dodać, że
„nadużywanie” seksu może prowadzić do psychozy, cięższego za-
burzenia, związanego z utratą poczucia tożsamości: już nie wiem
czego chcę, kogo pożądam ani kim sam iestem!
peutyczna, jak analiza porażek). Co więcej, nierównorzędność
statusów niesie ryzyko pasożytowania na relacji.
Natomiast w większości grup gestaltowskich nie stosuje się
tej „reguły abstynencji” wobec stosunków między uczestnikami,
o ile można ich uznać za odpowiedzialnych (dorosłych, wolnych,
nie chorych psychicznie itp.). Facylitatorzy lub terapeuci ograni-
czają się na ogół do częstego ostrzegania przed_„grupowym złu-
dzeniem” (Pagés), które pozwala przypuszczać, że „doskonale
się rozumiemy”, „jesteśmy sobie bardzo bliscy, mamy podobne
potrzeby” itp., gdy tymczasem wszystkie te odczucia zostały
sztucznie wywołane przez sytuację terapeutyczną, pełną akcepta-
cji i wzajemnego zaufania. Nie należy mylić tej człowieczej miło-
ści z miłością seksualną, dobrego samopoczucia z pożądaniem,
rozluźnienia z bezgranicznym przyzwoleniem... W przeciwnym
razie grożą nam bolesne rozczarowania!
Poza tym nazbyt swobodna postawa odwróciłaby uwagę gru-
py osobistego rozwoju od jej celów: niektórzy wchodziliby do
niej głównie w nadziei znalezienia czy odnalezienia partnera (-ki),
a nie noszukiwania wewnetrznych drócg włacsnego rozwoin,
nie nim oraz oferuje choćby minimum zaufania i wsparcia, co
sprzyja rozluźnieniu w późniejszym kontakcie ze stałym partne-
29
rem. Pozwala tez „odczarować” sceny gwałtu lub zadużycia sek-
sualnego (statystyki amerykańskie wykazują, że ponad 25% ko-
bier doświadczyło molestowania seksualnego — przeważnie ze
strony krewnego).
3 Odnotowaliśmy bardzo pozytywne rezultaty w licznych przypad-
kach uporczywej bezpłodności kobiecej występującej wyraźnie bez orga-
nicznej przyczyny. Akceptacja sztucznego zapłodnienia, a potem macie-
rzyństwa, wydaje się związana z tolerancją, z akcepracją drugiego czło-
wieka, z zaufaniem do siebie i z kreatywnością.
* Oczywiście jednym z podstawowych kontraktów w każdej grupie
terapeutycznej, który umożliwia głębokie wyznania, jest absolutna dys-
krecja na temat wszystkiego, o czym mówi się podczas sesji (a w każdym
razie tego, co dotyczy konkretnych osób). Doświadczenie pokazuje, że
„przecieki” zdarzają się wyjątkowo rzadko.
122
E A E E OD E PT UE s8 RE
konani, że erekcja jest fenomenem migsniowym, oraz że można nią
dowolnie dyrygować; gdy tymczasem chodzi tu o dopływ krwi, ste-
rowany przez dwa odrębne ośrodki nerwowe, jeden związany z fi-
zycznymi pieszczotami, drugi z psychicznymi fantazjami (słowa,
obrazy, wspomnienia) Ś.
Fantazje i partnerzy
'W Gestalcie będzie można przywrócić wartość fantazjom (specyficz-
nym dla rodzaju ludzkiego) i dać im rozgrzeszenie; naprawdę mamy
5 O impotencji mówimy wtedy, gdy utrzymuje się ona regularnie
przez co najmniej 3 miesiące. Wiele leków (Valium, Tranxene, Prozac,
leki na nadciśnienie itp.) i wiele chorób (cukrzyca itp.) może zakłócać
erekcję.
6 Viagra nie prowadzi do erekcji mechanicznie, zakłada obecność
psychicznego pożądania.
123
powej, do najczęściej podejmowanych tematéw. Często chodzi tu
o problemy uczuciowe: trudności w relacjach, znudzenie, poczu-
cie lekceważenia, zazdrość itp., lecz także o problemy czysto sek-
suologiczne: oziębłość, bezpłodność?, impotencja lub przedwcze.
sny wytrysk, odraza do pewnych praktyk wymaganych przez
partnera itp. Paradoksalnie, większość tych delikatnych proble-
mów łatwiej poruszać i rozpatrywać w sytuacji grupowej niż twa-
rzą w twarz z indywidualnym terapeutą, skądinąd bardziej dys-
kretnym.
Dlaczego? Z wielu powodów:
Wystarczy, żeby jedna osoba w grupie poruszyła taki problem,
by natychmiast znalazła odzew „porozumienia” i poczuła się
mniej osamotniona i mniej skrępowana. Jeśli ktoś nie śmie posta-
wić tego typu kwestii, można iść o zakład, że ktoś inny skorzysta
z okazji. Grupa w znacznym stopniu oddramatyzuje sytuację. Po-
nadto umożliwia dzielenie się intymnymi wrażeniami, rzadko
ujawnianymi* innym ludziom, a także własnymi, oryginalnymi
sposobami postępowania...
Grupa pozwala wypróbować kontakt, pobudza zainteresowa-
Przywołajmy przy tej okazji kilka, zazwyczaj ukrywanych, in-
formacji: jedna trzecia francuskich kobiet doświadcza, czasami
lub często, trudności w osiąganiu orgazmu, zaś 60% mężczyzn
cierpi, mniej lub bardziej regularnie, na przedwczesny wytrysk,
a 20% przyznaje się do trudności z erekcją..., lecz każdy sądzi, że
jest w tym osamotniony i nigdy nie ośmiela się o tym rozmawiać!
Co dwunasty mężczyzna jest impotentem*..., ale tylko jeden na
dziesięciu z nich konsultuje się w tej sprawie! W naszej łacińskiej
kulturze ten temat wciąż jeszcze pozostaje tabu i ciągle nie ma do-
tyczącej go żadnej francuskiej książki, ktéra byłaby dostępna dla
szerokiego kręgu odbiorców.
'W obrębie grupy sam fakt, że ktoś ośmielił się mówić, często jest
bardzo skuteczny i wyzwalający. Co więcej, techniczne informacje
mogą dodać pewności siebie i przygorować grunt dla dalszej ewo-
lucji. Mimo liberalizacji obyczajów i zawartości publikacji praso-
wych (nakład niektórych wyspecjalizowanych miesięczników do-
równuje nakładowi dziennika Le Monde!), ignorancja w wielu
dziedzinach zwyczajnego pożycia seksualnego nadal bowiem pozo-
<taie reonła Przytoczny ieden nrzvlkład- niektórzy ciacle <3 nrze-
UE y EEE O E L Z Z UE E UE N s
225
osiągnąć jakąś iluzoryczną, totalną „przejrzystość”, każdy ma
prawo do własnego „sekretnego zakątka”. Te „wyznania” czę-
ściej dotyczą słabości niż przyzwoitości: pozbywamy się ciężkie-
go i kłopotliwego opakowania sekretu, kładąc go lojalnie u stóp
partnera! Obnażenie wszystkich korzeni drzewa pod pretekstem,
by lepiej zobaczyć, jak wyrosło, jest na ogół dobrym sposobem,
by owo drzewo powalić!
Jeśli trudności są zadawnione i głębokie, wtedy nie staramy się
za wszelką cenę jakoś ich prowizorycznie „połatać”, lecz raczej
zastanawiamy się, jak się rozstać unikając przy tym nadmiernych
szkód.
W praktyce
Treningi dla par, treningi ukierunkowane na seksualność bądź se-
sje otwarte na wszelkiego rodzaju problemy, na każde oczekiwa-
124
prawo snuć najbardziej niezwykle marzenia: ekshibicjonistyczne,
sadomasochistyczne itp.; nic nie jest zabronione, gdyz, z definicji,
fantazja nie jest rzeczywistością! Przeciwnie, w wielu sytuacjach
dzielenie się fantazjami ze swoim partnerem może służyć jako moc-
ny bodziec seksualny. Brak fantazji albo ich pomieszanie z rzeczywi-
stością to zresztą klasyczne oznaki zaburzeń psychicznych.
Podczas specyficznych treningów, zarezerwowanych dla par,
można pogłębić związek dzięki rozpoznaniu zarazem punktów
wspólnych, jak i różnic, gdyż każdy pracuje w obecności swojego
partnera — który może odkryć, że na przykład pewne irytujące za-
chowania mają podłoże fizjologiczne: a więc, mężczyzna zasypia-
jący po stosunku nie jest chamem, lecz... samcem - jego krew,
skupiona w narządach płciowych, powraca do wszystkich części
ciała, powodując głębokie odprężenie, połączone z uwolnieniem
neuroprzekaźników...
Można także analizować podział czasu i przestrzeni w małżeń-
stwie: na przykład narysować — każde z osobna — gdzie w swoim
mieszkaniu czuje się naprawdę u siebie; albo wyrazić pewne cen-
nrawane dotad nracnienia ocrvwiécie nie chodzi o to by
nia; sesje indywidualne, terapie małżeństw, terapie w grupie lub
sesje osobistego rozwoju — Gestalt proponuje nam szeroką pano-
ramę sytuacji, umożliwiając zyskanie świadomości i wzbogacenie
naszych sposobów kontaktu i ich odmian. Da nam możność
zmierzenia się z różnymi uczuciami i wypróbowania, w bezpiecz-
nych warunkach, nowych emocji: od nieśmiałości do agresji, po-
przez asertywność; od seksualnego zahamowania do wyzwolenia,
poprzez całą gamę powszechnie występujących trudności.
Wszystko to dzieje się w trakcie uważnego i cierpliwego poszuki-
wania harmonijnego funkcjonowania wewnętrznego i społeczne-
go — swoistego dla każdej osoby, uwzględniającego jej jednostko-
wy rytm i całość jej przymiotów.
„_.._,_...„_____r__,_-_-_-„._„„_.._,__.„,„.,„..r._„„.._„.-.
Czyż można jednak, na odwrót, uważać, że majaczący i szale-
jący schizofrenik jest „normalny”?
Wobec takich trudności, ortodoksyjni gestaltyści odrzucili ca-
łą psychopatologię, tym bardziej że dotąd nie istnieje w Gestalcie
teoria psychogenetyczna, która definiowałaby „normalne” etapy
rozwoju psychicznego. Wolą więc szukać indywidualnego sensu
konkretnego „granicznego kontaktu”, powstającego we właściwy
sobie sposób, tu-i-teraz, w określonym polu.
Wachlarz rejestrów...
Nie byłoby więc „konfluentów” ani chronicznych „projekcjoni-
stów”!! Wiemy jednak dobrze z doświadczenia, że niektórzy
z nas bardzo regularnie, wręcz stereotypowo, uciekają się do swe-
1 Por. rozdział 4 nt. teorii self i oporu.
126
cowana przez Amerykanów klasyfikacja stopniowo przyjmuje się
na całym świecie, gdyż pozostaje czysto opisowa i nie odwołuje
się do żadnej teoretycznej hipotezy wyjaśniania zaburzeń.
Inni postulują stworzenie autonomicznej, specyficznie gestal-
towskiej psychopatologii, która wywodziłaby się z rozwiniętej
przez Isadora Froma, a stworzonej przez Goodmana feorii self.
Ja ze swej strony od 1985 r. zajmuję się „przekrojową” lekturą
piśmiennictwa z tej dziedziny, ze szczególnym uwzględnieniem prac
Freuda, Melanii Klein, Junga, Karen Horney, Bergereta, Kernberga,
Guefiego; staram się połączyć wiele prądów psychoanalitycznych,
neoreichowskich i gestaltowskich — nie lekceważąc wkładu tradycyj-
nej psychiatrii oraz najnowszych badań neurologicznych.
W konsekwencji wydaje mi się, że wprowadzenie psychopato-
logii specyficznej dlą terapii Gestalt — pominąwszy konieczność jej
2 Nozologia: opis i klasyfikacja metodyczna zaburzeń bądź chorób.
127
Rozdziat 10
Profil naszej osobowości
Zasadnicze postawy
Terapia Gestalt zawsze rozwijała perspektywę egzystencjalną i li-
bertyńską, zgodnie z którą każda ludzka istota jest jedyna i orygi-
nalna. Z filozoficznego punktu widzenia, postawa taka jest więc,
z założenia, przeciwna wszelkiej klasyfikacji, która grupowałaby
ludzi wedle kategorii, a stoi w sprzeczności zwłaszcza z tradycyj-
nym rozróżnianiem między „normą” i „patologią”.
„Normalności” nie można definiować statystycznie, w prze-
ciwnym razie rudzi... czy gestaltysci byliby „anormalni”, ponieważ
są wyjątkowi! W jaki sposób zdefiniować ją społecznie, bez popa-
dania w tendencyjny „rasizm”? Czy homoseksualiści mogą być
uznani za „chorych”? Takie stanowisko, swego czasu podtrzymy-
wane 7wlacrera nr7e7 Frenda i Reicha do:
iect nrzectarząała
go ulubionego mechanizmu. Czyż można pójść dalej i, ze wzglę-
du na przekonania ideologiczne, zamknąć oczy na pewne całkiem
realne zaburzenia, przyjmując tezy antypsychiatrii, zgodnie z któ-
rymi społeczeństwo jest odpowiedzialne za obłęd i powinno asy-
stować choremu w „pogrążaniu się”, zamiast separować go lub
leczyć? Zaburzenia osobowości jednak istnieją, czy się tego chce
czy nie chce! „Fakty są uparte” i nie byłoby rozsądne jednakowo
podchodzić do depresyjnego samobójcy, agresywnego paranoika
albo pobudzonego histeryka.
W praktyce każdy terapeuta, świadomie czy nie, ustala własną
diagnozę, według znanych sobie kategorii nozologicznych?, by
następnie dostosować do danego przypadku swoją „strategię te-
rapeutyczną”.
Od kilku lat wielu praktyków terapii Gestalt zajęło się gestal-
towskim odczytywaniem psychopatologii. Odpowiednio do swo-
jej wrażliwości i dziedzictwa kulturowego, niektórzy odwołują
się do klasyfikacji inspirowanych innymi podejsciami, takimi jak
bioenergetyka (Reich i Lowen), psychoanaliza, DSM IV (pod-
recznik diasnostwki i statvstvki zaburzeń psvychicznych). Ta opra-
atym bardzle], abym zapożyczał od nich konkretne strategie tera-
peutyczne.
Wedlug mnie, terapia Gestalt proponuje zupełnie nową posta-
wę terapeutyczng, której praktyczna skuteczność nie podlega juz
dyskusji, która jednak nie czuje się powołana do wyjaśniania po-
chodzenia zaburzeń. Pozostaje zgodna z duchem Perlsa, odrzuca-
jąc angażowanie się w bezpłodne polemiki między szkołami —
zwłaszcza w obecnym stanie wątpliwych poszukiwań jakiejś beł-
kotliwej psychopatologii, która zaledwie wyszła z „epoki kamien-
Tak czy inaczej, chcę uniknąć „etykietowania” klienta,
umieszczając go w uprzednio przygotowanej przegródce zbior-
czej, jedynej i alienującej, wręcz arbitralnej — w rodzaju: „Serge
jest obsesjonistą” bądź „Jeannette jest histeryczką” — wolę opra-
cować dla każdego oryginalny „profil” osobowości.
'Weźmy przykład: specjaliści całego świata debatują dziś nad
tym, czy brak kontaktu w schizofrenii jest spowodowany przez:
AM
128
f ć u ż 4
A poza tym, czyz trzeba znać wszystkie szczegóły, w jakich do-
szło do traumy (miejsce wypadku, okoliczności, zamierzenia ofia-
ry...), zeby podjąć leczenie? Nawet jeśli wywiad może wspomóc
przyszłą prewencję, nie jest rzeczą pierwszej potrzeby..., a niesie
ze sobą ryzyko opóźnienia kuracji.
Wyznaję bez wstydu i wahania, że w trakcie długiej praktyki
klinicznej, po 20 latach intensywnej „łaźni” psychoanalitycznej,
po których nastąpiło przeszło 20 lat „pasji” dla terapii Gestalt,
nigdy nie doświadczyłem większej trudności w przyjęciu postawy
zdecydowanie gestaltowskiej wobec klientów „sklasyfikowa-
nych” - bardzo prowizorycznie — zgodnie z „tradycyjną”, nie ge-
staltowską, nozologią. Ostatecznie podejście psychopatologiczne
składa się z dwóch rozłącznych etapów:
1) badanie nozologiczne (ustalenie diagnozy),
2) interwencja terapeutyczna (zindywidualizowane leczenie).
129
opracowania i przeprowadzenia jeszcze wielu poprzedzajacych je
badań, a potem uprawomocnienia — byłoby, w aktualnej sytuacji
we Francji, zdecydowanie przedwczesne, a przede wszystkim
błędne ze strategicznego punktu widzenia; mogłoby bowiem od-
dalić gestaltystéw od ich kolegów psychiatrów, psychologów
i psychoanalityków, i to w chwili, gdy Gestalt nie zyskał jeszcze
należnego mu miejsca na uniwersytetach ani w klinikach psychia-
trycznych. Już i tak wszyscy nazbyt często używają odmiennego
żargonu, ledwo dla innych czytelnego. Unikajmy złudnej pokusy,
która z paranoiczną siłą popychałaby każdego specjalistę ku „po-
nownemu odkrywaniu świata”...
Oto dlaczego rozmyślnie opowiadam się za postawą współpra-
cy interdyscyplinarnej, a sam odwołuję się do najczęściej dziś we
Francji używanych kategorii nozologicznych, które dalej posta-
ram się w wielkim skrócie przedstawić.
Opieram się zatem na tradycyjnych opisach nozologicznych,
popartych setkami badań i publikacji; nie oznacza to jednak,
abym przyjmował tym samym właściwe różnym szkołom hipote-
v etiolocgiczne. dotvczace domniemaneoo 5nebolsoniz roahnezaż
podłoże genetyczne (chromosom 5. i 11.);
biochemiczną dysfunkcję neuroprzekaźników mózgu (za-
kłócenie receptorów dopaminy);
* uszkodzenia anatomiczne (kory przedczołowej);
* wczesne zakażenie wirusowe (najnowsza hipoteza — fawory-
zowana przez niektórych badaczy);
* patogenną postawę matki („schizofrenogenna”nadopiekuń-
czość, wymieniana przez tradycyjnych psychoanalityków,
albo „podwójne wiązanie” Batesona);
* czy raczej, co oczywiste, przez kombinację wielu czynników...
Ostatecznie mało nas to obchodzi!
Dogmatyczna spójność psychoanalizy, która długo zmuszała,
by twierdzić między innymi, że paranoja wynika ze stłumionych
tendencji homoseksualnych, może zadowolić jedynie umysły wy-
czekujące, by „z-rozumieć” — czyli arbitralnie połączyć fakty, czę-
sto od siebie niezależne. Któż dziś może stwierdzić, czy nadmiar
serotoniny jest przyczyną czy też skutkiem pewnych form depre-
h nerwicy natrecny)
podstawowemu. :
Tym samym dla Freuda i Melanii Klein Ięk byłby jedną z kon-
sekwencji seksu i agresji, podczas gdy dla Karen Horney na
odwrót, seks byłby jedną ze zdrowych reakcji radzenia sobie z le-
kiem.
LEK PODSTAWOWY
FREUD KAREN HORNEY
seksualność agresja lęk
lęk seksualność agresja
(zerwanie z innymi) (podążanie ku innym)
PERLS
130
PLECOLAUMg. LERALOLWU JESL BULSZE VU LLIVIVUY .
Terapia
Terapia polega na rozpoznaniu mechanizmów obronnych (czy
„oporów”), tych nadal użytecznych i dostosowanych do obecne-
go środowiska, oraz tych, które się w strukturach „charakteru”
zdezaktualizowaly lub usztywniły, pozostając w nim „nieusuwal-
nie wyryte”. Mechanizmy te można uelastycznić, a nawet zastą-
pić innymi.
Doświadczony terapeuta uważa, by nie pozbawić klienta tych
mechanizmów obronnych, których on jeszcze potrzebuje; i tak na
przykład zachowanie obsesyjne, bardzo metodyczne i zorganizo-
wane, a często sztywne i powtarzalne, niekiedy łączone z „rytu-
ałami”, może skutecznie łagodzić kryjący się pod nim głęboki lęk.
Bezpośredni atak na symptomy i rytuały porządkowania czy kon-
troli niesie ryzyko ponownego ujawnienia tego lęku podstawo-
131
Na razie terapia Gestalt bardzo nam pomaga w etapie dry-
gim..., a to już dużo!
Podstawowa osobowość
'Według Freuda, dwoma fundamentalnymi popędami czlowieka
są seks i agresja (Eros i Tanatos, bądź tez instynkt życia i instynki
smierci). Lęk rodziłby się z niezaspokojenia pierwotnych potrzeb
seksualnych. Wszystkie nerwice wywodziłyby się więc z zakłóce-
nia funkcji seksualnej, realnej lub symbolicznej. Reich wiązał je
wprost z niezaspokojeniem orgazmicznym.
Według Karen Horney (jedna z psychoanalityków Perlsa —
wywarła na nim niezatarte wrażenie) i licznych egzystencjali-
stów, człowiek — od urodzenia — byłby owładnięty podstawo-
wym „lękiem egzystencjalnym”. Można zatem uznać seks i agre-
sję za dwa popędy Zycia albo przeżycia (przeżycia gatunku
i przeżycia jednostki): reprodukować się i sprzymierzać, ażeby
być chronionym, walczyć, by się bronić. Nerwice i psychozy mo-
głyby wiec być uznane za mechbanizmy obronne troociam bri
Mechanizmy obronne
Schematyczne przykłady mechanizmów obronnych i pbnownego
zabezpieczenia przed lękiem podstawowym:
* w autyzmie: zamykam się w sobie.
* w paranoi: wystrzegam się wszystkich i świata; atakuję za-
nim zostanę zaatakowany.
* w nerwicy natręctw: wszystko organizuję, żeby nic mnie nie
zaskoczyło.
* w histerii: uwodzę moje środowisko i dostosowuję się do
niego, żeby zdobyć sprzymierzeńców.
„Zaburzenia” osobowości byłyby więc mechanizmami obrony
i adaptacji, umożliwiającymi przeżycie w konkretnym momencie
egzystencji. Jednakże często instalują się one i utrwalają w sposób
przesadny i usztywniony, a więc stają się anachroniczne i szkodli-
we: skoro opuściłem pole bitwy, nie potrzebuję już pancerza. On
ogranicza moje ruchy i ciąży mi; więc zamiast pomocą, staje się
N P eee "N"h "
.._.„X,„_,._.„„(„_____.._... _„.rw_„„„„..„-„„v„„„,....,„...„„.„
wych czy artystycznych: walczymy lub obejmujemy się rzeczywi-
ście, ale zgodnie z określonymi regułami.
Towarzyszy się klientowi w stopniowym zgłębianiu jego róż-
nych stron, w oparciu o trzy „filary” terapii Gestalt: awareness,
„uobecnienie” i podejmowanie odpowiedzialności (Naranjo).
Ostatnia uwaga: nie zostało dowiedzione, ze wszystkie cechy
osobowości ewoluują w stronę neurotycznego zaburzenia tej sa-
mej kategorii. Często dzieje się odwrotnie, nieznaczne skłonności
służą za „klapę bezpieczeństwa” po to właśnie, by przeszkodzić
w umiejscowieniu się patologicznego zaburzenia. Na przykład
banalne fobie, jak strach przed myszami czy pająkami, czasami
wystarczają, by systematycznie upuszczać ukryty pod spodem lęk
przez skanalizowanie go — a więc leczenie behawioralne, objawo-
we, mające na celu jedynie likwidację zaburzeń zachowania, mo-
że być przeciwwskazane. Tak samo umiarkowane manifestacje
„histeryczne”, jak przyjemność czerpana ze zwracania na siebie
132
pr oJż fi A I u k z / PU
„uleczyła” go z obsesyjnych nawyków organizacji i kontroli!
Widzimy konieczność starannego nauczania psychoterapeu-
tów w zakresie mechanizmów kompensacji w psychopatologii
oraz znaczenie regularnej superwizji”.
Wyczulony na te kwestie terapeuta zawsze będzie się starał oce-
nić, w jakiej mierze obserwowane zachowanie może zapewnić spe-
cyficzne „twórcze przystosowanie”, odpowiednie lub akceprowal-
ne, charakterystyczne dla oryginalnej osobowości klienta, a w ja-
kiej mierze jest krępujące dla niego — albo dla jego otoczenia!
3 Regularna i poufna kontrola prowadzonego leczenia przez wykwa-
lifikowanego specjalistę. Gdy podejmuje się psychoterapię, warto się
upewnić, czy terapeuta jest dyplomowany w swojej dziedzinie, czy nale-
ży do profesjonalnego ugrupowania (co zapewnia mu stałe doskonalenie
umiejętności) i korzysta z superwizji. Jeśli odmawia odpowiedzi (pod
dowolnym pretekstem), lepiej zasięgnąć informacji w związku lub sto-
warzyszeniu zawodowym.
133
wego i zmobilizowania glebszych i mocniejszych systemów
obronnych — na przykład typu paranoicznego. W sumie widocz-
ne zaburzenie nie może być bezkarnie, bez zastosowania środków
ostrożności, zlikwidowane.
Co więc konkretnie można uczynić w podejściu gestaltowskim?
Można na przykład wykorzystać gestaltowskie pojęcie biegu-
nowości i starać się o zrównoważenie tendencji: zachęcać histery-
ka, by się uobsesyjnił (wprowadził w swoje życie podział godzin,
program, organizację, notatki), a obsesjonistę, by się dohisteryzo-
wał (częściej dbał o swoje odprężenie, stosował improwizację,
uwodził, nawiązywał kontakt, wyrażał emocje, uprawiał zajęcia
artystyczne itp.); masochistę będzie się zachęcać do wyrażania
zdrowej agresji, do potwierdzania swojej asertywnosci itp.
'Widać tu jasno wielkie możliwości podejścia gestaltowskiego.
Praca w zamknigtej grupie terapeutycznej często pomaga wypró-
bować nowe postawy w bezpiecznym otoczeniu, które oferuje to,
co Winnicott nazwał „przestrzenią tranzytową” między rzeczywi-
stością zewnętrzną i wewnętrznym światem klienta czy grupy, ja-
La cnntnyLa cie odzie indziai* nodczac 7a1eic cenortowych 7zahbawo.
uwagi lub chęć uwodzenia, mogą podtrzymywać niezbędny nar-
cyzm życiowy, omijając w ten sposób wprowadzenie patologicz-
nego, ciągłego histerycznego podniecenia, zaś cechy obsesyjne
mogą chronić przed depresją lub paranoją...
We wszystkich przypadkach, kiedy klient „de-kompensuje”,
co znaczy, że jego zwykłe mechanizmy obronne „pękają” (mogąc
doprowadzić do szalonego obżarstwa, mutyzmu, depresji — nie-
kiedy samobójczej) na skutek zmęczenia, urazu psychicznego,
„terapii” prowadzonej przez szarlatana itp., będziemy zaskoczeni
widząc, że owe zaburzenia, zamiast się pogłębić — znikają, nato-
miast na ich miejsce pojawiają się zaburzenia nowe, dla prowa-
dzących „terapię” profanów nieoczekiwane, za to często poważ-
niejsze od właśnie usuniętych.
Nigdy nie zapomnę, jak główny pedagog w zakładzie, którym
kierowałem, porzucił w trakcie tradycyjnej, nieudolnie prowa-
dzonej psychoanalizy, swój obsesyjny system obronny, superzor-
ganizowany (co czyniło zeń doskonałego szefa wydziału), i został
dożywotnio hospitalizowany z powodu paranoi z zespołem uro-
eei owałrowne 7achowania: nevehoanaliza
teniowym wywoł
osobowość| „normalna”
masochizm ‘ -
pragnienie histeria
drugiego patologii cudzy punkt
widzenia
borderline schizoidia Płat
wycofanie się od drugiego limbiczny
(uległość, zależność) ' prawy
© Serge Ginger, 1989
134
ART R Y u f i i S A
Propozycje wykorzystania
(jeśli zechcecie naszkicować swój własny profil)
* Oznaczcie subiektywne znaczenie każdej z waszych cech
osobowości na poszczególnych osiach: od środka (brak tej
cechy) ku obwodowi (cecha jest patologicznie uwypuklona).
* Następnie połączcie tak zaznaczone punkty, by otrzymać
swój specyficzny profil psychopatologiczny.
* Normalność (człowiek „zdrowy”) nie polegałaby za braku
wszystkich tych cech (byłaby to osobowość „uboga”), lecz
na względnym zrównoważeniu każdej z nich.
* Zatem człowiek „normalny” może jednocześnie przejawiać
lekkie cechy:
— „paranoi”: być stanowczym, trzymać się swoich idei (ale bez
sztywności), bronić zasad, być ostrożnym i czujnym (ani nie-
135
KOŁO OSOBOWOŚCI
(wg Georga Gingera)
Plat (władza)
korowy panowanie nad myślami i zasadami
lewy paranoja
panowanie
nad przedmiotami panowanie
nad ludźmi
obsesja
‘. dominacja
depresja ‘&%‘ mania
(pasywność) WĄF (aktywność)
Krótkie komentarze
* Staraliśmy się o maksymalne uproszczenie, przyjmując za
podstawę dwa krzyże:
— krzyż grecki: + (osie zwane psychotycznymi),
— krzyż św. Andrzeja: x (osie zwane neurotycznymi). z
* Tzw. osie psychotyczne odpowiadają zerwaniu z rzeczywi-
stością otoczenia:
— w procesach myślowych (paranoja i schizoidia),
—w procesach afektywnych (psychoza maniakalno-depresyjna).
* Tzw. osie neurotyczne odpowiadają wypaczeniu relacji z oto-
czeniem.
* Fobie w tym schemacie nie figurują: sytuują się one wzdłuż
osi neurotycznej histeria — obsesja.
* Borderline („zaburzenia pograniczne”) charakteryzowałby
się przerostem wielu różnych cech oraz nieprzewidywalnym
przechodzeniem od jednej do drugiej: może się przemiennie
objawiać jako histeryczny, depresyjny czy paranoiczny...
wraz z ewentualnym przejściem do czynów impulsywnych
(zerwania wynadki <etonności camohbóicze
n )
. PROFIL” PERLSA
„PROFIL” FREUDA
Płat (władza) (władza)
korowy panowanie nad myślami i zasadami (Orowy panowanie nad myślami i zasadami
lewy paranoja "llewy paranoja
: JA
panowanie panowanie .
nad przedmiotami panowanie had przedmiotami panowanie
obsesja nad ludźmi i obsesja nad ludźmi
dominacja dominacja
depresja mania depresja mania
(aktywność)
(pasywnosc) (aktywnos’c) i (pasywność)
masochizm . masochizm histeri
pragnienie histeria 1 pragnienie isteria
drugiego cudzy punkt sh drugiego cudzy punkt
widzenia : ł widzenia
borderline schizoidia Płat lg borderline schizoidia Płat
wycofanie się od drugiego limbiczny | wycofanie się od drugiego limbiczny
(uległość, zależność, prawy J (uległość, zależność) prawy
136 137
— „schizoidii”: zdać si¢ na samotność, być skłonnym do in-
trowersji... (na przykład badacz lub „mędrzec”...)
* Taki profil może też być sporządzony we współpracy między
terapeuta i klientem. Następnie można od czasu do czasu po-
nownie oznaczyć punkty i znów nakreślić schemat (nie oglą-
dając poprzedniego „koła”), a potem porównać oba profile
i podyskutować o tym w czasie sesji, by zmodyfikować cele
terapii.
... Na razie możecie dla rozrywki porównać swój profil
z dwoma „Wielkimi”, często wspominanymi w tej książce, któ-
rych pozwoliłem tu sobie skarykaturować!
Gestalt rozmaitej przynależności jest coś specyficznie gestaltow-
skiego?
Jakich podstawowych zasad przestrzega się od początków?
A które zostały zmodyfikowane wobec postępu badań teoretycz-
nych i klinicznych, wskutek wpływu nowszych, pokrewnych me-
tod, czy po prostu wobec ewolucji obyczajów?
To tylko niektóre z pytań, jakie chcemy tutaj postawić, umyśl-
nie przyjmując subiektywny i zaangażowany punkt widzenia, od-
powiednio do tego, co wydaje się nam fundamentalne w samej fi-
lozofii terapii Gestalt, głęboko naznaczonej wartościami egzy-
stencjalistycznymi: wolnością istnienia i wyrażania siebie, posza-
nowaniem oryginalności każdego człowieka.
Naszym punktem wyjścia będzie udokumentowana tradycja
(klasyczne dzieła Perlsa, Goodmana, Zinkera, Polstera, Latnera
i innych), jak tez liczne artykuly publikowane w Gestalt Journal,
przede wszystkim jednak oprzemy się na osobistym doświadcze-
139
ufnym, ani naiwnym), wrazliwym (ale nie nazbyt podatnym),
bronić uciśnionych itp. (na przykład działacz związkowy...)
— „Obsesji”: być zorganizowanym i starannym, przywiązują-
cym wagę do zjawisk czasu i miejsca, niezawodnym, praco-
witym itp. (na przykład rzemieślnik czy technik...)
— „histerii”: być otwartym na środowisko i na innych, sym-
patycznym, wsłuchującym się, emocjonalnym, lubiącym się
podobać itp. (na przykład hazdlowiec czy aktor...)
— „masochizmu”: być zdolnym do poświęcenia, nawet do
ofiary, odkładać na potem pewne przyjemności (na przykład
opiekun społeczny lub „święty”...)
— „sadystycznej” dominacji: mieć zdecydowaną osobowość,
inicjatywę, poczucie odpowiedzialności (na przykład przy-
wódca...)
— „depresji”: nie uciekać się do „błogiego optymizmu”, być
„realistą”... (na przykład filozof egzystencjalista...)
— „manii” (w sensie psychiatrycznym): być superaktywnym,
w ciągłej gotowości (na przykład przedsiębiorca, deputowa-
ny...)
Rozdział 11
Dwadziescia podstawowych pojęć Gestaltu
Dla czytelników niecierpliwych (którzy zaczynają od końca), jak
też dla skrupulatnych (którzy lubią konspekty, żeby móc sobie
powtórzyć materiał), postaramy się zestawić tutaj — za cenę pew-
nych powtórzeń - niektóre fundamentalne pojęcia, wcześniej już
w tej pracy przywoływane.
14 marca 1970 r. zmarł w Chicago Fritz Perls, „ojciec-zało-
życiel” terapii Gestalt. Co pozostało z jego dziedzictwa po trzy-
dziestu latach, u progu nowego tysiąclecia?
A dokładniei, czy w aktualnej praktyce francuskich terapeutów
S 0 0wy
1
12
13
14
15
16
'17
18
19
20
140
Twórcze przystosowanie
Cykl doświadczenia
Niedomknięte Gestalty
Opór
Homeostaza
Branie odpowiedzialności
Eksperymentowanie
Prawo do odmienności: oryginalność każdego człowieka
Postawa „sympatii”
Holistyczne podejście do człowieka
Komplementarne bieguny
Emocjonalne i cielesne angażowanie się
Agresja
Twórczość i wyobraźnia
Jednostka w grupie
yy w
serl, 1907). Fenomenologia podkreśla wagę czynników subiek-
tywnych i irracjonalnych, bezpośrednio przeżytego doświadcze-
nia, wraz z jego cielesnym doznaniem (por. 17), wyjątkowym dla
każdego (por. 13). Owo jak przejawia się zwłaszcza w postawie
i gestach czy nieświadomych „mikrogestach”, w oddychaniu,
w intonacjach głosu itp. Mimowolne modalności zachowania
i wypowiedzi często górują nad jawnie wyrażaną trescig: zatem
Perls — jak później uczyni to Lacan — podkreśla przewagę znaczg-
cego nad znaczonym.
Oczywiście, praca nad teraz wcale nie zabrania przywoływać
wspomnień, obaw czy projektów — pod warunkiem, że sponta-
nicznie się one u klienta wynurzają, świadomie lub nie: są żeraz
obecne w jego umyśle bądź w sercu i nimi karmi się aktualne
przeżycie. Są zresztą siłą rzęczy modulowane przez teraźniejszy
kontekst (wewnętrzny i zewnętrzny klienta), nigdy więc nie są
czysto „historycznymi prawdami”.
141
niu 30 lat praktyki klinicznej oraz 20 lat nauczania w Paryskiej
Szkole Gestaltu.
Pominę tutaj techniki, „reguły i gry” (często zapożyczane,
mniej lub bardziej.świadomie, przez użytkowników innych me-
tod, umieszczane poza swoim pierwotnym kontekstem), spróbu-
ję natomiast wyodrębnić niektóre podstawowe pojęcia, kładąc na-
cisk zwłaszcza na ich współczesną ewolucję oraz poszukując
związków zachodzących między nimi związków, które tworzą
spójność metody gestaltowskiej w łonie filozofii Człowieka.
Przywołam te podstawowe pojęcia w porządku poniekąd ar-
bitralnym, jako że wszystkie wydają mi się powiązane i współza-
leżne na sposób „zwrotny” (numerowane odsyłacze ułatwiają ich
połączenie):
Now and how
* Proces
Awareness
Kontakt graniczny
Pole i system
.
GBOD _
.
1. Now and how
Sformułowanie samego Perlsa: now and how (teraz i jak) lepiej
oddaje postępowanie gestaltowskie niż klasyczna niegdyś formu-
ła „tu i teraz”, która wcale nie jest specyficzna dla Gestaltu. Na
tu i teraz koncentruje się w istocie wiele innych metod: podejście
rogeriańskie (postulowane przez amerykańskiego psychologa
Carla Rogersa postępowanie „skoncentrowane na kliencie”, czę-
sto nazywane — błędnie — „niedyrektywnym”), praktyki oriental-
ne (zen, tai-chi itp.), najważniejsze nurty psychoterapii grupowej,
a nawet psychoanaliza — jako że pracuje zwłaszcza nad przeniesie-
niem, które uważa się za odtworzenie ż i teraz, wobec psycho-
analityka, neurotycznych postaw z dzieciństwa klienta.
Natomiast „teraz i jak” uwydatnia specyficznie fenomenolo-
giczny aspekt terapii Gestalt, która bardziej zajmuje się jak niż
dlaczego, przedkładając opis fenomenów nad ich wyjaśnianie: Po-
wrócić do rozważań nad rzeczami do samych rzeczy, takich, jaki-
mi się naprawdę jawią, do poziomu przeżytych faktów, przed
swerolbim borawnrontunlynm obynrerinzynicom btówro Aoforunio (Hnc.
v e
się proces pytania:
— Co teraz robisz?
— Co czujesz w tym momencie?
— Czego unikasz?
— Czego chcesz, czego ode mnie oczekujesz?
Ta ciągła uwaga kierowana na obecny rozwój sytuacji nadal
pozostaje dość specyficzna dla Gestaltu, który chętnie zajmuje się
aktualnie postrzegalnymi fenomenami powierzchniowymi. Natu-
ralnie, często „nurkuje” się od teraźniejszości ku przeszłości i od
powierzchni ku głębi.
Podobnie rzec można o badaniu błony komórkowej, które
dostarcza współczesnemu biochemikowi wiele informacji
o ogólnym funkcjonowaniu komórki, czy też o analizie aktual-
nego promieniowania, wyemitowanego przez odległą gwiazdę,
które daje astrofizykowi dane o dawno już minionych wydarze-
niach.
142
i _ e E Y BE
dzony”), jak i w Gestalcie — gdzie definiuje się ją trudnym do
przetłumaczenia angielskim terminem awareness. Gdy proszono
Perlsa, by jednym słowem podsumował Gestalt, na ogół przywo-
ływał właśnie to pojęcie, tymczasem wielu dzisiejszych gestalty-
stów preferuje termin kontakt.
4. Kontakt graniczny
Tymi dwoma słowami rozpoczyna się podstawowe dzieło terapii
Gestalt, zredagowane w 1951 r. przez Goodmana, w oparciu
o notatki Perlsa. Ten ostatni w The Gestalt Approach (opubliko-
wane pośmiertnie w 1973 r.) twierdzi: Badanie sposobu, w jaki
istota ludzka funkcjonuje w swoim otoczeniu, jest studiowaniem
tego, co się dzieje w kontakcie granicznym między jednostką i jej
otoczeniem. To właśnie w tym granicznym kontakcie znajdują się
zdarzenia psychologiczne. Zaś Goodman precyzuje: Ta granica,
143
Naiwni są niektórzy nadgorliwi gestaltyści, starając się za
wszelką cenę utrzymać swojego klienta w ciasnym więzieniu te-
raźniejszości. Natomiast, wbrew tradycyjnej strategii psychoana-
litycznej, nie będzie się nakłaniać klienta do szukania minionych
wspomnień, do podejmowania długich „wykopalisk archeolo-
gicznych”, jak się wyraził Perls. Lepiej na początek urządzić się
wygodnie na „parterze” domu, uporządkować swoje aktualne
mieszkanie, zanim rozpocznie się gruntowne oczyszczenie piwni-
cy z nagromadzonych rupieci... co, jak wszyscy wiemy, może za-
jąć wiele lat! Zawsze będzie czas, by potem wypucować resztę —
o ile ślady przeszłości nadal nam zawadzają. Można to zrobić,
a będzie się przynajmniej miało odzyskaną energię.
2. Proces
Na pierwszym planie znajduje się zatem proces: terapeuta — tak
samo jak klient — jest uważny i czujny (por. 3: awareness) przede
wszystkim na przypadki w relacji, która się „tu i teraz” rozwija:
Perls lubił stawiać czterv zasadnicze ukiernnkowoane na toczacy
'W praktyce więc terapeuta i jego klient są bez przerwy skupie-
ni na ruchu tam-i-z powrotem „czółenka” (określenie Perlsa)
między teraźniejszością i przeszłością, między wewnętrznymi, in-
trapsychicznymi fantazmatami, a zewnętrznymi zachowaniami
i relacjami interpsychicznymi, między ekspresją niewerbalną i sło-
wem, między emocjami i świadomością; w miarę wynurzania się
kolejnych „figur” z „tła” strumienia świadomości, w miarę kon-
struowania i destrukcji Gestaltów.
Do zagadnienia tego powrócimy przy okazji prezentacji roli
self w cyklu doświadczenia (por. 7 i 8).
3. Awareness
To falująca uwaga, to czujność, zarazem przedświadoma i zamie-
rzona: intelektualna, emocjonalna i cielesna, skupiona na intym-
nym przeżyciu i podmiocie wewnętrznym oraz na zewnętrznym
otoczeniu (również subiektywnie postrzeganym), taka „bezpo-
średnia świadomość” teraźniejszości we wszystkich jej wymiarach
i1e<t nocsznkiwaona talk w buddvzmie 7en ( Bydda”? 7nac7v nrzebu-
Podczas sesji Gestaltu jedną z istotnych części „otoczenia” klien-
ta stanowi sam terapeuta. To właśnie z nim klient nawiązuje kon-
takt i z nim rozwija się proces interakcji, zawierając w sobie tak-
że to, czego nie da się wcześniej przewidzieć. Klient i terapeuta są
więc częścią tego samego „pola” doświadczenia, a postawa jedne-
go z nich wpływa na postawę drugiego. Nie chodzi tu, oczywi-
ście, o jakiś „zamknięty system”, lecz o „system otwarty” w stałej
komunikacji z kontekstem zewnętrznym.
'W Gestalt-therapy Goodman kontynuuje myśl Kurta Lewina,
psychologa gestaltysty, twórcy dynamiki grup, który przeniósł
teorię pola elektromagnetycznego, sprecyzowaną w łonie fizyki
einsteinowskiej, na pole społeczne. Terapia Gestalt interesuje się
każdym człowiekiem w kontekście jego otoczenia, zwracając uwa-
gę jednocześnie na to, by go sztucznie nie izolować (jest wszak
częścią „pola”), ale też by go nie „wtopić” w ogólną sytuację (on
jest bytem szczególnym).
144
NUU UE UJ UE E E UU E E UE U E
przedkłada subiektywne przeżycie jednostki, jej wewnętrzne oso-
biste odczucie, nad zewnętrzne, społecznie postrzegalne zachowa-
nie. Nie ogranicza się jednak tylko do złudnego życia intrapsy-
chicznego, wprawia w ruch czółenko między tym co wewnętrzne
i zewnętrzne, starając się pogodzić adaptację społeczną z indywi-
dualną źwórczością, sytuację z jej osobistym odczytaniem, prze-
rzucając w ten sposób most między nauką i sztukg.
'Wypada tu przypomnieć kontekst społeczno-polityczny, w ja-
kim powstawał Gestalt: Perls, Goodman i kilku innych pionie-
rów lat 50. chciało za wszelką cenę wyodrębnić się w amerykań-
skim środowisku psychoanalitycznym, toteż zaprezentowali się ja-
ko nonkonformiści, umyślnie stosując prowokację: wygłaszając
anarchistyczne opinie, przejawiając nader „wyzwolone” zacho-
wania społeczne i seksualne itp. Obecnie terapia Gestalt przysto-
sowała się do kontekstu sytuacji post 68, i bardzo się ustatkowa-
ła, zachowując jednak „rozsądnie” liberalną orientację.
145
gdzie sytuuje sig doświadczenie, nie oddziela organizmu od otocze-
nia: ona wyznacza krańce organizmu, zawiera go w sobie i jedno-
cześnie chroni, ona styka się z otoczeniem (...). Skóra, na przykład,
jest nie tyle częścią organizmu, co w istocie organem szczególnej
relacji między nim i jego otoczeniem. Zatem granica „należy” za-
razem do wnętrza i do tego, co na zewnątrz: jest częścią dwóch
światów — odrębnych, lecz pozostających we wzajemnej relacji.
Psychologia, dodaje Goodman, jest badaniem twórczych przy-
stosowań (w kontakcie granicznym). Psychopatologia jest bada-
niem przerw, zabamowań lub innych wypadków zdarzających się
w trakcie twórczego przystosowania. Wszelkie zakłócenia kontak-
tu czy „opór” (por. 9) mogą być uznane za problemy graniczne:
zniesienie wyraźnej linii demarkacyjnej w przypadku nadmiernej
konfluencji z otoczeniem, „przekraczanie” świata zewnętrznego
lub świata wewnętrznego w introjekcji bądź w projekcji itp. — jak
pokazuje schemat form oporu przy końcu rozdziału 4.
5. Pole i system
6. Twórcze przystosowanie
Zdrowie umysłowe i społeczne przekłada się na ustawiczne twór-
cze przystosowanie w „granicznym kontakcie” między organi-
zmem i jego otoczeniem; a w szczególności między jednostką, te-
rapeutą i kontekstem sytuacyjnym: miejscem rozwoju interakcji,
obecnością świadków czy grupy itp.
Nie chodzi tu o proste dostosowanie adaptacyjne, kiedy to
jednostka poddaje się prawom środowiska, przyjmując respekto-
wane przez normy społeczne czy zachowania zwyczajowo uzna-
ne za „normalne”. Nie chodzi także o indywidualną twórczość,
nielicząca się z kontekstem i dopuszczającą wszelkie fantazje lub
wyskoki — choćby pod pretekstem, że odpowiadają one kliento-
wi. Chodzi natomiast o kompromis albo raczej syntezę, pozwala-
jącą każdemu egzystować po swojemu, ale z uwzględnieniem ist-
niejących w danym miejscu i czasie norm, by w ten sposób znalazł
swoją własną drogę w obrębie wspólnoty. Tak więc Gestalt odróż-
nia się od terapii behawioralnych, zorientowanych na cele nor-
matywne: dzieki zdecydowanie fenomenoloosiczne! nerenektvwie
A A I = TT
daniem przypadłości w trakcie twórczego przystosowania. Perls
zdefiniował neurotyka jako osobę, która chronicznie poddaje się
samowyłączaniu. Takie zakłócenia funkcji self ogólnie zwane są
oporem (por. 9). Mogą je stanowić bądź to mechanizmy obronne
dostosowane do sytuacji, bądź przeciwnie, anachroniczne,
usztywnione blokady, świadczące o patologicznym unikaniu au-
tentycznego kontaktu.
Podczas cyklu self funkcjonuje na różne „sposoby” (id, ja, spo-
sób pośredni, styl osobowości), które kolejno przejmują dominu-
jącą rolę. Wcześniej opisaliśmy te rozmaite sposoby funkcjono-
wania — bywają one zakłócone, a nawet nieobecne.
8. Niedomknięte Gestalty
Normalnie, gdy tylko skończy się działanie (psychiczne lub fi-
zyczne), jesteśmy gotowi do nowej akcji: jest to nieprzerwany
146
AA y e iapna Jevstalt P7swiIyca Wikl UWhnapy Z p
ści, które pasożytują na obecnym życiu: nie chodzi o to, by się ma-
gicznie „pozbyć” szkodliwego, wewnętrznego obciążenia przez
zaproponowanie udziału na przykład w psychodramie, lecz raczej
o zintegrowanie tego ciążącego na czyimś życiu elementu ze zna-
cząca całością, jako składnika jednego z „biegunów” egzystencji
klienta (por. 16). Niektórzy gestaltyści uważają przeniesienie za
„niedomknięty Gestalt”: rodzicielskie figury z przeszłości, które
wcisnęły się w aktualną relację — zaburzając jej autentyczność.
9. Opór
Wielokrotnie już wspominaliśmy o występujących w normalnym
przebiegu cyklu przerwach czy blokadach, które na ogół zakłóca-
ją funkcje kontaktu (z jakąś częścią samego siebie lub z inna oso-
bą). Wypada tu podkreślić fakt, że wstrzymanie działania (Labo-
rit, 1979) niekoniecznie świadczy o dysfunkcji: a może być nawet
147
7. Cykl doświadczenia
'Wszelka indywidualna akcja bądź interakcja w relacji rozwija się
w wielu fazach, tworząc cykl doświadczenia — zwany też przez in-
nych autorów cyklem kontaktu lub cyklem zaspokajania potrzeb.
Perls i Goodman wyróżniali w nim cztery główne fazy: pre-ko-
ntakt, wejście w kontakt, pełny kontakt i post-kontakt.
Po śmierci Perlsa różni autorzy uszczegółowili opis tych usta-
lonych sekwencji wzajemnej relacji i wedle własnego uznania wy-
dzielali w tym cyklu od trzech do siedmiu faz, na przykład: ujaw-
nienie czy odczucie, uświadomienie czy awareness, pobudzenie
czy mobilizacja energii, kontakt i wprowadzenie w akcję, interak-
cja, spełnienie, wycofanie czy asymilacja doświadczenia (Zinker
i Katzeff), albo też: pre-kontakt, włączenie, kontakt, wyłączenie,
asymilacja (Ginger). W specjalistycznych opracowaniach znaj-
dziemy wiele szczegółowych opisów tych cykli. Tu interesuje nas
sama zasada następstwa faz wielu etapów.
Jednak ten model cyklu nie zawsze rozwija się regularnie: zo-
baczyliśmy (nor 4) 7e dla Perlsa 1 Goodmana patolooia iect ha-
ciąg Gestaltów, powstających, potem rozpadających się, z któ-
rych składa się kontinuum świadomości każdej zdrowej psychicz-
nie osoby, zachowującej płynność funkcjonowania.
Jeśli cykl nie rozwinął się w pełni, sytuacja może pozostać
niedokończona i stworzyć przedświadomy element wewnętrznej
presji — bądź to mobilizującej, bądź będącej źródłem nerwicy.
I tak na przykład przerwane zadanie (lekcja do wyuczenia, po-
rządki, smakowanie kanapki zakłócone dzwonkiem telefonu, za-
miar wyjścia uniemożliwiony przez burzę...) może przetrwać
w oczekiwaniu pierwszej okazji, by się dopełnić: jest to efekt Ze-
igarnik — od nazwiska rosyjskiej psycholog gestaltystki Blumy
Zeigarnik, która zbadała to zjawisko. W innych sytuacjach pre-
sja ta może się jednak przekształcić w dręczące i wyczerpujące
napięcie psychicznie, stanowiące z czasem przyczynę nerwicy:
może to spowodować źle znoszona żałoba lub separacja, prze-
dłużające się bezrobocie, stae niezaspokojenie seksualne, po-
wtórnie oblane egzaminy itp.
Praca z niedomkniętymi Gestaltami jest typowym przykładem
m ta 1] torawmia (Oceesle — 0m ee aIb. se- aro Zlad .. wezncył i
V„.„avu„a,uu,„„,w,w.„„v„„w„vy„,.„„.,„„„„,ma.„„
w wystarczającą samoregulację organizmu.
'W czasach przeszczepiania organów i AIDS bezwarunkowa
przydatność naturalnych środków obronnych została nieco poda-
na w wątpliwość, toteż u większości współczesnych gestaltystów
temat homeostazy nie jest już tak dominujący. Niemniej, nadal
milcząco utrzymuje się, szeroko rozpowszechniony przez prąd
zwany „psychologią humanistyczna” pewnik, że każda istota po-
siada w sobie cały potencjał, jakiego tylko może potrzebować.
Dziś znajdujemy te idee w większości podejść medycznych zwa-
nych „niekonwencjonalnymi” czy „alternatywnymi”: akupunktu-
ra, homeopatia, przyrodolecznictwo itp.
. Niektórzy gestaltyści poszerzają to założenie i uważają, że ist-
nieje energetyczna równowaga wykraczajaca poza jednostkę
(„transpersonalna”), pozwalająca utrzymać ogólną harmonię ko-
smiczną (rozwój i spontaniczne ograniczanie gatunków itp.).
148
„_„..._„M..w„„,.„,.„„..,„.,„avć„.„„,„.„.„„„...,.w„.,.„,
wane w miarę potrzeby, by uniknąć wszelkiej długotrwałej aliena-
cji i ułatwić wzięcie odpowiedzialności. To także jeden z powo-
dów, dla których psychoterapię ogranicza się przeważnie tylko do
jednej sesji w tygodniu (by uniknąć zbyt mocnej zależności). Perls
ijego współcześni chętnie odrzucali sformułowanie „ja nie mogę”,
proponując w zamian „ja nie chce”, by podkreślić w ten sposób
odpowiedzialność każdego człowieka a jego zachowanie.
Dziś stanowisko to bardzo się uelastyczniło, zwłaszcza u tych,
którzy stosują Gestalt w zaburzeniach osobowości typu borderline,
a nawet wobec osób psychotycznych, nie przeceniając wagi me-
chanizmów nieświadomych. Co więcej, nadmienić trzeba, że po-
tknięcie nie jest grzechem (Lucien Israél), i że nie wszyscy są w sta-
nie uporać się ze swoimi trudnościami od razu — co w danym przy-
padku powoduje okresy terapeutycznego wsparcia, przemienność
umiejętnie dozowanych frustracji i gratyfikacji, do czasu aż klient
naprawdę potrafi się obejść bez „opiekuna”. Gdy w samochodzie
149
przeciwnie, gdy chodzi o mechanizm obronny lub dorazny, spe-
cjalnie dostosowany do sytuacji. Zatem, konfluencja z bliska oso-
bą jest częścią stanu zakochania, zaś retrofleksja złości do funkcjo-
nariusza policji może mnie ustrzec przed ewentualnym manda-
tem. Jedynie mechanizmy anachroniczne, usztywnione bądź po-
wielane, objawiają funkcjonowanie patologiczne: one to powin-
ny być najpierw oznaczone, a później złagodzone lub przekształ.
cone podczas psychoterapii.
W Gestalcie słowa „opór” używa się w innym znaczeniu niż
w psychoanalizie (gdzie oznacza ono nieświadomy opór wobec
leczenia), bez negatywnej konotacji. Zauważmy przy okazji, że,
analogicznie, to opór elektryczny przekształca prąd w światło al-
bo w ciepło; to opór materiału pozwala mostowi spełniać swoją
rolę, i wreszcie to Ruch Oporu pozwolił nam zachować naszą
tożsamość narodową!
10. Homeostaza
syy fr sri RBoanecznny — I ot AT T A wiara
11. Branie odpowiedzialności
Perls przywiązywał wielką wagę do odpowiedzialności każdego
człowieka, a jego terapia zmierzała do „self-support” (umiejętno-
ści odnajdywania wsparcia emocjonalnego w sobie samym), auto-
nomii postępowania i decyzji. Gestalt pozostaje bardzo wyczulo-
ny na to, by maksymalnie ograniczyć alienację klienta. Tak więc
terapeuta nie dystansuje się ani nie „obwarowuje” w enigmatycz-
nej postawie kogoś, kto „z góry wie”. Dzieli się z klientem swo-
imi odczuciami i wątpliwościami: na tym właśnie polega terapeu-
tyczne wykorzystanie przeciwprzeniesienia (por. 14). Klient nie
jest pasywnym „pacjentem”, który poddaje się leczeniu, poniekąd
dla niego „ezoterycznemu”, lecz wymagającym „klientem”, peł-
noprawnym partnerem, wręcz „koterapeutą” aktywnym we wła-
snym leczeniu.
Terapeuta unika zatem wprowadzenia czy utrzymania klienta
w „nerwicy przeniesieniowej” typu psychoanalitycznego, która
wymusiłaby na nim ponowne przeżycie dziecięcej zależności.
Drzenieacieninyye fonnmoenv ca na naółt wrrmctrrane? j unmlnrywony.
-..._„___..___..,_..-_.„ „.„-__._.„„„„V.„_--_„.„._..„W
świadczać” uczucia przeżytego (ulegać mu), takiego jak na
przykład odrzucenie czy samotność.
Doświadczanie pozwoli „skosztować zanim się połknie”, zma-
gać się z rodzicielskimi lub społecznymi nakazami („trzeba”,
„musi się”...), i uniknąć w ten sposób podsycania śntrojekcji, któ-
re paraliżują naszą spontaniczność i krępują oryginalność...
w tym oczywiście i introjekcji nowych form, jakie paradoksalnie
proponują niektórzy gestaltyści, w rodzaju „trzeba się wyzbyć
tych źrzeba”, „uwolnijcie wasze emocje”, „szukajcie zaspokojenia
swoich potrzeb” (co rodzi egotyzm) itp. W istocie każdy sam na
własną rękę próbuje, co mu odpowiada, biorąc pod uwagę swo-
ją biografie, wykształcenie, środowisko spoleczne i swoje opcje
ideologiczne. Perls wielokrotnie upominał tych, którzy się z nim
identyfikowali, a którzy posuwali się wręcz do naśladowania je-
go przywar i tików, z nieodpartą pokusą gorliwych uczniów, na-
iwnie wierząc, że przejąwszy zwyczaje mistrza, przyswoją sobie
150
o - 7y Pt S it i A ooo y 77 7YP
cjalistyczną i nonkonformistyczną. Dzisiejsi gestaltyści nie są już
wojującymi anarchistami - jakimi byli Perls czy Goodman - zacho-
wali jednak kult wolnej ekspresji jednostki, baczny wzgląd na zróż-
nicowane rytmy i potrzeby swoich klientów, na specyficzny roz-
wój każdej ludzkiej istoty — która utrzymuje swoją przestrzeń wol-
ności mimo podwójnego uwarunkowania, historycznego i geogra-
ficznego, własnej przeszłości i swojego otoczenia. W rzeczy samej:
Ważne jest nie to, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja
sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono.
(PARAFRAZA SARTRA, 1966)
To moje osobiste, oryginalne podejście do własnego doświad-
czenia nadaje mi ludzką godność.
To ja nadaję sens każdemu aktowi mojego życia, a jeśli pragnę
się zmienić, to pozostając sobą, sobą inaczej, a nie stając się kimś
innym niż ja sam — jest to słynna „paradoksalna teoria zmiany”
151
wyczerpie się bateria, może zaistnie¢ konieczność chwilowego
podłączenia go do baterii u mechanika, by uzyskać minimalną
energię niezbędną do samodzielnego funkcjonowania...
12. Eksperymentowanie
Cierpliwe poszukiwanie hipotetycznych, zamierzchłych przyczyn
zaburzeń, Perls zastępuje eksperymentalnym szukaniem rozwią-
zań: nie jest najważniejsze, by „wiedzieć dlaczego”, lecz by wy-
próbować jak, przez ewentualne metaforyczne wprowadzenie
w działanie. Wprowadzenie takie, dzięki namacalnemu „przed-
-stawieniu” i doświadczeniu wszystkich „biegunów” (por. 16),
sprzyja uświadomieniu, awareness. Jest więc przeciwstawne im-
pulsywnemu bądź defensywnemu „przejściu do czynu”, słusznie
odrzuconemu przez psychoanalizę, gdyż powoduje zwarcie, na
przekór uświadomieniu, zastępując działaniem analizę werbalną.
'W oficjalnej francuszczyźnie jest tylko jedno słowo oddające
formę „aktywną” (to experiment) i „pasywną” (to experience) do-
ćwiadczenia (evnérience): morna robić doświadczenie lub Ao-
jego geniusz, podobnie jak współpracownicy Lacana, ostentacyj-
nie używający muszki zamiast krawata i żonglujący gramatyką
francuską...
Dzisiaj w procesie kształcenia przyszłych terapeutów zachęca
się każdego z nich do szukania własnego specyficznego stylu, do
wypróbowywania rozmaitych postaw, zgodnych z jego oryginal-
nym sposobem bycia. Nie chodzi tu o poszukiwanie jakiejś abs-
trakcyjnej ortodoksji na drodze stosowania „sprawdzonych”
technik (skostniałe Gestalty), lecz o stworzenie własnego podej-
ścia poprzez długotrwałe eksperymenty — oczywiście z poszano-
waniem podstawowych założeń metody. W ten sposób każdy ge-
staltysta rozwija swój własny styl; właśnie dlatego, zanim wybie-
rze się psychoterapeutę, wskazane jest spotkać się z kilkoma, by
poczuć, który z nich najbardziej wam odpowiada.
13. Prawo do odmienności: oryginalność kazdego człowieka
Gestalt kładzie więc nacisk na prawo do odmienności i ceni swo-
iernóć LazAeon nrowvimniac nercnalLenye zdeydAnmwania ooryreton=
EEE E = E U E / e A A i
swoim klientem niepewności i radości kolejnych odkryć wyprawy
w nieznane, ku oryginalnemu i jeszcze nieznanemu „terytorium”
każdego nowego klienta. Nie jest on ekspertem, z góry znającym
wszystkie mapy psychicznych regionów.
Nie ucieka się on do postawy neutralnego dystansu, choćby
życzliwego (jak u Freuda), nie zobowiązuje się też do towarzysze-
nia klientowi gdziekolwiek bądź, z „bezwarunkową akceptacją”
(jak to postuluje Rogers) jego wybryków, albo na odwrót, jego
powtarzających się uników. Jest doświadczonym kompanem po-
dróży, aktywnie uczestniczącym w wewnętrznym podążaniu
klienta. W niektórych przypadkach terapeuta napomyka o wła-
snych doznaniach i wrażeniach, o tym, co go zaskakuje, niecier-
pliwi, satysfakcjonuje, zwracając uwagę na efekt, jaki te zwierze-
nia wywołują u aktualnego towarzysza drogi. Jest to tzw. posta-
wa współodczuwania czyli „sym-patii”, która Perls — nieco kary-
katuralnie — przeciwstawia psychoanalitycznej „a-patii” i roge-
152
.„Y..„„„.„„........„„_.......-_,„_„„,..„-„„._.„o„,„_..„,_,
niemniej maksymalnie to wykorzystuje, a dzieli się tym, co wyda-
je mu się użyteczne dla postępu terapii.
15. Holistyczne podejście do człowieka
'W tym permanentnym dialogu klient — terapeuta — klient używa się
wszelkich dostępnych języków: mowry, lecz także postawy, wszyst-
kich gestów i na wpół świadomych 7ikrogestów, emocji jawnych
lub ukrytych. „Fundamentalna zasada” psychoanalizy, by „mówić
„wszystko”, została poszerzona, lecz nie o jakieś dzikie i niekontro-
lowane „robić wszystko”, lecz o wszystko wyrażać, poprzez rozma-
ite kanały: ruch ciała, a nawet ewentualny kontakt cielesny (raczej
wyjątkowy w terapii indywidualnej, ale częsty w terapiach grupo-
wych), ekspresję emocjonalną (łzy, krzyki, gniew), przekaz arty-
styczny (rysunek, rzeźba itp.), korzystanie z rekwizytów (metafo-
ryczne użytkowanie rozmaitych przedmiotów)...
153
sfromutowana przez gestaltyste Arnolda Beissera (1970 r.). Ge-
stalt zaleca taką „nawigację zgodną z prądem”, sugeruje się np.,
by w niektórych przypadkach wzmocnić symptom, a nie natych-
miast go wyciszyć. Zatem na przykład można wzmagać psycho-
somatyczne objawy lęku, żeby w ten sposób „dopuścić do głosu
nieświadomość cielesną”, a tym samym lepiej ją słyszeć — a nawet
zobaczyć — dzięki efektowi szkła powiększającego. Chodzi tu
o połączenie katarktycznego działania ekspresji emocjonalnej
z ujawnianiem dróg osobistych skojarzeń, ażeby za wszelka cenę
uniknąć doczepiania interpretacji, podsuwanych z zewnątrz przez
terapeutę. Ten szacunek dla oryginalnego funkcjonowania psy-
chiki każdej jednostki jest jednym z probierzy podejścia gestal-
towskiego. Odnajdziemy go też w pracy ze snami — która wyklu-
cza wszelkie systemowe odniesienia do ogólnej symboliki arche-
typów (w rodzaju „sennika”).
14. Postawa „współodczuwania”
Teranenta oectalnycra iect nważnyvym towarzyczyem brarv Aoioli oo
rianskiej „em-patii”. Terapeuta jest tutaj, naprzeciw mnie: a nie
gdzieś tam w świecie feoretycznej wiedzy, ani na moim miejscu,
zawłaszczając moje własne emocje: on pozostaje sobą w relacji ze
mną, w spotkaniu osoby z osobą, w autentycznym diałogu we
dwoje, w „ja/ty” (Buber, 1923). Jest to ciągła analiza tego, co się
teraz rozwija między dwojgiem ludzi, w kontakcie granicznym
między klientem i terapeutą, co stanowi samo jądro terapii.
Dla praktyka gestaltysty częste dzielenie się osobistym odczu-
ciem, rozmyślne wykorzystanie własnego przeżycia przeciwprze-
niesieniowego, pojmowanego jako rezonans na słowa lub czyny
klienta, jest jednym z donioślejszych narzędzi, specyficznych dla
psychoterapii Gestalt. Perls chętnie się nim posługiwał, w sposób
nieco „dziki”, przez mobilizujacą, bardzo bezpośrednią prowoka-
cję. Większość współczesnych terapeutów, świadomych ewident-
nego ryzyka nadmiernej spontaniczności, tak agresywnej, jak
i uczuciowej, mocno rozwodniła cierpkie wino Perlsa, i starannie
filtruje wyrażanie własnego przeciwprzeniesienia (obszernie ana-
lizowanego podczas sesji superwizyjnych lub kontrolnych). Tak
swier teranenrta nie mówi ani nie alaznie sycowjefbioon co cznie
UU SE EEE E PP E ZE E UU w
lić utrwalonym przystosowaniem homeostatycznym — a więc
konserwatywnym - które może jedynie ciążyć ku „niesprzyjające-
mu środowisku”, szarej i ciasnej przestrzeni mitycznej, pozbawia-
jącej inicjatywy i nowatorstwa. Równowaga kazdej żywej istoty
jest dynamiczną kombinacją mechanizmów życia i przetrwania,
zapewniającą „zmianę z zachowaniem ciągłości”. Tak jak łapiący
równowagę w ruchu linoskoczek korzystający z drążka, tak też
i gestaltysta z marszu zaleca nowe doświadczenie, zestawiając je
z badaniem skrajności, przeciwstawnych, lecz komplementar-
nych: introjekcja/projekcja, adaptacja/kreacja, uległość/rewolu-
cja, introwersja/ekstrawersja, miłość/nienawiść, czułość/agresja,
frustracja/gratyfikacja... Można by ciągnąć w nieskończoność tę
listę postaw i doświadczeń sprzecznych a komplementarnych, z ja-
kimi klientowi zdarza się zetknąć, których zdarza się mu do-
świadczyć i z którymi bywa, że eksperymentuje podczas terapii
indywidualnej lub w grupie.
154
Ową grę dopełniających się biegunów symbolizować może
współdziałanie naszych pétkul mózgowych. Wiemy już dzisiaj, że
wbrew ciągle jeszcze rozpowszechnionemu mniemaniu, lewa pół-
kula, analityczna, racjonalna i werbalna, wcale nie jest „dominu-
jąca” (choć to ona „zabiera głos”), lecz że jest ona poddana kon-
troli prawej półkuli, syntetycznej, emocjonalnej, wyobrażeniowej,
a nie werbalnej. Perls przeczuwał to, gdy nakłaniał nas do rewo-
lucji: „Lose your head, come to your senses!” („Strać głowę, żyj
zmysłami!”). Wiemy także, że ta uczuciowa półkula prawa nie
jest, jak przez długi czas sądzono, „kobieca”, a właśnie męska
(związana z testosteronem).
Współcześni gestaltyści nie naśladują już niektórych reaktyw-
nych ekscesów Perlsa, związanych z epką, w której przyszło mu
żyć: wystrzeganie się „połowicznego porażenia mózgowego”, ha-
rzucanego przez naszą kulturę (która cenzuruje oddziaływania
prawej półkuli i zmierza do jej zaniku), nie oznacza wszak ko-
155
Skojarzenia zachodza swobodnie, zgodnie z indywidualnymi
preferencjami w danym momencie: od ciała do emocji, od emo-
cji do języka werbalnego, od języka werbalnego do interakcji spo-
łecznej, albo też w odwrotnym kierunku: od zjawisk społecznych
do ich werbalizacji, od słowa do emocji, od przeżytej emocji do
jej cielesnego przełożenia.
Człowiek jest pojmowany w swojej pelni, w systemowej inte-
rakcji jego pięciu podstawowych wymiarów: fizycznego, afek-
tywnego, racjonalnego, społecznego i duchowego, interakcji
ogarniającej całość istoty ludzkiej w całości jej otoczenia, lokalne-
go i kosmicznego, w poszukiwaniu fundamentalnego sensu (por.
pentagram Gingera, rozdz. 1).
16. Komplementarne bieguny
Takie globalne ujęcie człowieka w jego polu wymaga wielokie-
runkowego spojrzenia, do wewnątrz i na zewnatrz, zgodnie z każ-
dą ujawnioną osią i w stronę obu jej krańców.
Konieczność noszukiwania równowacj nie mo?e <ie 73dowo.
Nie chodzi tu o pogłębianie każdego wyboru ze złudną na-
dzieją, że uda się wybrać „najlepsze”, i ograniczyć się W ten spo-
sób do jakiegoś idealnego „menu”, lecz wręcz przeciwnie, by po-
smakować nieprzebranego bogactwa dań „a la carte”, stosownie
do apetytu i aktualnej kompanii współbiesiadników.
Perls miał upodobanie do pracy z biegunowościami, zwłaszcza
za pomocą techniki „monodramy” z odwróceniem ról, tj. warian-
tu psychodramy zapożyczonej od Moreno, gdzie klient sam gra
na przemian różne postacie. W istocie świat nie jest dwubieguno-
wy, lecz wielobiegunowy, a rzeczywistość psychiczna nie jest „eu-
klidesowa”: w każdej sytuacji istnieje nieskończona ilość „przeci-
wieństw”!
Oto w milczeniu siedzicie na krześle...
— Zrébcie „coś odwrotnego”!
Macie mnóstwo wyborów: wstać, położyć się, tańczyć, tarzać
się po ziemi, mówić, krzyczeć, śpiewać itp.
17. Emocjonalne i cielesne angażowanie się
W tak zwane cialo z ciałem terapeutycznym, uważając, że ten ro-
dzaj interakcji mobilizuje głębokie warstwy limbiczne mózgu, bu-
dzi archaiczne skojarzenia i sprzyja reorganizacji obrazów mental-
nych oraz wyobrażeń poznawczych i afektywnych. W efekcie myśl
nie jest już traktowana jako oderwana od emocji ani od ciata.
Nadal toczy się debata na temat pożytków i ograniczeń ciele-
snego kontaktu klienta i terapeuty. Praca z ciałem łatwiej prowa-
dzić na forum grupy niż w relacji we dwoje — gdzie łatwo o jej
dwuznaczność. Stąd kontakty fizyczne w terapii indywidualnej są
rzadkie i ograniczone, na początku wyjątkowe, ewentualnie zda-
rzają się później, służąc wyłącznie rozwojowi toku terapii i tylko
z niektórymi klientami. Rozumie się, że terapeuta musi być pew-
ny swojej mocy kontrolowania wlasnego zaangażowania, by
ograniczać je jedynie do tego, co moze dać korzyść klientowi, a.tak
zwana „autentyczność” reakcji nie powinna służyć za pretekst do
zaspokojenia osobistych potrzeb erotycznych lub agresywnych.
156
222585 28222822 2 28 * "
jeszcze zanim ma zęby, i to właśnie dzięki agresji asymiluje swoje
otoczenie. Przez całe życie człowiek nie przestaje „atakować”, by
się rozwijać: atakuje powietrze, jakim oddycha, pokarm, który
żuje, miażdży, połyka i trawi.
Jak wiadomo, temat agresji oralnej stanowił jeden z powodów
konfliktu Perlsa z Freudem — który wiązał agresję ze stadium
analnym, a potem z instynktem śmierci.
Dziś gestaltyści nadal cenią agresję witalng i nie wahają się
w pewnych przypadkach posługiwać prowokacją lub terapeutycz-
ną konfrontacją, aby zmobilizować energetyczne zasoby klienta,
unikając w ten sposób zarówno alienującej nadopiekusiczosci zbyt
„matkującego” terapeuty, jak i przesadnej czy długotrwałej fru-
stracji ze strony terapeuty chłodnego, który nigdy nie odpowiada
na prośby — obie te postawy mogą zniechęcić pacjenta i wprowa-
dzić go w nastrój opuszczenia lub bierności.
Pozostają w tym wierni etymologii terminu, gdyż ad-gressere zna-
157
niecznie „tracenia głowy” czy pomijania wszelkiej teoretycznej
refleksji, a wręcz przeciwnie, postuluje połączenie głowy z sercem
i z ciałem. Nasze półkule są komplementarne, tak samo jak rozum
i emocje, a niebagatelną zasługą Gestaltu jest przywrócenie god-
ności intuicji, którą przyćmił chwilowo piorunujący sukces dzie-
więtnastowiecznego scjentyzmu. Głowa bez ciała, albo ciało bez
głowy — czy to ma być wybór, jaki się nam proponuje?
Laura Perls, psychoterapeuta, muzyk i tancerka, nieustannie
podkreślała, że praca z ciałem stanowi integralną część Gestałtu.
Ona nie obawiała się fizycznego kontaktu, chętnie dotykała swo-
ich klientów i pozwalała im się dotykać.
Społeczność dzisiejszych praktyków jest w tej sprawie podzie-
lona — zależnie od osobowości, filozoficznych i technicznych pre-
ferencji oraz wyjściowego wykształcenia. Niektórzy ograniczają
się do wymiany werbalnej, zadowalając się sfownym wywołaniem
cielesnych reakcji klienta; gdy inni, należący do „neoreichowców”
(uczniów Wilhelma Reicha), towarzysza klientowi, nakłaniając go
niekiedy do uruchomienia ciała, do ucieleśnienia swoich emocji,
a nawet wvypróbowania kontaktu — czułeso lub agresvwneoo —
Wszelka praca terapeutyczna z udziałem ciała jest akceptowalna
o tyle, o ile rygorystycznie przestrzega się ram deontologii, pod
groźbą szkodliwych poślizgów, zarówno w terapii klienta, jak
w społecznym obrazie terapeuty oraz całego Gestaltu.
Także i w tym punkcie dzisiejsi gestaltyści francuscy zdecydo-
wanie odcinają się od pewnych kalifornijskich praktyk z lat sześć-
dziesiątych — gdy ramy i granice nie zawsze były wyraźnie usta-
nowione.
ł-8. Agresja
Perls, jak Konrad Lorentz (słynny etolog niemiecki, który studio-
wał zachowanie zwierząt dziko żyjących) i wielu innych, uważał
agresję za „popęd życiowy”, tak samo jak seks. Zachwalał harmo-
nijny i odpowiedzialny rozwój obu tych popędów, podkreślając
tezę, że umożliwiają one przeżycie jednostce i gatunkowi.
Według niego, podobnie jak według Melanie Klein, angiel-
skiej psychoanalityczki dziecięcej, chodzi ru o archaiczne popędy
noilawiające csie noczawcszy od <radinm oralsieco: niemowle grvzie
Docenianie egzystencjalnej oryginalnosci i kreatywnosci kazdej
istoty ludzkiej osiąga pełną miarę, gdy jednostkę konfrontuje się
z innymi; uwydatnia się na granicy między indywiduum i jego
otoczeniem. Kiedy Gestalt praktykuje się w grupie terapeutycznej,
jego celem nie jest zintegrowanie jednostki z jakąś podgrupą spo-
łeczną, lecz przeciwnie, umożliwienie jej lepszego określenia swo-
jej własnej specyfiki. Zatem o Gestalcie nie mówi się jako o tera-
pii grupowej, ale raczej jako o „terapii indywidualnej w grupie”
(Anne Peyron-Ginger, 1990). Grupa jest świadkiem indywidual-
nej pracy każdego uczestnika: jej członkowie interweniują zazwy-
czaj tylko na prośbę terapeuty lub klienta; a jeśli udzielają infor-
macji zwrotnej („feed-backu”) mówią o sobie, a nie interpretują
drugiego człowieka. Grupa stanowi więc coś w rodzaju pudła re-
zonansowego dla problemów każdego z osobna; może pomóc
w ich klaryfikacji, jak również oddramatyzowaniu.
Perls był twórczym geniuszem, nieustatkowanym i poryw-
158
czy dwa lata).
Oba te formuły terapeutyczne często są łączone i wzajem-
nie się wzmacniają — zwłaszcza gdy prowadzi je ten sam te-
rapeuta, udaremniając w ten sposób ewentualne uniki
klienta.
pamiętając jednak, że Gestalt jest zbyt dobry, by rezerwować
go tylko dla chorych (Perls), liczni praktycy organizują po-
nadto krótkoterminowe grupy rozwoju osobistych zasobów
(na przykład trzy do pięciu dni, raz lub więcej razy w roku).
Jeszcze inni używają Gestaltu jako metody uzupełniającej
w praktyce psychologicznej, pedagogicznej lub socjalnej (na
przykład w ośrodkach dla dzieci nieprzystosowanych czy
w szpitalu psychiatrycznym), a także w przedsiębiorstwach
sektora przemysłowego bądź handlowego, jako instruktorzy
albo konsultanci.
159
czy „wyjść na spotkanie innego” (jak pro-gressere: postępować, iść
naprzód), w przeciwieństwie do re-gressere (regresja, cofanie się).
19. T wórczość i wyobraźnia
Ostatecznie pośród fundamentalnych zasad terapii Gestalt więk-
szość kręci się wokół wolności bycia sobą i jak najpełniejszego
wyrażania siebie w aktywnej i twórczej formie, dopuszczającej do
głosu język symboliczny i metaforyczny prawej półkuli mózgu.
Terapeuta staje się więc źłumaczem, symbolicznym unifikatorem,
przeciwstawiając się w ten sposób „diabolicznym” siłom destruk-
cyjnym i rozdzielającym (patrz rozdz. 1).
Kreatywny aspekt Gestaltu był od razu podnoszony przez pre-
kursorów i pionierów (Otto Ranka, Goodmana, Zinkera i in-
nych) i od tamtej pory nic go nie przyćmiło. Gestalt nadal szczy-
ci się tym, że jest bardziej sztuką niż nauką.
20. Jednostka w grupie
czym, zwłaszcza po tym, gdy w wieku 63 lat opuścił Nowy Jork,
rozpoczynając długą, czternastoletnia tułaczkę. Przemierzał więc
Stany Zjednoczone i cały świat, prezentując swoją metodę na
konferencjach i pokazach. Stopniowo zarzucił koncepcję pogłę-
bionej psychoterapii indywidualnej na rzecz grup terapeutycz-
nych, a nawet doraźnych zgrupowań krdtkoterminowych, otwar-
tych dla szerokiej publiczności. Pod koniec życia, zgodnie z wła-
sną praktyką podnosił wartość terapii grupowych w stosunku do
terapii indywidualnych, potem zachwalał terapię wspólnotową
(„Gestalt-Kibuc”), którą starał się pośpiesznie ukonstytuować,
spędzając emeryturę na wyspie w Vancouver; to kilkumiesięczne
doświadczenie przerwała jego śmierć 14 marca 1970 r. Trzydzie-
ści lat później współcześni praktycy francuscy w większości łączą
kilka typów aktywności:
* terapię indywidualną w sytuacji w diadzie (na ogół jedna se-
sja tygodniowo przez kilka lat);
* terapię indywidualną na forum grupy (na przykład jeden
wieczór co tvdzień lub ieden weekend co mieciac przez7 rok
it = e E PA TE
7 AJ
walając się asystowaniem, jeśli takie katharsis nade]dzm sponta-
nicznie), skrupulatnie przestrzegają zasad deontologicznych w ca-
łej psychoterapii: absolutnego szacunku dla klienta na wszystkich
płaszczyznach: przekonań osobistych (religijnych i politycznych),
finansów, seksualności itd.
'W ten sposób zarysowuje się powoli specyficznie francuska
forma Gestaltu, stając się spójną syntezą naszej lokalnej kultury,
przepojoną psychoanalizą i mobilizujgcq wkładem metody bar-
dziej interaktywnej, która podnosi wartość cyklu kontaktu i zja-
wisk mu towarzyszących przypadłości oraz przywraca miejsce na-
leżne emocjom, ciału i prawej półkuli mózgu.
' Niektórzy obserwatorzy podkreślają, że od około dwunastu lat
Gestalt, znajdując nowe europejskie inspiracje, rozwija się teraz
po tej stronie Atlantyku z większym wigorem i bardziej twórczo.
Miejmy nadzieję, że i za dwadzieścia pięć lat Gestalt utrzyma
się jeszcze w czołówce terapii humanistycznych, że jednak nie
160
I ZU E E U E L UT -
a światem zewnętrznym (klienci i konkurencx, ewolucja rynku)
5. Pole i system: niczego nie można analizować oddzielnie; trze-
ba dążyć do syntetycznej percepcji całości we wzajemnych inte-
rakcjach...
6. Twórcze przystosowanie: ani pasywna, rutynowa adaptacja do
otoczenia lub wymagań, ani
„rozpasana” twórczość, nielicząca się z kontekstem, lecz stałe
i swobodne dopasowywanie się.
7. Cykl doświadczenia: rozpoznać i respektować stałe fazy peł-
nego cyklu kontaktu: pre-kontakt (zanim się podejmie działanie),
włączenie najlepszego „trybu” lub hipotezy roboczej, elastyczny
kontakt (z akcją i interakcją), wyłączenie w sprzyjającym momen-
cie (ani za wcześnie, ani za późno), asymilacja doświadczenia
(z uwzględnieniem przyszłego kontaktu lub wymiany).
8. Niedomknięte Gestalty: nie dopuścić do „gnicia” źle rozwią-
zanej sytuacji ani do „pogrzebania” ukrytego konfliktu.
161
Whioski
'Właściwy Perlsowi geniusz wyraźnie naznaczył dalsza ewolucję
Gestaltu, uzupełnionego niebagatelnym wkładem pierwszych
współpracowników mistrza: Laury Perls, Paula Goodmana, Isa-
dore'a Froma, Josepha Zinkera, Ervinga i Miriam Polsterów i in-
nych.
Trzydzieści lat po śmierci Perlsa jego osobisty wpływ utrzy-
muje się w wielu kwestiach: widać go w metodzie rozwijania
awareness, stosowaniu podejścia holistycznego, w pojmowaniu
homeostazy, kontrolowanego zaangażowania terapeuty, tym, jak
rozumiany jest status agresji, w zainteresowaniu bogactwem sytu-
acji grupowej itp.
Francuscy praktycy roku 1995 nabrali natomiast trochę dy-
stansu wobec niektórych postaw czy zwyczajów twórcy metody,
a także uzupełniają i pogłębiają badania teoretyczne, uwzględnia-
ją zjawiska nieświadome i mechanizmy przeniesieniowe, prawie
już nie używają techniki „hot seat” ani rozmaitych gier i ćwiczeń
- ramteon nlreacn nie nocszukuia emocionalneso batbarsis (zado-
skostnieje i wciąż będzie w stanie przyswajać sobie nowe osiągnię-
cia badawcze z dziedziny psychologii, biologii i socjologii.
Podstawowe pojęcia Gestaltu — które właśnie pokrótce streści-
liśmy — mają zastosowanie nie tylko w dziedzinie terapii: odnajdu-
jemy je, lekko przekształcone, i w innych dziedzinach, w których
wykorzystuje się tę metodę. Dla ilustracji, i dla potrzeb zwartej
pointy, prezentujemy teraz kilka wątków do refleksji, dotyczących
zastosowania socjo-Gestaltu w przedsiębiorstwie (patrz rozdz. 5).
Dwadzieścia pojęć przydatnych w firmie
1. Now and how (teraz i jak): ważna jest przede wszystkim kon-
kretna sytuacja: jak to się dzieje dzisiaj.
2. Proces: nie tyle to, co się mówi lub co się dzieje, lecz jak się to
mówi bądź jak to się dzieje, zwłaszcza to, jak sprawy ewoluujg,
a nie po prostu ich stan („statyczny”).
3. Awareness: uważność na całą sytuację, na jej aspekty racjonal-
ne i relacyjne, obiektywne i subiektywne...
4 Kontakt oraniczny: to_ co 7achodzi miedzy n»rzedsiebiorstwem
nia).
14. „Sym-patia”: tu, w znaczeniu nadanym jej przez Perlsa jest
przeciwstawiona a-patii i em-patii. Chodzi o dzielenie się opinia-
mi i poglądami, o konfrontacje myśli, a nie o bierność albo zbyt
pochopną akceptację cudzego punktu widzenia.
15. Podejście holistyczne: syntetyczne i globalne spojrzenie na
każdą sytuację, postrzeganą w układzie jej powiązań.
16. Biegunowość: niekoniecznie trzeba wybierać między dwiema
lub więcej skrajnościami, ale starać się je łączyć, mając na wzglę-
dzie pożytki, jakie dają różne, uzupełniające się wzajemnie punk-
ty widzenia.
17. Osobiste włączanie się: odejść od neutralności zwanej
„obiektywną”, nie wahać się przed „dołożeniem ręki”, używając
całego bogactwa swojej subiektywności i intuicji.
18. Pozytywna agresja: dobrze rozegrany konflikt może być na-
prawdę produktywny: może się stać źródłem poruszenia, ożywie-
162
9. Opór: przesadna konfluencja z modą lub tendencją, introjekcja
przestarzałych zasad, projekcja swoich myśli na partnerów, kole-
gów lub klientów, reźrofleksja swojej potrzeby działania, defleksja
czy zboczenie z drogi do głównego celu w stronę czynności
o drugorzędnym znaczeniu, dewaloryzacja własnej aktywności
itp.
10. Homeostaza: optymistyczna wiara w spontaniczną samoregu-
lację każdej ludzkiej grupy, łagodząca chwilowe zakłócenia, na-
pięcia i konflikty.
11. Branie odpowiedzialności: każdy powinien czuć się kimś
współodpowiedzialnym za przedsiębiorstwo, a nie bezwolnym
i pasywnym ogniwem.
12. Eksperymentowanie: lepiej wypróbować niż rozważać
w ciemno; nie bać się konkretnych doświadczeń w realnym życiu.
13. Prawo do odmienności: każdy ma własną charyzmę; wyzna-
czyć każdemu najlepsze dlań miejsce („the right man in the right
place”): osoby nie są wymienialne jak pionki; podczas naboru
przedkładać bilans zdolności kandydata nad anonimowy „profil
<ranowicska” (netolonv na nodsrawie wrcześni.
v207 doświadcze.
nia, współzawodnictwa, twórczości...
19. Twórczość: unikać odtwarzania tego, co już wiadome i już
robione, a poszukiwać nieustannie oryginalnych innowacji.
20. Jednostka w grupie: grupa, przedsiębiorstwo czy instytucja,
nie powinna „przytłaczać” jednostki, lecz pozwolić jej realizować
się, we własnym rytmie i wraz z jej zasobami albo specyficznymi
możliwościami.
A
Agresywność: (z łac. ad-gredere, iść ku drugiej osobie; przeci-
wieństwo re-gredere, cofać się, iść do tyłu; zblizone do pro-gred-
ere, postępować, iść naprzód). W Gestalcie, podobnie jak dla
współczesnych etologów (badaczy zachowań w świecie zwierzę-
cym), kontrolowana agresywność jest „popędem życia”, nie zaś
(jak dla Freuda) „popędem śmierci”; niezbędna jest ona do ak-
tywnej asymilacji świata zewnętrznego, pozwala uniknąć intro-
jekcji: jabłko trzeba najpierw pogryźć i przeżuć (zniszczyć), by
można je było potem strawić; zanim przyjmie się podsuwane
idee, trzeba je wcześniej poddać krytyce.
Asertywność: afirmacja siebie, zgodna z adekwatnym poczu-
ciem własnej wartości, bez przechwalania się ani fałszywej
skromności. Obrona swych interesów lub swego punktu widze-
164
i
B
Biegunowość: Gestalt dąży raczej do harmonijnej integracji
przeciwnych biegunów, które dopełniają się we wszelkich ludz-
kich zachowaniach (na przykład agresywność i czułość, męskość
i kobiecość), niż do eliminowania jednego na korzyść drugiego,
czy też złudnego poszukiwania „nie-złotego” środka mdłej szaro-
ści przytępionych uczuć.
C
Cleveland: jeden z głównych Instytutów Terapii Gestalt
w USA. Chronologicznie założony jako drugi (1954 r.), ale będą-
cy najważniejszym pod względem oddziaływania opracowanych
tu teorii. Pracowali tu m. in.: Laura Perls, P. Goodman, I. From,
165
Aneks
Stownik
Niektóre z zamieszczonych tutaj terminów zostały szczegółowo
omówione w rozdziale 4, poświęconym teorii self. Poza tym wiele
z nich przywolano w rozdziale poprzednim: Dwadzieścia podsta-
wowych pojęć Gestaltu.
Słowa angielskie podano kursywą.
Definicje i komentarze
nia, bez lęku i bez odmawiania prawa do tego innym ludziom.
(Synonimem „asercji” jest afirmacja.) ”
Awareness: całościowa świadomość w bieżącej chwili, uwaga
obejmująca ogół własnych doznań cielesnych i emocjonalnych,
płynących z własnego wnętrza i z otoczenia, jak również własne
procesy poznawcze. Afirmowany przez Gestaltystów stan czujno-
ści zarazem zmysłowej, intelektualnej i intuicyjnej.
Amplifikacja: patrz wzmocnienie
(Kontrolowane) Angażowanie się: postawa świadomego za-
angażowania w relacji terapeutycznej, zalecana w Gestalcie i za-
kładająca uważne wykorzystanie przeciwprzeniesienia w interesie
klienta. Jestem tu w pełni sobą, jako osoba stanowiąca całość
i autentyczna, ale nie jestem tu dla siebie, lecz dla klienta, z któ-
rym mogę się częściowo podzielić moimi odczuciami.
.w„„.„,.„„,w„„„„,„„„„„,W,„,w„„„„,„,„.„a„,a.„l.„ma.„„
lub zakłócenia w prawidłowym przebiegu cyklu zwane są często
mechanizmami „oporu”.
Czółenko mentalne: przepływ „tam i z powrotem” pomiędzy
rzeczywistością zewnętrzną (postrzeganą społecznie) i rzeczywi-
stością wewnętrzną (przeżycie fenomenologiczne lub wyobrażo-
ne), pomiędzy emocją a werbalnym uświadomieniem (między
sercem i głową), pomiędzy codziennym życiem klienta a sytuacją
metaforycznie przedstawioną w czasie sesji TU i TERAZ, pomię- .
dzy.teraźniejszością a przeszłością itd. Termin czółenko ma w Ge-
stalcie szerokie zastosowanie.
D
Defleksja: jeden z mechanizmów „oporu” (termin zapropono-
wany przez Polsterów): defleksja polega na unikaniu kontaktu
166
2Y U w »poojjpoooj e p oUJ
'W czasie terapii Gestalt — podobnie jak w przypadku „nerwicy
przeniesieniowej” w trakcie psychoanalizy — jest to etap przej-
ściowy, który należy przezwyciężyć.
Empatia: zdolność do identyfikowania się z kimś, do odczu-
wania tego, co on odczuwa, do postawienia się na jego miejscu.
Zachwalaną przez Carla Rogersa em-patig przeciwstawiał Perls
sym-patii, kiedy to terapeuta pozwala sobie istnieć w pełni,
w swojej odrębności, ofiarowując w ten sposób klientowi partne-
ra i umożliwiając autentyczng relację „JA-TY”.
Esalen: miejscowość w Kalifornii, 300 km na południe od San
Francisco, siedziba najsłynniejszego ośrodka „nowych terapii”
zwanych „humanistycznymi”. Perls spędził tu wiele lat i tutaj
właśnie rozsławił terapię Gestalt, czyniąc z niej po trosze swego
rodzaju „spektakl”.
167
E. i M. Polster, J. Zinker, E. i S. Nevis itd. Do chwili obecnej
w Instytucie w Cleveland kształciło się ponad 800 osób (z czego
połowa na intensywnym stażu letnim, trwającym 250 godzin).
Cowichan: pod koniec 1969 r. 76-letni Perls kupił rybacki mo-
tel położony na brzegu jeziora Cowichan na wyspie Vancouver (Ka-
nada), gdzie wraz z gronem swych uczniów z Esalen założył Gestalt-
-kibuc. Mieszkał tam zaledwie sześć miesięcy, ponieważ zaraz po-
tem wyjechał do Europy i zmarł w drodze powrotnej, w Chicago.
Cykl kontaktu: podstawowe pojęcie w Gestalcie, rozwinięte
przez Goodmana w jego teorii self: W każdym działaniu wyróż-
nia on cztery główne fazy: prekontakt, nawiązanie kontaktu, peł-
ny kontakt i postkontakt (inaczej — wycofanie). Pojęcie cyklu zo-
stało przejęte przez wielu autorów, takich jak Zinker, Polster,
Katzeff, Salathe, Ginger i inni. Katzeff wyróżnia siedem faz: do-
znanie, uświadomienie (awareness), mobilizacja energii, działa-
nie, kontakt, spełnienie, wycofanie. Ginger opisuje ich pięć: pre-
Po+ zsłbyonroowiao banetalb+t srmidarmosee actrrmmilamina Drosreania
poprzez wypaczenie i skierowanie doznania w stronę strefy men-
talnej (intelektualizacja) albo przez maskowanie agresji (humo-
rem czy ironią). Może więc chodzić o ucieczkę od TU i TERAZ we
wspomnienia, projekty, abstrakcyjne rozważania itp., co Perls
uważał za „intelektualną masturbację” (mind fucking) lub „bzde-
ty” (bullshit).
Doświadczanie: Gestalt prezentuje podejście egzystencjalne
i oparte na doświadczeniu, zachęcając, by samemu żyć, doświad-
czać, odczuwać (to experience) czy tez świadomie wypróbowywać
(to experiment), początkowo symbolicznie, sytuacje, jakich się
obawiamy lub pragniemy. (Pasywne — doświadczam; aktywne —
robię doświadczenie, eksperymentuję.)
E
Egotyzm: „mechanizm oporu” o dość szczególnym charakte-
rze: sztuczny przerost ego, mający wzmocnić narcyzm i zachęcić
do brania osobistej odpowiedzialności, by przygotować do auto-
nNamii (Ohodoi wiee A erme-zoconwa nodnórke teranentyczną”
Forma (i treść): „Znaczący” i „znaczony”. Gestalt podkreśla
znaczenie procesu i formy: sposobu, w jaki coś mówimy czy robimy,
często nieświadomie lub przedświadomie; sposobu, który wzboga-
ca lub neguje zamierzoną źreść tego, co mówimy lub robimy (jak
wyraża się w intonacji, wyrażeniach, postawach, gestach itd.).
G
Głos: praca dotycząca głosu jest w Gestalcie sprawą zasadni-
czą, ponieważ sposób mówienia jest tak samo ważny, jak to, co
dana osoba mówi. Głos stłumiony;' „drewniany” czy przerywany
zdradza czasem stan ducha różny od tego, co klient wyraża wer-
balnie, i staje się w ten sposób ważną wskazówkę do pracy. Wy-
rabianie umiejętności asertywnego (z uzasadnioną pewnością sie-
bie, bez fanfaronady) wyrażania. siebie jest wykorzystywane
w grupowej terapii Gestalt.
168
Y J Y JD N N
samoistną hiperwentylację wywołaną silnym wzruszeniem.
Holizm, holistyczny: (z gr. „bołos”: cały, ten, który dotyczy
całości); Perlsa głęboko zafascynowała holistyczna teoria J. C.
Smutsa, jednego z inicjatorów Ligi Narodów, który w 1926 r.
opublikował dzieło Holizm i ewolucja, oparte na myśli Darwina,
Bergsona, Einsteina i Teilharda de Chardin.
Homeostaza: ogólna zasada samoregulacji organizmów ży-
wych (odczuwanie temperatury, głód, pragnienie...). Perls kła-
dzie duży nacisk na to pojęcie, uwydatniając je zwłaszcza w po-
śmiertnie wydanej pracy The Gestalt Approach.
Hot seat: dosłownie „gorące/parzące miejsce/ krzesło” lub
„siodełko” (odp. „być na cenzurowanym”). Ulubiona — zwłaszcza
od 1964 r., w „okresie kalifornijskim”— technika Perlsa. Perls
169
F
Feed-back: „informacja zwrotna”, odpowiedź regulująca, wy-
wołana przez sytuację. W terapii grupowej często prosi się uczest-
ników o feed-back po zakończeniu pracy indywidualnej: celem
takiego działania może być uzupełnienie informacji, pozwalające
na lepsze uświadomienie ze strony klienta kończącego pracę; naj-
częściej jednak feed-back służy przede wszystkim osobie, która go
wypowiada, zachęcając ją do wyrażenia swych odczuć, tzn. oso-
bistego echa, jakie wywołała w niej dana sytuacja; przygotowuje
się w ten sposób ewentualną późniejszą pracę tej osoby.
Figura/tło: podstawowe pojęcie psychologii Gestalt (czyli psy-
chologii postaci), które przeszło do terapii Gestalt. Osoba zdro-
wa powinna wyraźnie dostrzegać figurę dominującą w danej
chwili (czyli Gestalt), która pełnego znaczenia nabiera dopiero
przez odniesienie do zła, do dalszego planu: jak krzyk na placu
zabaw odróżnia się od krzyku nocą na ulicy.
Goodman Paul: jeden z pierwszych uczniów Fritza Perlsa,
twórcy terapii Gestalt. Był pisarzem polemistą, nadał kształt ręko-
pisowi Perlsa, redagując znaczną część fundamentalnego dzieła Ge-
stalt Therapy, będącego przede wszystkim prezentacją teorii self.
Zmarł w 1994 r.
GT: skrót oznaczający Gestalt Therapy czyli terapię Gestalt.
H
Hiperwentylacja: technika wzmożonego i/lub przyspieszone-
go oddychania, stosowana głównie w metodach takich jak bio-
energetyka, rebirthing, oddychanie holotropiczne (Grof), mająca
na celu uwolnienie warstw podkorowych poprzez „oszołomie-
nie” kontroli korowej wywołane nadmiernym natlenowaniem
krwi. Uwolnienie wypartych emocji często powoduje katharsis,
któremu niekiedy towarzyszy tężyczka. W terapii Gestalt nie sto-
cnio cie tecn ftynu coytuy rri taechniLi sanwwrajo cie isdnal -793cem
co nieświadomie rozgrywa się na „scenie wewnętrzn,ej”, by le;ie}
się temu przyjrzeć, by uwydatnić to, co jest ukryte, a następnie to
_coś zwerbalizowac’. Inscenizacja (lub „wprowadzenie w akcję”)
jest więc przeciwstawna impulsywnemu acting-outowi, który
prowadzi do spięcia, uniemożliwiając werbalne uświadomienie,
zastępując je „porywem”, trudnym do analizowania.
Insight: „olśnienie” czyli nagłe uświadomienie sobie, spowo-
dowane silnym przeżyciem wewnętrznym: „ach tak, rozumiem!”
Perls nazwał to również „satori”.
, " Introjekcja: jeden z klasycznych mechanizmów oporu, polega-
Jący na „połykaniu w całości” myśli lub zasad innych ludzi, bez ich
uprzedniego „przetrawienia” i przyswojenia sobie w indywidual-
ny sposób. Chodzi zwłaszcza o używane w każdym tradycyjnym
systemie wychowawczym wyrażenia typu „trzeba, musisz...”. na
170
W IestAable W ł PT wr UW . Ll an LWAŁ
K
Katharsis: uzewnętrznienie uczucia, niekiedy spektakularne
(złość, krzyki, szloch...), umożliwiające ewentualne odreagowanie
(emocjonalne rozładowanie wyzwalające dawny uraz), po którym
następuje odprężenie lub oddramatyzowanie. W Gestalcie ka-
tharsis nie jest obiektem systematycznych poszukiwań, natomiast
czasem pojawia się ono jako wynik wzmocnienia. Prawie zawsze
pociąga za sobą werbalizację, ułatwiającą zintergowanie.
Kibuc-group: zastosowanie zasad Gestaltu we wspólnocie
mieszkającej razem przez średni lub dłuższy czas (od kilku dni do
wielu miesięcy). Sesje terapeutyczne sensu stricto na przemian ze
wspólną pracą, nauką czy rozrywką pozwalają na wykorzystanie
doświadczenia terapeutycznego w grupie. Perls przyznawał kolej-
171
prosił klienta, aby podszedł i zajął miejsce w fotelu obok terapeu-
ty (hot seat), przez większość czasu naprzeciwko pustego krzesłą
(empty chair), na którym mógł sobie wyobrażać tę czy inną oso-
bę (na przykład swojego ojca) i zwracać się do niej.
Id: w rozumieniu gestaltowskim jedna z trzech głównych „funk-
cji” self, obejmującego ponadto ja i osobowość, Zgodnie z funkcją id
self funkcjonuje na ogół na początku cykłu, w okresie zwanym pre-
kontaktem. Według niektórych autorów, asymilacja (post-kontakt)
odbywa się także, w sposób nieświadomy, zgodnie z funkcją id.
Impas: termin, którego Perls używa w odniesieniu do psy-
chicznego zablokowania, sytuacji pozornie bez wyjścia, pozwala-
jącej przypuszczać, że doszliśmy do „sedna” problemu.
Inscenizacja: rozmyślne odegranie na zewnetrznei scenie tegn
29
przykład „nie trzeba publicznie okazywać swoich uczuć”, „nie na-
leży się masturbować (nawet w odosobnieniu)”.
J
Ja: self może funkcjonować w trzech „trybach”: id, ja, osobo-
wość. Ja jest funkcją czynną, co oznacza, że jestem świadomy
swoich potrzeb i biorę odpowiedzialność za swoje wybory. Utra-
ta funkcji „ja” (czyli ego) jest często nazywana „oporem”.
Ja/ty: aluzja do publikacji Bubera (Ja i Ty, 1923 r.), wyraża au-
tentyczną bezpośrednią relację osoby z osobą (sympatia), zaleca-
ną przez Perlsa, także w sytuacji terapeutycznej.
Jak: z punktu widzenia zasadniczej teorii fenomenologicznej
Gestalt zajmuje się bardziej tym jak, niż tym co i dlaczego, to zna-
czy, że obserwuje przede wszystkim proces i formę (na przykład
ton głosu, rytm słów) na równi z treścią zdań. Dwa słowa klucze
I WP o ŁA wmr I Lo caene AŁ
E / ć
zaspokajania potrzeb często jest nazywany cyklem kontaktu (lub
kontaktu-wycofania). Terapia odbywa się w kontakcie granicz-
nym między organizmem a jego otoczeniem. Kontake tworzy sie
mu;‘dzy mną a innymi, ale réwniez między różnymi aspektami
mnie samego (myśli, uczucia, doznania).
Kontakt graniczny: pojęcie zasadnicze w Gestalcie. Terapia
odbywa się w kortakcie granicznym między klientem a jego oto-
czen.iem (zwłaszcza terapeutą): tu właśnie można dostrzec zabu-
rzenia w kontakcie i w prawidłowym cyklu zaspokajania potrzeb
.(opory). Przykładem, a zarazem metaforą kontaktu granicznego
jest skóra: oddziela mnie ona od otoczenia, a zarazem mnie scala.
Kontinuum świadomości: nieustanny prźeplyw wrażeń,
uczuć n_lyśh, stanowiący tlo, na którym odcinają się pojawiające
się kolejno główne figury naszej uwagi. U osób cieszących się do-
172
MMAALŁAIA Ma Jawie BAA aaVIV VWY PoW ZT I TA A
ścią obrazów i skojarzeń, inaczej niż we śnie na jawie, gdzie „do-
wodzenie” przejmuje podświadomość, narzucając niejako obrazy
i scenariusz z wnętrza.
Masaż S. G. M.: „sensitive Gestalt massage” (rozwinięty przez
Amerykankę Margaret Elke). Chodzi o technikę komunikacji nie-
werbalnej ukierunkowanej na awareness doznań cielesnych obu
partnerów, którzy kolejno dają i otrzymują. Ma na celu m. in. po-
łączenie mentalnego obrazu ciała i lepsze uświadomienie kontak-
tu granicznego.
Metafora: Gestalt chętnie posługuje się językiem metaforycz-
nym — werbalnie, mową ciała lub przekazem artystycznym.
Mikrogesty: drobne automatyczne, zazwyczaj nieświadome
gesty (na przykład bębnienie palcami rąk czy poruszanie palcami
173
no pierwszefistwo terapii indywidualnej, terapii w grupie, a po-
tem terapii we wspólnocie (zob. Cowichan).
Klient: „osoba, która korzysta z czyichś usług w zamian za wy-
nagrodzenie”. Termin ten nie ogranicza si¢ do stosunków han-
filowych. Jest powszechnie używany w sektorze społecznym
1 w psychoterapii: jego konotacja jest mniej medyczna i zawiera
asPekt wspóldziałania, inaczej niż słowo bacjent (osoba, która
„Cierpi lub „znosi”, z elementem bierności). Klient ponosi’ odpo-
wiedzialność za swoje wymagania („klient jest królem”, „klient
nasz pan”).
, Konfluencja: osłabienie funkcji self, zniesienie granicy między
kl.lentcm ajego otoczeniem. Jeden z czterech klasycznych mecha-
nizmów oporu. Matka i niemowlę znajdują się w zdrowej konflu-
encji (bliskiej symbiozie), ale dwunastoletnie dziecko niezdolne
oddalić się od matki cierpi na konfluencję patologiczng. Podob-
nie dorosły, który identyfikuje się z doktryną sekty.
Kontakt: pojęcie centralne w terapii Gestalt Prawidho 11
brym zdrowiem psychicznym przepływ ten jest swobodny i regu-
larny. "
Kształcenie: kształcenie w odróżnieniu od mauczania, jest
„kształtowaniem” (Gestaltung), czyli procesem aktywnym, pro-
wadzącym do prze-kształcenia podmiotu.
M
Mandala: w sanskrycie znaczy „okrąg”. Jest to symboliczny
rysunek (lub obraz), rozplanowany zazwyczaj na okręgu lub
w kwadracie, wykorzystywany w wielu wschodnich filozofiach
przy medytacji, w poszukiwaniu prawdy wewnętrznej. Badania-
mi mandali zajmował si¢ głównie C. G. Jung. Część gestaltystów
posługuje się symbolicznym przedstawianiem graficznym uczuć
i sytuacji, a także wieloma technikami wywodzącymi się z man-
dali.
L licee za sk rn1o weorygsa oneenla mad ee
,V
z przyczyn nerwicy. Terapia będzu: więc polegać przede wszyst-
kim na zakończeniu niedomkniętych lub zastygłych Gestaltow,
tzn. na wyjaśnieniu pozostających w zawieszeniu problemów (na
przykład poczucie niekompetencji, „praca” nad niekończącą się
żałobą).
E SE EEE E E w e
Nieświadomość: w Gestalcie nie neguje się — oczywiście —
znaczenia zjawisk nieświadomych, nie stanowią one jednak głów-
nego punktu oparcia dla działania terapeutycznego. Bazuje ono
bowiem na dających się zauważyć objawach widocznych w sferze
cielesnej, emocjonalnej czy mentalnej: celowo rozpoczyna się od
powierzchni, by potem dotrzeć do głębszych nie uświadamianych
wWAarstw.
Now and how: „teraz i jak”, dwa z czterech kluczowych słów
w Gestalcie (które w języku angielskim tworzą rym: „Now and
174
p < & w7 77 D = 7
ciała, co umożliwia mu uświadomienie sobie i wykorzystanie
przeciwprzeniesienia.
Opór: pojęcie zasadnicze w Gestalcie. Chodzi przede wszyst-
kim o rozpoznanie „oporów”, które stanowią przeszkodę w swo-
bodnym przebiegu cyklu kontaktu, czyli cyklu zaspokajania po-
trzeb oraz „rozwijania” self. Do klasycznych mechanizmów opo-
ru należą: konfluencja, introjekcja, projekcja i retrofleksja.
Osobowość: zob. ja. Funkcją osobowości self jest „werbalne
wyobrazenie, jakie człowiek tworzy na swój temat”, obraz same-
go siebie, w jakim się rozpoznaje: na przykład „jestem tym, kto
lubi spokój”. Jest to więc funkcja integrująca doświadczenie, pod-
stawa poczucia tożsamości w ciągłości czasowej („Zawsze taki by-
łem”). Według wielu autorów, osobowość odgrywa rolę zwłasz-
cza przy końcu cyklu kontaktu, gdy doświadczenie dobiega koń-
175
stóp, pojawiający się „tik” lub wyraz twarzy, bawienie się pier-
ścionkiem itp.). Uświadomienie, a następnie wzmocnienie takich
gestów często pozwala klientowi nadać im znaczenie symbolicz-
ne, otwierając bogate drogi skojarzeń.
Monodram: technika psychodramy, proponowana przez Mo-
reno i często stosowana przez Perlsa, polegająca na tym, że sam
klient odgrywa kolejno różne role odnoszące się do sytuacji,
o której mówi. Może w ten sposób rozmawiać na przykład z róż-
nymi częściami swego ciala czy też nawiązać wyobrażony dialog
z jednym z rodziców, w którym sam udziela odpowiedzi, jakie so-
bie wyobraza, jakich się boi lub których pragnie (w ten sposób
prowadzi dialog ze swym rodzicielskim imago).
N
Niedomknięty (Gestalt, praca): nagromadzenie niedomknię-
tych Gestaltów świeżych lub dawnych iecr wedhio Perlea jedna
how; I and thou” = „teraz i jak”, „JA i TY?). Wyrażają one
w skrócie pełną i autentyczną relację między dwiema osobami
w TU i TERAZ sytuacji terapeutycznej: ,jak to jest między nami
tu-i-teraz?”.
[6]
Obiekt przeniesieniowy: u Winnicotta przedmiot, któremu
dziecko nadało znaczenie emocjonalne, substytut matki pełniący
funkcję samouspokojenia (na przykład pluszowy zwierzak czy też
róg kocyka lub poduszki). W szerszym znaczeniu (używanym
w Gestalcie), każdy przedmiot symbolizujący nieobecną osobę,
do której jesteśmy przywiązani.
Odczuwanie ciała: świadomość (awareness) odczuć ciała spo-
wodowanych bodźcami zewnętrznymi lub płynących z jego wnę-
trza (uczucie ucisku, „kłoda” w żołądku, „kula” w gardle itp.) jest
często wykorzystywana jako punkt wyjścia do głębszej pracy. Ze
<uel ctronyv feranenta swraca uwace 1A ol-su-n 111000 ułycenoon
BE " " " UUU E e
Polster Erv i Miriam: słynna para amerykańskich terapeutów
Gestalt, uczniów Perlsa. Wyszkolili oni setki ludzi na pięciu kon-
tynentach. Wyksztaiceni w Cleveland, przeprowadzili się potem
do Kaliforni.
Post-kontakt czyli „wycofanie”: według Goodmana czwarta
i ostatnia faza cyklu kontaktu lub zaspokajania potrzeb, zasad-
nicza faza asymilacji umożliwiająca wzbogacanie funkcji osobo-
wości.
Potrzeby: Gestalt interesuje si¢ bardziej potrzebg niż pragnie-
niem. Potrzeby mogą być organiczne (jedzenie, spanie...), psycho-
logiczne, społeczne lub duchowe: potrzeba przynależności do
grupy, potrzeba nadania sensu swemu życiu itd. (Maslow). Nie
zawsze są one jasno uświadomione czy bezpośrednio wyrażone.
176
Y B S = 777 4ę go 7 08m7 © sii
nej i dystansu społecznego (Edward Hall, 1966 r.). Temat poszu-
kiwania „właściwego dystansu” w relacji przewija się często przez
prace w konwencji Gestalt. Zwyczajowy dystans społeczny jest
bardzo zróżnicowany w zależności od kultury (w Anglii nie nale-
ży się nawzajem dotykać, w niektórych krajach latynoskich wręcz
przeciwnie).
Przeciwprzeniesienie: w wąskim znaczeniu — całość świado-
mych, a przede wszystkim podświadomych odpowiedzi terapeuty
wywołanych przez osobę klienta (a zwłaszcza jej przeniesienie).
'W szerszym rozumieniu: wszystko to, co ze strony terapeuty mo-
że wpływać na relację terapeutyczną. Gestalt proponuje świadome
wykorzystanie w terapii pewnych procesów przeciwprzeniesienio-
wych, tj. kontrolowane angażowanie się dla pożytku klienta.
Przejście do czynu: zob. inscenizacja.
177
ca, w trakcie wycofania (asymilacja doświadczenia, które wzbo-
gaci moją osobowość).
P
Perls Fritz: Psychiatra i psychoanalityk, niemiecki Żyd; w wie-
ku 56 lat wyemigrował do Stanów Zjednoczonych; uznawany za
twórcę terapii Gestalt. Zmarł w 1970 r. (patrz rozdz. 3).
Perls Laura: Z domu Lore Posner. Psycholog i psychoanali-
tyk, żona Fritza. Spotkali się u Goldsteina, którego była uczen-
nicą. Była tancerką i muzykiem, toteż podkreślała rolę sztuki
i ciała w Gestalcie. Współpracowała z Perlsem przy redagowa-
niu jego pierwszej książki, ale sama żadnej książki nie napisała
(istnieje zbiór jej arrykułów, wykładów i odczytów). Współpra-
cowała z Goodmanem w kierowaniu pierwszymi instytutami
Gestalt: w Nowym Jorku (1952) i w Cleveland (1954). Zmarła
w 1990 r.
SC
Podświadomość- natrz nieć
„Cykl zaspokajania potrzeb” często zostaje przerwany lub zakłó-
cony, a praca gestaltowska ma na celu dostrzeżenie tych przerw,
blokad czy zakłóceń (zob. „opory”).
Pre-kontakt: według Goodmana pierwsza faza cyklu kontaki-
wycofanie. Self funkcjonuje zasadniczo według trybu id (dozna-
nie, pobudzenie). U osób psychotycznych (i u niektórych nad-
miernie zabieganych biznesmenów!) pre-kontakt często ulega za-
burzeniom lub nie występuje w ogóle.
Proces: Gestalt jest terapią, która koncentruje się w o wiele
większym stopniu na procesie niż na treści, na tym, co właśnie się
dzieje TU i TERAZ, na tym jak, nie zaś co.
Projekcja: klasyczna forma oporu, polegająca na przypisywa-
niu drugiemu tego, co dotyczy nas samych: „mam wrażenie, że
pana nudzę”, „ma pan obrażoną minę”, itp. Mechanizm oporu
zaostrzony u paranoików.
ProlkcemiL>- nanka hadaiaca oroanizacie nrzectrzeni ennlecr-
B d P B s TT TT
zmu P. H dąży do przyznania człow1ekow1 maksymalnej odpo-
wiedzialności za jego wybory i przywrócenia mu jego wartości
duchowych. Gestalt bezpośrednio nawiązuje do psychologii hu-
manistycznej.
R
Retrofleksj. a: polega na zwracaniu nagromadzonej energii
przeciwko sobie samemu (na przykład masochizm lub somatyza-
cja) lub czynienie samemu sobie tego, co chcielibyśmy, aby robi-
li nam inni (na przykład przechwalanie się).
S
Self: w Gestalcie słowo to nie oznacza określonej jednostki
(jak na przykład ego w psychoanalizie), lecz proces: to, co się
178
-
*
LE 4 F UT UE E UE UE A A e
traktować sen jako retrofleksje (L. From) lub jako niedomknigty
Gestalt (Ginger). Kombinacja tych różnych podejść często wzbo-
gaca terapię.
Setting: termin angielski oznaczający otoczenie, warunki ma-
terialne, w jakich odbywa się sesja terapeutyczna: twarzą
w twarz, lezanka terapeutyczna itd. Setting może się zmieniać
w zależności od stosowanej metody, od terapeuty, od klienta i od
etapu leczenia. Ma on duży wpływ na przebieg terapii, wpływ,
z którego zarówno klient, jak niektórzy terapeuci nie zawsze wy-
starczająco zdają sobie sprawę. Sprawy toczą się odmiennie w za-
leżności od tego, czy siedzi się za biurkiem, leży się na kanapie,
siedzi się na podłodze na poduszkach itp.
Socjo-Gestalt: termin zaproponowany przez S. Gingera na
określenie gałęzi Gestaltu, stosowanej w odniesieniu do instytu-
179
|
|
i
'
Przeniesieniowy (obiekt lub przestrzeń): zob. obiekt przeniesie-
niowy. Przestrzeń przeniesieniowa (Winnicott) jest przestrzenią
gry, sztuki bądź terapii, stanem pośrednim między rzeczywistością
a wyobrażeniem. Jeśli biję się z kimś podczas sesji terapeutycznej,
to jest to realne (a nie wyobrażone) zwarcie, jednak nie atakuję re-
alnego wroga: jesteśmy w przestrzeni „pośredniej”, przeniesienio-
wej, w terapii, która dopuszcza różne eksperymenty.
Psychologia Gestalt: inaczej teoria Gestalt lub też psychologia
postaci. Kierunek w psychologii, powstały w 1912 r. pod wpły-
wem fenomenologii (Ehrenfels, Wertheimer, Koffka, Kohler).
Kładzie nacisk zwłaszcza na fakt, że „całość jest różna od sumy
poszczególnych części” i zależy od ich wielu wzajemnych oddzia-
ływań. Zwraca uwagę na subiektywność percepcji.
Psychologia humanistyczna: termin wprowadzony przez A.
Maslowa (1954 r.): „Trzecia siła”, ruch będący reakcją na „de-
terministyczną technokrację” psychoanalizy z jednej strony,
a na bebawiorvyrm 7 druolei Pozostalac w kreou eczvstenciali-
dzieje w kontakcie granicznym między organizmem i jego otocze-
niem, umożliwiając iwórcze przystosowanie. Dlatego self może
w pewnych sytuacjach (na przykład w chwilach konfluencji) zani-
kać. Teorią self nazywane jest opracowanie dokonane przed
czterdziestu laty przez Goodmana na podstawie notatek Perlsa.
Semantyka ogólna: metoda rozwinięta przez Alfreda Korzyb-
skiego (1933 r.), stawiająca sobie za cel przezwyciężenie arysto-
telesowskiej myśli binarnej (dana rzecz istnieje lub nie istnieje =
zasada wyłączonego środka). Korzybski kładzie nacisk na różnicę
pomiędzy doświadczeniem i językiem, który jest polisemiczny
(ma wiele poziomów znaczeniowych): słowo nie jest rzeczą, „ma-
pa nie jest terytorium”. Zarówno Perls, jak i Goodman długo
współpracowali z Korzybskim.
Sen: dla Perlsa — tak jak dla Freuda - sen jest „królewską dro-
gą” poznania siebie. Podejmując myśl Ranka, Perls uważa każdą
osobę czy element snu za projekcję samego śpiącego i często pro-
49
nonuie. by ie koleino ucieleśniać” Inni autorzy proponuia bv
A * * - , * ,, > *
Goldstein, Le Moigne, de Rosnay, Morin) w przeciwieństwie do
racjonalistycznej myśli newtonowsko-kartezjańskiej traktuje każ-
dy problem jako „ogół jednostek które wzajemnie na siebie od-
działują”. Gestalt jest podejściem systemowym, bada bowiem
wzajemne oddziaływanie w polu organizm/otoczenie. Inne zasto-
sowanie systemowości w psychoterapii to systemowa terapia ro-
dzin (szkoła Palo Alto: Bateson, Watzlawick).
Sytuacja niedomknięta: zob. niedomknięty
T
Transfer (przeniesienie): w psychoanalizie, intensywna relacja
uczuciowa między pacjentem i terapeutą, która częściowo powie-
la postawę z dzieciństwa; zerwica przeniesieniowa jest głównym
180
7
{
Tryb pośredni: dla Goodmana zgodnie z gramatyką grecką, tryb
— zarazem czynny i bierny — funkcjonowania self. Występuje przede
wszystkim w fazie zwanej „pełnym kontaktem”, jednocześnie czu-
ciowej i ruchowej. Klient jest jednocześnie podmiotem i przedmio-
tem swego działania. Na przykład: „my do siebie mówimy”.
Tu i teraz: ang. „here and nów”; łac. „hic et nunc”. Perls wo-
li mówić o „tu i jak” (now and how), opisując przebiegający pro-
ces w działaniu lub wzajemnym oddziaływaniu. Gestalt często był
definiowany jako „terapia tu-i-teraz”.
Twórcze przystosowanie: termin określający wzajemne ak-
tywne i zindywidualizowane oddziaływanie (nie zaś bierne i ule-
głe dostosowanie się), jakie zachodzi w kontakcie granicznym po-
między zdrową osobą a jej otoczeniem. Kazdy żyje w swoim sty-
lu, ale liczy się ze swoim środowiskiem.
181
cji czy organizacji rozumianych jako całość. Chodzi więc o Ge-
stalt instytucji, nie zaś o Gestalt w obrębie instytucji.
Stres: wewnętrzna presja psychiczna — negatywna lub pozy-
tywna — związana najczęściej z jakimś przykrym wydarzeniem ze-
wnętrznym (konflikt, żałoba itp.), lecz takze z każdą sytuacją
zmiany warunków życia (ślub, wakacje itp.). Opierając się na ba-
daniach Selyego (1956 r.), Holmes i Rahe opracowali skalg stre-
su (1967 r.). Kumulacja stresu osłabia system odpornościowy
i sprzyja występowaniu chorób (grypa, astma, rak, AIDS itd.).
Wyrażanie emocji — zalecane przez Gestalt — zmniejsza napięcia
i stres, wzmacniając tym samym system immunologiczny.
Sympatia: Perls przeciwstawia sym-patię em-patii i a-patii. Sym-
patia oznacza autentyczne zaangażowanie terapeuty w relacji „JA-
-TY”, osoby z osobą, relacji, w której nie ukrywa się on za swoim
statusem.
Systemowy: nodelście svstemowe (von Bertalanffv. 1956 r -
motorem leczenia. W Gestalcie, oczywiście, także obserwujemy
wiele spontanicznych zjawisk przeniesieniowych, które wykorzy-
stuje się w miarę potrzeb, jednak nie rozwija się sztucznie nerwicy
przeniesieniowej, powodującej uzależnienie od terapeuty. Przeciw-
przeniesienie terapeuty jest w równym stopniu wykorzystywane
jak przeniesienie klienta. Przesadny transfer może odbywać się
kosztem autentycznej relacji między osobami. Przykład transferu:
zamiast zwracać się bezpośrednio do terapeuty, klient nieświado-
mie zwraca się do swojego ojca (zatem w przeniesieniu istnieje
niewidoczny „ktoś trzeci”).
Transpersonalny: terapia może być intrapersonalna (analiza
konfliktów wewnętrznych), inter-personalna (badanie relacji po-
między osobami) lub źrans-personalna (uwzględniająca zbiorową
podświadomość oraz ezoteryczne więzi łączące rodzaj ludzki
z kosmosem, ponad jednostkami ludzkimi). Gestalt uwypukla ten
czy inny aspekt lub wszystkie trzy naraz, w zależności od stylu te-
rapeuty i potrzeb klienta.
Nallaną catjiiiolllid, iy u uuknia velapt ity vy aulijliigiiiii.
Wyłączenie się: według Gingera jest to czwarta faza cyklu kontak-
tu, faza ważna i delikatna, poprzedzająca asymilację (patrz rozdz. 4).
Wzmocnienie (amplifikacja): klasyczna dla Gestaltu technika
polegająca na zachęcaniu klienta do wzmocnienia automatycz-
nych gestów, doznań (nawet bólu) czy spontanicznych uczuć, aby
stały się one wyraźniejsze i by klient lepiej je sobie uświadomił:
w pewnym sensie ogląda się je jakby „przez lupę”, by je dokład-
niej zobaczyć.
Z
Zjawisko Zeigarnik: od nazwiska rosyjskiej psycholog, która
badała mobilizującą presję mentalną spowodowaną nieokreślo-
nym poczuciem, że mamy do skończenia jakieś zadanie. Wykorzy-
182
¥
i
z e5 B
i charakter (pod red. J. Santorskiego), Warszawa, Jacek Santorskl
& CO Agencja Wydawnicza, 1995
KEPNER J. I. Ciało w procesie terapii Gestalt. Warszawa, Wy-
dawnictwo Pusty Obłok, 1991
LEVITSKI A. Zasady i praktyki terapii Gestalt. Nowiny Psycho-
logiczne, 6-7, 1993
MELLIBRUDA J. Teoria i praktyka terapii Gestalt. W: Terapia
grupowa w psychiatrii (pod red. H. Wardaszko-Łyskowskiej)
MELLIBRUDA J. Terapia Gestalt. W: Materiały do nauczania
psychologii, seria IV, t. 5, Warszawa, Państwowe Wydawnictwo
Naukowe, 1967
PassoNs W. Zastosowanie terapii Gestalt w poradnictwie.
Warszawa, Polskie Towarzystwo Psychologiczne, 1986 (materia-
ły szkoleniowe do użytku wewnętrznego)
PERLS F. Cztery wykłady. W: Psychologia w działaniu (pod
red. K. Jankowskiego) Warszawa, Czytelnik, 1981
183
U
Unikanie (mechanizm unikania): określenie równoznaczne
z „mechanizmem obronnym”, „utratą funkcji ego” czy ,,oporem”,
W
'Własny styl: Gestalt stanowi bardziej sztukę niż naukę i zache-
ca, by każdy człowiek (klient i terapeuta) szukał swego własnego
stylu życia, oryginalnego„twórczego przystosowania”, zamiast na
próżno stosować niewzruszone reguły czy „przepisy”.
Wprowadzenie w czyn (przejście do czynu): zob. inscenizacja.
Wycofanie (inaczej „post-kontakt”): według Goodmana czwar-
ta i ostatnia faza cyklu kontaktu, umożliwia asymilację doświadcze-
nia (funkcja osobowości self) oraz buduje poczucie tozsamosci. Zbyt
gwałtowne lub zbyt powolne wycofanie (konfluencja) jest często
zeseak. z akryenonia beAro 1141t 1n1, knolarinrsio 1t~
stywana w pedagogice (uczymy się lekcji w przeddzień wieczo-
rem) i reklamie (dla podtrzymania uwagi: „jutro zdejmę poń-
czoszkę”). Zbyt częste „niedomykanie Gestaltów” jest jednak
przyczyną nerwic.
Zinker Joseph: współczesny amerykański Gestaltysta, artysta
malarz i muzyk, były wykładowca instytutu w Cleveland, uczeń
Perlsa, znany ze swojej pracy nad twórczością w Gestalcie, jak
również ze swoich prac na temat Gestaltu par.
Wybrana bibliografia polska
CHU V. Psychoterapia Gestalt. Łódź, Kanon, 1993
DAVIDSON I. Tu i teraz: uzdrowienie chrześcijańskie a terapia
Gestalt. Kraków, M, 1996
EICHELBERGER W. Pomóż sobie, daj światu odetchnąć. Warsza-
wa, Agencja Wydawnicza Tu, 1995.
KawaLErROWICZ A. Terapia osób z zaburzeniami charakteru
feadhio Oneej'arn YVanteffa) W- Roonnnne 1 dialoe (nr 5)- Cialo
vvyorana bioliogralia francuska
DELISLE, G. Les troubles de la personnalité, perspective gestal-
tiste. Montreal, Le Reflet 1991
DELSLE, G. La relation d’objet en Gestalt-thérapie. Montreal,
Le Reflet 1998
DELISLE, G. Vers une psychothérapie du lien. Montreal, Le Re-
flet 2001
GINGER, S. La Gestalt-thérapie [...] dans la pratique hospita-
liżre ss. 279-304) w: Former a I’hépital, HONORE B. i in., Toulo-
use, Privat,:1983
GINGER;. S. La Gestalt: une troisićme voie? (ss. 53-71)
w: Le Développement personnel et les Travailleurs sociaux. VA-
NOYE, GINGER (RED.) Paryż, E. S. F 1985
GINGER, S., GINGER, A. La Gestalt, une thérapie du contact.
Paryż, Hommes et Groupes (wyd. pierwsze 1987) wyd. szóste
2000 :
184
b
?
ENRIGHT J. — Enlightening Gestalt. Mill Valley, Pro Telos 1980
ERSKINE R., MOURSUND J. Integrative Psychotherapy in Action.
Londyn, Sage 1988
FAGAN J., SHEPHERD I. Gestalt Therapy Now. Nowy Jork, Har-
per & Row 1970
FAGAN J., SHEPHERD 1. What is Gestalt? Nowy Jork, Harper &
Row 1970
FEDER B., RONALL R. Beyond the Hot Seat. Nowy Jork, Brun-
ner/Mazel 1980
GAINES J. Fritz Perls Here and Now. Milbrae, Celestial Arts 1979
GINGER S. I IN. — International Glossary of Gestalt Therapy. Pa-
ryż, FORGE, 1995
HycNER R., JACOBS L. The healing Relationship in Gestalt
Therapy. N. Y. GT. Journal.
LATNER J. The Gestalt Therapy Book. Nowy Jork, Bantam Bo-
oks 1972
185
SCHOEN S. Uwagi o gestaltowskiej odpowiedzialności i bud-
dyjskim nieprzywiązywaniu się. W: Rezonans i dialog (nr 7): Dy-
namika uzdrawiajgcego spotkania (pod red. J. Santorskiego),
Warszawa, Jacek Santorski & CO Agencja Wydawnicza, 1993
TANALSKA A. Relacje Ja-Ty w terapii Gestalt. W: Nowe zjawi-
ska w psychoterapii (pod red. M. Lis-Turlejskiej), Warszawa, Ja-
cek Santorski & CO Agencja Wydawnicza, 1991
YONTEFF G. Dialog w terapii Gestalt. W: Rezonans i dialog:
Zakłócenia kontaktu w pomaganiu (pod red. J. Santorskiego),
'Warszawa, Polskie Towarzystwo Psychologiczne, 1988 (na pra-
wach rękopisu)
ZINKER J. Twórczy proces w terapii Gestalr. Warszawa, Jacek
Santorski, 1989 (materialy szkoleniowe Laboratorium Psycho-
edukacji, na prawach rękopisu). Przez pstchorerapię ku duchowej
edukacji. Tom I Bioenergetyka i Gestalt; Tom II Gestalt i medy-
tacja (wybór opracowań), Warszawa, Stowarzyszenie Buddyjskie
Zen CZOGIE w Polsce, 1983 (do urzytku wewnętrznego).
YK 4
é
GINGER, S. La Gestalt, I'art du contact. Marabout, Bruksela
1995, wyd. piąte 2001 :
JOUVET, M. Le sommeil et le ręve. Paryż, Odile Jacob 1992
JustoN Didier. Le Transfert en psychanalyse et en Gestalt-
thérapie. Lille, La Boite de Pandore 1990
MARC, E. Le Guide pratique des Nouvelles Thérapies. Paryż.
Retz (wyd. pierwsze 1982) wyd. trzecie 1988
MASQUELIER, G.. Vouloir sa vie. La Gestalt-thérapie aujo-
urd'bui. Paryż, Retz 1999
PETIT, M. La Gestalt, Therapie de Iici-maintenant, Paryż
(wyd. pierwsze: Retz, 1980) wyd. piąte: E. S. F. 1996
ROBINE J. M. La Gestalt-thérapie. Ed. Morisset, Paryż 1994
Wybrana bibliografia angielska
CLARKSON P. Gestalt Counselling in Action. Londyn, Sage 1989
CLARKSON P. 8 MACKEWN J. Fritz Perls. Londyn, Sage 1993
CLARKSON P. The Therapeutic Relationship. Londyn, Whurr
109¢
Y y o kr
Press 1969
PERLS F. Legacy from Fritz. Palo Alto, Science & Behavior Bo-
oks 1975
PERLS F. The Gestalt Approach & Eye Witness to Therapy. No-
wy Jork, Bantam Books 1973
PERLS Laura. Living at the Boundary. Highland, NY, The Ge-
stalt Journal 1992
POLSTER E. & M. Gestalt Therapy Integrated. Nowy Jork, Vin-
tage Books 1973
POLSTER E. Every Person’s Life Is Worth A Novel. Nowy Jork,
Norton & Company 1987
POLSTER E. A Population of Selves. San Francisco, Jossey-Bass 1995
PoLSTER Miriam. Eve's Daughter, the Forbidden Heroism of
Women 1992
SHEPARD M. Fritz: an Intimate Portrait of Fritz Perls and Ge-
stalt Therapy. Nowy Jork,
186
3
LA ZW
ZINKER J. In Search of Good Form. GT with Couples end Fa-
milies. San Francisco, Jossey-Bass 1994
LEVITSKY, PERLS, F. Group Therapy Today: Styles, Methods and
Techniques. Atherton 1969 ,
INARANJO C. The Technics of Gestalt Therapy. Berkeley, SAT
Press 1973
MILLER M. V. Intimate Terrorism: the Deterioration of Erotic
Life. Nowy Jork, GT. Journal. 1995
NARANJO C. Gestalt Therapy: the Attitude and Practice of an
Atheoritical Experientialism. Nevada City, Gateways 1993
Nevis E. Organizational Consulting: a Gestalt Approach. Nowy
Jork, Cleveland Press 1988
OAKLANDER V. Windows to Our Children. Moab, Real People
Press 1978
PERLS F., HEFFERLINE R., GOODMAN P. Gestalt Therapy. Nowy
Jork, Julian Press 1951
PERLS F. Ego, Hunger and Aggression: a Revision of Freud's
Theory‘ and Method. Durban, 1942; Londyn, 1947.
PERLS F. Gestalt Therapy Verbatim. Moab, Real People Press
1969
Dcorc E Tu suh Dt tho (avhace Pail 1T a Favette Raal Dornla
Saturday Review Press 1975
SIMKIN J. Mini-lectures in Gestalt Therapy. Albany, Word
Press 1974
SMITH E. — The Growing Edge of Gestalt Therapy. Nowy Jork,
Brunner/Mazel 1976
STEVENS B. Don't Push the River. Moab, Real People Press 1970
STEVENS J. Awareness: Exploring, Experimenting, Experien-
cing. Moab, Real People Press 1971
STEVENS J. Gestalt is. Nowy Jork, Bantam Books 1975
STOEHR T. Here, Now, Next: Paul Goodman and the Origins
of Gestalt Therapy. GIC 1994
THE GESTALT JOURNAL: 2 tomy rocznie, od 1978, Highland,
Nowy Jork
WHEELER G. Gestalt Reconsidered: a New Approach to Con-
tact and Resistance. Nowy Jork, Cleveland Press 1991
ZINKER J. Creative Process in Gestalt Therapy. Nowy Jork,
Brunner/Mazel 1977
ZINKER J. In Search of Good Form. Gestalt Institute of Cleve-
114 1004
A może po prostu „dobrze się czujesz w swojej skórze”... lecz
chciałbyś maksymalnie wykorzystać cały swój potencjał: być bar-
dziej twórczym, bardziej przedsiębiorczym, pogodniejszym,
chcesz się umocnić w swoich duchowych poszukiwaniach, rozwi-
nąć poznanie samego siebie i innych, wzbogacić swój związek
i w ogóle swoje relacje itp.
Albo jeszcze inaczej, pracujesz w zawodzie wymagającym kon-
taktów z ludźmi: jesteś wychowawcą-specjalistą, pracownikiem
opieki społecznej, pielęgniarzem, psychologiem, lekarzem, na-
uczycielem, instruktorem, osobą odpowiedzialną za stosunki mię-
dzyludzkie w jakiejś organizacji, pastorem itp., a chcesz pogłębić
'i wysubtelnić swoje zrozumienie i oddanie bliźniemu za pomocą
„narzędzia, jakim jest Gestalt”, dostosowując je do własnej osobo-
wości, czy wręcz chciałbyś sam zostać psychoterapeuts...
188
' sk
M VoYt J aa Oy M NI Y IYMIAS Zo ANI ZB p
szonym o zmianę miejsca, o zwrócenie się do kogoś, o rysowanie
itp. Zawsze ma się pełną swobodę przyjęcia lub odrzucenia każ-
dej propozycji trenera. Każdy pracuje w swoim rytmie i na wy-
brane przez siebie tematy. Można nawet pozostawać biernym, ja-
ko świadek milcząco uczestniczący „sercem”. Wszystko, o czym
się mówi w grupie jest objęte „wspólną tajemnicą”, i zazwyczaj
wszyscy dochowują dyskrecji.
Oczywiście, możesz także konsultować się z terapeutą indywi-
dualnie — co wydaje się prostsze i zwyczajniejsze, choćby przez
swoje podobieństwo do korzystania z porady lekarza czy psycho-
loga. Być może o pewnych osobistych czy intymnych trudno-
ściach wygodniej ci będzie mówić w atmosferze poufności. Tera-
peuta przyjmie cię bez osądzania, nawiąże z tobą bezpośredni
i ciepły kontakt. Uważnie cię wysłucha, ale nie będzie cię onie-
śmielać „zasklepiając się w milczeniu”.
189
Informacje praktyczne
Doświadczasz życiowych trudności... cierpienia czy różnych
klopotów, przejściowych bądź chronicznych, przytłacza cię: zmę-
czenie, smutek, samotność, żałoba, przesadna nieśmiałość, niepo-
kój, depresja; wzburzenie, niemożność skupienia się na jednym
działaniu czy myśli; impulsywność, napady złości, trudności sek-
sualne lub emocjonalne, problemy z dziećmi, rodzicami, z praco-
dawcą; problemy z gospodarowaniem pieniędzmi lub z jedze-
niem (anoreksja, bulimia); choroba fizyczna lub psychosomatycz-
na: trudna do podiecia ważna decvzia ir
Jak się do tego zabrać?
Od czego zacząć?
Terapia indywidualna czy terapia w grupie?
Jeśli nic nie wiesz o Gestalcie ani o psychoterapii, możesz wziąć
udział w wykładzie (z demonstracją lub bez) albo — jeszcze lepiej
— w „dniu kontaktu”; pozwoli ci to osobiście, zgodnie z twoimi
własnymi decyzjami, uczestniczyć w kilku krótkich sekwencjach
„pracy” i wyrobić sobie dokładniejsze pojęcie o procesie kontak-
tu proponowanym przez Gestalt.
Aby uzyskać głębsze rozpoznanie lub mieć możliwość rozwoju
osobistych zasobów, możesz wziąć udział w trwającej dwa lub
trzy dni grupie otwarcia. Większość tych treningów nie zakłada
wstępnie żadnego szczególnego tematu, możesz więc wprowadzić
doń to, co cię aktualnie porusza — z dowolnej dziedziny - i starać
się nieco wyraźniej to zobaczyć z pomocą terapeuty (lub terapeu-
tów) prowadzącego grupę.
Każdy uczestnik wyraża się we własnym imieniu, gdy tego
chce, i trwa to bardzo różnie: od kilku minut nawet do godziny.
NTa Ao al rarmyrna cio AA + keeionia vl ot vt TnoŁtaŹ T
4 7 gw
więcej czasu... i pieniędzy (patrz dale] — średnie opłaty). Połą-
czenie obu form (u tego samego terapeuty) wyraźnie jednak
przyspiesza i pogłębia pracę; grupa pozwala wypróbować wiele
sytuacji i mocniej pobudza emocje; praca indywidualna często
pozwala doprecyzować i zasymilować treści zgodnie z własnym
rytmem.
Równie dobrze można zacząć od indywidualnych spotkań,
a potem dołączyć do grupy, albo na odwrót, zacząć od grupy,
a później kontynuować pracę na sesjach indywidualnych — tak sa-
mo, naturąlnie, jak można zadowolić się jedną z tych form! Nie-
którzy terapeuci praktykują tylko w jeden sposób, ale większość
potrafi zaoferować oba. Można także pracować indywidualnie
z jednym, a uczestniczyć w grupie prowadzonej przez innych te-
rapeutów - to jednak wymaga pewnej ostrożności, koniecznej, by
uchronić się przed zbytnim rozproszeniem i unikaniem niewy-
godnych kwestii.
190
YO TRJ Z p li i A b mo
Zanim dokona się ostatecznego wyboru na długie miesiące in-
tymnej i poufnej pracy, można w każdym razie spotkac się z dwo-
ma czy trzema terapeutami. W takim kontakcie trzeba się czuć
dobrze i mieć poczucie bezpieczeństwa. U niektórych terapeutów
pierwsze spotkanie (nawiązanie kontaktu) jest bezpłatne.
Pierwsze kontakty? Co mu powiedzieć?
Drobiazgowe przygotowania do pierwszego spotkania nie są ko-
nieczne; lepiej być spontanicznym i improwizować.
1 Podobnie jak we Francji, również w Polsce status zawodowy
psychologa jak i psychoterapeuty nie jest prawnie uregulowany. Trwają
prace nad ustawą o tym zawodzie. Tymczasem można sprawdzić, czy
psychoterapeuta posiada licencję któregoś z renomowanych ośrodków
szkoleniowych tworzonych zazwyczaj wokół konkretnej orientacji tera-
peutycznej. (przyp. red.)
191
Terapeuta powie ci, jakie są jego ogólne odczucia, kiedy cię
słucha. Może ci zaproponować serię spotkań wspierających albo
właściwą psychoterapię — co wiąże się z pewnymi zobowiązania-
mi, obejmującymi regularne kontakty przez pewien czas: na
przykład jedna godzina tygodniowo przez ileś miesięcy (od kilku
miesięcy do dwóch czy trzech lat, w zależności od przypadku).
Może również zaproponować pracę w grupie: grupa często oka-
zuje się cenną pomocą. Inne osoby wyrażają własne troski, często
mniej lub bardziej bliskie naszym, czujemy się więc mniej osamot-
nieni, otoczeni klimatem ciepła i tolerancji, stworzonym przez
psychoterapeutę gestaltystę. Zamiast poczucia onieśmielenia
(którego czasami z góry się obawiamy), czujemy się lepiej rozu-
miani i nawiązujemy przyjaźnie. Tak naprawdę, często łatwiej jest
zaczynać w grupie niż od indywidualnych spotkań, ale o tym,
oczywiście, każdy rozstrzyga samodzielnie.
Najciekawszym sposobem jest kombinacja obutych form:
terapia indywidualna, (na przykład godzina tygodniowo) + te-
rapia w malej grupie (na przykład jeden wieczór co dwa tygo-
dnie lub ieden weekend w miesiacu) Wvmaoca to iednol miamm
sBoi wi
e Ay it Sl .
Jak wybrać sobie terapeutę?
Jakie podjąć środki ostrożności?
Jakich gwarancji oczekiwać?
Chodzi tu o kwestię kluczową, gdyż wybór właściwego tera-
peuty jest ważniejszy niż wybór właściwej metody!
Można się dowiedzieć, czy terapeuta kształcił się w renomo-
wanej instytucji, czy korzysta z superwizji. Najprościej zapytać go
o to wprost. Naprawdę, dobry, dobrze wykształcony terapeuta
nie ma nic do ukrycia.
'W razie wątpliwości, nie wahajmy się zatelefonować do sto-
warzyszenia (Societe Francaise de Gestalt) lub bezpośrednio do
instytutu, w którym terapeuta się kształcił. Sam tytuł „psychote-
rapeuty” nie jest jeszcze chroniony prawem francuskim, każdy
więc może się za takiego podawać, bez ryzyka, że będzie za to ści-
gany sądownie!
Francuski związek zawodowy psychoterapeutów (Federation
Francaise de Psychotherapie) w porozumieniu z instytucjami mię-
dzynarodowymi (European Association for Psychotherapy) ak-
1
+erynia waralb--y » charyfinyna Ala wcerohnesranii lanioln ni
Nie! Terapię Gestalt mozna podjąć w każdym wieku: niektó-
rzy terapeuci są bardziej przyzwyczajeni do pracy z małymi dzieć-
mi lub z młodzieżą. Można również zacząć terapię w podeszłym
wieku: stąd wielu klientów zasięga porady, by stawić czoła trud-
nościom związanym z przejściem na emeryturę.
Rozumie się, że styl terapii bywa zróżnicowany się w zależno-
ści od wieku klienta (lecz także jego poziomu wykształcenia i od
osobowości). Terapia w mniejszym lub większym stopniu polegać
może na wymianie słownej albo, przeciwnie, doceniać inne środ-
ki wyrazu: rysunek, gra, ruch, kontake fizyczny itp.
Jak długo może trwać terapia?
Bardzo trudno to ocenić z góry: wszystko zależy od twoich pro-
blemów, twojej osobowości, twoich celéw... i od zwyczajów psycho-
terapeuty! Przeciętnie, pogłębiona terapia indywidualna trwa od ro-
192
ZZ YV ALy AAZ YD J i wI
Ile mnie to będzie kosztować?
Czy jest to objęte ubezpieczeniem?
Ceny każdy terapeuta ustala wedle uznania: różnicują się one
zależnie od doświadczenia, kompetencji, czy specjalizacji tera-
peuty, jak również od usytuowania gabinetu.
Oto, dla orientacji, przeciętne stawki stosowane w 2001 r.
w krajach frankofońskich:
Srednia cena Godzina Dzień 6-8 godz.
w 2001 r. psychoterapii treningu
indywidualnej intensywnego
Francja 35-75€ 75 -120€
Belgia 30-50€ 75 -100€
Kanada 75 $ CDN 100 — 200 $ CDN
Szwajcaria 80 — 120 FS 100 — 140 FS
193
Na ogół sprecyzujemy wtedy swoje motywacje: czego poszu-
kujemy? Jakich dosw1adczamy trudności? Jakich spodziewamy
si¢ rezultatów?
Możemy wspomnieć o naszych wcześniejszych doświadcze-
niach w pracy nad sobą (jeśli takie były), czy też zasygnalizować,
że bierzemy leki. Zazwyczaj nie jest wskazane, by jednocześnie
korzystać z dwóch psychoterapii indywidualnych (na przykład
jedna psychoanalityczna i druga terapia Gestalt). Jest natomiast
możliwe, by uczęszczać na psychoanalizę i równolegle na terapię
Gestalt w grupie, lecz takie połączenie musi być zgodne z zasada-
mi pracy obu psychoterapeutów.
Oczywiście, wszystko, o czym powiedzieliśmy w trakcie sesji,
objęte jest ścisłą tajermnicą zawodową. Jeśli posyłacie na terapię
własne dziecko, terapeuta zachowa daleko idącą dyskrecję co do
zwierzeń dziecka podczas sesji i poda wam tylko bardzo ogólne
informacje; wysłucha was jednak z wielką uwagą.
Czy mój wiek jest przeszkodą?
A i AL DR A
ku do kilku lat, przyjmując, że odbywamy jedną około godzinną se-
sję tygodniowo, co daje około 40 godzin rocznie (uwzględniając wa-
kacje, nieobecności, choroby itp.), czyli w sumie ponad 100 godzin.
Niektóre terapie trwają jednak krócej, a są przy tym równie
skuteczne (niekiedy już po sześciu miesiącach stwierdza się po-
ważne i trwałe zmiany); inne przeciwnie, dopiero po wielu mie-
siącach zaczynają przynosić wyraźne efekty.
Połączenie sesji indywidualnych z terapią w grupie na ogół od-
czuwalnie przyspiesza ten proces; grupa ułatwia mobilizację
w obszarze ciała i emocji — co oddziaływuje na głębokie struktu-
ry mózgu. Terapia w grupie często umożliwia pracę z koterapeu-
tami obojga płci, a to wzbogaca poznanie i możliwość wykorzy-
stania różnych interwencji.
Można także podjąć terapię „wspierającą”, krótszą i bardziej
powierzchowną, właściwą na przykład w sytuacji, gdy chcemy,
aby ktoś pomógł nam podołać trudnej próbie (jak żałoba, rozłą-
ka, bezrobocie, itd.). W pewnych przypadkach wystarczy kilka
spotkań, by wyzwolić pozytywny proces radzenia sobie z proble-
ey fenkamo. lntaonornyymy tecnier Jm yh trey nir
Podstawowe ryzyko wywodzi się z błędnego wyboru „tera-
peuty”: patrz wyżej. Szarlatani, bez wystarczającego wykształce-
nia nie należą do wyjątków.
Dobrze prowadzona przez kompetentnego terapeutę terapia
nie przedstawia sobą żadnego ryzyka: może co najwyżej powstać
pewne zaburzenie równowagi między klientem i jego współmał-
żonkiem, gdyż ten ostatni może się poczuć zdezorientowany. Jeśli
wyłaniają się jakieś prawdziwe problemy, to znaczy, że już wcze-
śniej się w cichości „wykłuwały”, a terapia jedynie przyspieszyła
proces rozpadu związku. Bardzo wiele par zauważyło natomiast,
2 Sytuacja psychoterapii polskiej jest nieco zbliżona do francuskiej.
'W ramach ubezpieczenia można otrzymać do kilku sesji terapeutycznych
w ośrodkach, które zawarly kontrakty z NFZ na świadczenie takich usług.
Dalsze sesje — jeśli są wskazane i klient chce kontynuować terapię — są nie-
stety pełnopłatne. Przeciętne ceny wahają się od 50 do 150 PLN za go-
dzinną sesję. Dzień treningu kosztuje około 150 — 200 PLN. (przyp. red.)
194
1 -
opowiada (zwłaszcza terapeuci dziecięcy)! Postępy nie będą na-
tychmiastowe; może się nawet zdarzyć, że przez pewien czas za-
obserwujemy przejściowe pogłębienie pewnych problemów, wy-
nikające z tego, że dziecko czuje się „ważne”: podobnie jak wte-
dy, gdy otworzymy ranę, by ją wyleczyć, albo kiedy idziemy do
dentysty. Bądź więc cierpliwy...
Jeśli współmałżonek chce terapii (lub się na nią zgadza), waż-
ne jest, by umówił się osobiscie, a nie za twoim pośrednictwem.
Dobrze jest dać mu adresy wielu terapentów, aby poczul, że wy-
bór zależy od niego. Narzucony terapeuta nie będzie skuteczny.
Chcielibyśmy odbyć terapię dla par
Jest na to wiele sposobów:
— Każdy z osobna odbywa terapię indywidualng, przy czym
każde ma swojego terapeutę.
195
Do dzisiaj, psychoterapia jako taka nie jest we Francji objęta
ubezpieczeniem społecznym. Jedynie lekarze mają prawo przepi-
sać w karcie choroby serię — na ogół limitowaną — spotkań tera-
peutycznych. Lecz przeważnie ich honoraria znacznie przekra-
czają kwoty pokrywane przez ubezpieczenie społeczne — które
bazują na „normalnych” konsultacjach, trwających 10 — 20 mi-
nut, podczas gdy psychoterapia trwa dłużej niż dwa razy tyle...
Niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe obejmują psychoterapię,
nawet jeśli nie prowadzi jej lekarz.
Zasięgnij informacji. Ustawodawstwo różnicuje się zależnie
od kraju. Spodziewamy się większej elastyczności, zważywszy, że
wcześnie podjęta psychoterapia może w przyszłości oszczędzić
wielu kosztów medycznych.?
Nierzadko, pierwsze spotkanie (nawiązanie głębszego kontak-
tu przed podjęciem decyzji) będzie bezpłatne.
Jakie ponoszę ryzyko?
Czy są przeciwwskazania?
|
że w efekcie terapii ich wiezi wzmocniły się i pogłębiły; korzyści
znacznie przewyzszaja skutki uboczne... ale częściej mówi się
o tych ostatnich, gdyż są bardziej spektakularne! Gdy jedno z part-
nerów rozpoczyna terapię, w niektórych wypadkach może być
dobrze, żeby w tym samych czasie drugie też się nad sobą pomę-
czyło, ale niech lepiej robi u innego terapeuty; pozwoli to uniknąć
zamieszania w trójkącie między terapeutą a dwoma klientami;
mogą tez oboje razem podjąć terapię dla par.
Czy mogę zapewnić pomoc mojemu dziecku?
Mojemu współmałżonkowi?
Naturalnie, możesz poprosić o terapię dla dziecka, ale wyma-
ga to wyraźnej zgody jego samego, inaczej terapia będzie niesku-
teczna. Terapeuta (lub terapeutka) na ogół przyjmie je samo, na-
wet jeśli to rodzic je przyprowadził. Najważniejsze, aby dziecko
miało pełną swobodę wyrażania, i mogło porozmawiać z tera-
peutą bez obecności dorosłych, w tym i rodziców. Nie obawiaj-
cie się, terapeuci są przyzwyczajeni do różnych dziecięcych fanta-
nie wezma z7a dobra monete” wszystkiego. o czym dziecko
sn-
Mamy problemy w naszej instytucji,
w naszym przedsiębiorstwie
'W takim przypadku nie chodzi już o „terapię”, lecz o inter-
wencję psychospołeczną. Problemy czy zmartwienia mogą być
wszelakiego rodzaju: konflikty lub kryzys instytucjonalny; zmia-
na profilu lub planowana restrukturyzacja; pobudzenie kreatyw-
ności itp. (patrz: rozdział o socjo-Gestalcie).
Osoba przeprowadzająca tego rodzaju interwencję powinna
specjalizować się w tego typu działaniach, wymagających szcze-
gólnej ostrożności, pozwalającej uniknąć niepotrzebnego zamie-
szania. Należy uzyskać wcześniejszą zgodę dyrekcji i przedstawi-
cieli załogi. Interwencja może być doraźna (jeden lub kilka kolej-
nych dni) bądź regularna, rozłożona na jakiś czas (jeden lub kil-
ka dni w miesiącu bądź w kwartale).
196
At ot TNT 1
1
. Pmktył;% w swoim zawodzie (na przyxiad młmmuxln uw:› -::lż
* Egzamin wsiępny lub konkurs w -wy-bran(?) szko ke c-zyex " t:fl_
tucie, w formie: rozmowy kwalifikacy]n.e], stażu sele -cyłnv Ęowa_
bo próbnego roku. Wymaga się ogól?›e] wewrllętrzn-e) k;o; >
gi, elastyczności i otwartości na lud?n, dyr'namlzmu kl_l e ty\;v:r ”
ści, zdolności do osobistego zaangażowania, głębokiego, a
ego itp. ,
Zem' k;:;:;l::;r; sgzkotlżnie trwa od 3 do 4 lat iAiest roziozon}e]
w czasie: w sumie minimum 600 godzin w 'for.mle -okres(ł›lwycs'i
zgrupowań (na przykład pięć cztero- lub plęClodnlogva / ;Z r;
w roku) albo intensywnych sesji (na [:›rzykład trzy tygodnie
przez dwa kolejne lata — po roku próbnym).
Obejmuje ono wykłady teoretyczne i metodologię, pr-zyswole—
nie bewncj ilości technik, praktyczne eksperymentowanie, treno-
197
— Oboje wspólnie korzystają z jednego lub z pary terapeutów.
'W takim — najbardziej klasycznym — przypadku, niektórzy te-
rapeuci uzgadniają kilka dodatkowych sesji indywidualnych dla
każdego z partnerów, aby dać im możliwość wyrażenia pewnych
spraw, o których osoby pozostające w związku wolą nie wspomi-
nać w obecności partnera. Takie zwierzenia są naturalnie objęte
tajemnicą.
— Oboje przez kilka dni wspólnie uczestniczą w intensywnym
treningu, jak w swego rodzaju „rekolekcjach”, by się rozeznać
w stanie swojego związku.
— Oboje razem uczestniczą w treningu dla par. Zatem praca od-
bywa się w grupie, w której wszystkich obowiązuje zachowanie ta-
jemnicy. Niektóre pary przychodzą, by przezwyciężyć swoje trud-
ności, a nawet po to, by „godnie się rozstać”, nie ponosząc nad-
miernych szkód. Inne pary przychodzą, by ulepszyć i wzbogacić
już i tak zadowalającą relację. Taka mieszanka rozmaitych przy-
padków jest często bardzo korzystna i otwiera niespodziewane
perspektywy.
e
Kształcenie: chcę zostać zawodowym terapeutą Gestalt
Jak tego dokonać? _
Warunki przyjęcia na szkolenie (lub wstępne wymogi) różnią
i zności od i 6 kół. .
sie nieco w zależności od instytutów czy SZ D
Ś Szkolenie praktyków Gestaltu (w zakresie psychoterapii, działań
psychospołecznych czy dla potrzeb przedsiębiorstw) n? (żgoł zakłada:
+ Pewną osobistą dojrzałość (średnia wieku wśród l}czqcy.‘f:h
się wynosi we Francji blisko czterdzieści lat, a kandydaci poniżej
trzydziestki należą do wyjątków), , ,
y' Pogłębioną żerapię osobistą (indywidualną lub w grupie,
ajlepiej obie), , , -
) n'] Ppoz;om wykształcenia ,matura + 37, czyli: maglsteru(;m
z psychologii lub pedagogiki, dyplom zav.vodowy z zle(\ikxl“esuwrzz é)"N
cyny lub psychosocjologii, przygotowujący do tal Ę zwe v
jak: wychowawca specjalista, pracownik pomocy spo ecznej, ;})1 <
lęgniarz, specjalista w zakresie praktyk parar-nedycznych, ;l›(syc Y
log, lekarz, nauczyciel, specjalista kształcenia dorosłych, konsu
tan)t w przedsiębiorstwie, kierownik kadr itp. Dopuszczalne są tu
newne odstepstwa.
A e
szpitale, domy poprawcze, przedsiębiorstwa itp.)
Dyplomy wydawane na zakończenie szkolenia mają charakter
prywatny, bowiem specyficzny zawód psychoterapeuty nie jest
jeszcze we Francji oficjalnie uznany (jest natomiast uznawany
w Austrii i w Anglii, niezależnie od zawodu psychologa czy leka-
rza). W praktyce jednak dyplomy te honorowane są przez rozma-
ite organy administracji publicznej i prywatnej. Po trzech latach
stałej praktyki, kontrolowanej przez superwizora, młody terapeu-
ta może prosić o przyjęcie do Stowarzyszenia (Societe Francaise
de Gestalt „SFG”), które skupia członków wywodzących się
z różnych instytutów i reprezentujących różne kierunki kształce-
nia. Może on też zwrócić się o wpisanie na listę Związku (Syndi-
cat National des Praticiens de la Psychotherapie „SNPPsy”)
3 W Polsce koszt całościowy takiego szkolenia może wynosić od kil-
ku do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
198
wanie pod kontrolą superwizora, omawianie przypadków, itp.,
jak réwniez napisanie i obronę pracy końcowej. Wszystko to
dzieje się w atmosferze stałego osobistego zaangazowania.
Szkolenie podstawowe może być poszerzone kształceniem za-
awansowanym, trwającycm dwa lata lub więcej, które obejmuje re-
gularną superwizję, wykłady pogłębiające wiedzę (psychopatologia,
teoria przeniesieni itd.) lub specjalistyczne (terapie dziecięce, mał-
żeńskie, chorych psychicznie, interwencje w przedsiębiorstwie, itp.).
W sumie, pełne wykształcenie psychoterapeuty Gestalt zajmu-
je faktycznie co najmniej 2000 godzin (w ciągu 5 do 7 lat), włą-
czając w to:
* osobistą psychoterapię,
* szkolenie teoretyczne i metodologiczne
* praktykę z klientami kontrolowaną przez superwizora (mi-
nimum 1000 godzin).
Koszt takiej edukacji waha się w zależności od instytutu (rzę-
du 15 do 20 000 FF rocznie, często płacone w kilku ratach)3.
Niektóre szkolenia mogą być finansowane przez pracodawcę
w ramach dokształcania ustawicznego (instytucjach takich jak
i umieszczenie w Roczniku (Annuaire) tego organu; może rów-
nież wstąpić do federacji (Federation Francaise de Psychtherapie
*PFdP”) i być wpisanym do Rejestru Psychoterapeutów (Registre
National des Psychotherapeutes).
W 2001 r. było we Francji około żysiąca dyplomowanych
praktyków. Większość z nich pracuje w prywatnych gabinetach
i przyjmuje klientów na sesjach indywidualnych. Niektórzy pro-
wadzą również terapię w grupie. Inni wyspecjalizowali się w pra-
cy z pewną kategorią klientów (dzieci lub młodzież, pary, chorzy
psychicznie, osoby cierpiące na zaburzenia odżywiania się itd.).
Kilku z nich pracuje jako instruktorzy lub konsultanci w przed-
siębiorstwach. W chwili obecnej nie ma w tym zawodzie bezro-
bocia... dla dobrze wykształconych praktyków.
rze na temat terapii gestalt w ]ęzyku polskim znajdziesz, Czytel-
niku, na naszej stronie internetowej: www.gestalt.pl
'W związku z wejściem Polski do Unii Europejskiej zamieszcza-
my, również za zgodą autora, listę placówek szkolących w zakre-
sie terapii Gestalt zrzeszonych w FORGE. Dla osób uczących się
psychoterapii w instytutach należących do FORGE istnieje obec-
nie możliwość korzystania na dogodnych warunkach z oferty
warsztatowo-szkoleniowej tych instytutów.
DTT TT
4 Instytut Terapii Gestalt jest krakowskim oddziałem Polskiego
Stowarzyszenia Psychołogów Praktyków, którego prezesem w latach 1996-
2002 była Magdalena Zaleska-Stolzman (m.zaleska.gestalt@post.pl)
a obecnie jest Katarzyna Węglorz-Makuch (katarzynamakuch@interia.pl).
3 EAGT - European Association for Gestalt Therapy
6 FORGE - International Federation of Gestalt Training Organiza-
tions.
200
|
|
Norwegia |Oslo _ŁNorsk Gestaltinstitut daan.baalen@os.telia.no
Polska Kraków Instytut Terapii Gestalt gestalt@gestalt.pl
Rosja Moskwa Gestalt Institute of Moscow| greathloGrambler.ru
Moskwa Instytut GT i Psychodramy |nifont@online.ru
bozenkova@mtu-net.ru
St. Petersburg |Gestalt Institute of St. natasha.lebedevaQadl.ioffe.ru
Petersburg etain@yandex.ru
Serbia Belgrad Gestalt-Studio pecotic@waldonet.net.mt
Szwecja |Sztokholm Gestalt Academy info@gestaltakademin.se
of Scandinavia
USA fi.os Angeles |GT Associates Training sweetrita@aol.com
Los Angeles
San Francisco |GT Institute San Francisco |morgan@gestaltinstitute.com
Wielka |Londyn Physis petrushka.c@dial.pipex.com
Brytania
'Wiochy |Florencja Instituto Gestalt Firenze paolo.quatrini@tin.it
Rzym Instituto Gestalt Firenze igf.roma@iname.com
Rzym Ass. Sviluppo Psi. aspic@mclink.it
dell’Individuo e
della Comunita
FORGE - www.gestaltinstitute.com/forge
201
Pierwszy w Polsce
Instytut Terapii Gestalt
Do informacji praktycznych za zgodą autora książki dołącza-
my informację o Instytucie Terapii Gestalt* w Krakowie.
Od 20 lat korzystamy z teorii i praktyki koncepcji Gestalt
w pracy z naszymi klientami.
Obecnie nasz Instytut jako jedyny ośrodek kształcenia psycho-
terapeutów Gestalt w Polsce jest członkiem EAGT* i FORGES,
co potwierdza wysokie standardy naszej pracy. Są one zgodne
z zasadami deontologii zawodu psychoterapeuty.
Prowadzimy terapię indywidualną, terapię par, grupową, za-
burzeń odżywiania się (anoreksja i bulimia) oraz interwencje kry-
zysowe.
Wiecel akmialnvch informacii o działalności Inetvhiit 1 literani=
A b YNN
FORGE
Międzynarodowa Federacja Organizacji Kształcących w zakresie Terapii
Gestalt lista członków
Kraj Miasto Nazwa instytutu Adres e-mail
Belgia Bruksela Integration gestaltintegration@skynet.be
Gandawa Multi-Di-Mens info@multidimens.be
Brazylia {Sao Paulo Instituto Sedes Sapientiae _ |lilian.frazaoGuol.com.br
Dania Kopenhaga |Gestaltterapeutics Institut | gestaltterapi@kursus.dk
Hiszpania |Barcelona Escuela del Taller de GT |zoaQ gestalt.es
de Barcelona
Niemcy |Frankfurt Inst. fiir igor_gestalt@compuserve.com
Organisationsberatung
Monachium |Arbeitskreis Kritische GT | schumannsorge@gestaltleben.de
Francja |Paryż Ecole Parisienne de Gestalt |gonzague.masquelier@wanadoo.fr
Paryż SAVOIR-Psy combeau.michele@wanadoo.fr
Paryz FORGE forge@gestaltcomprehensive.com
Kanada |Montreal Centre de Intervet. gdelisle@cigestalt.com
Gestaltiste
Malta Malta GT Psychotherapy Institute | pecotic@waldonet.net.mt
Malta
Meksyk |Guadalajara |Integro integro@megared.net.mx
Xalapa Centro de Estudios amescua@xal. megared.net.mx
de Investi
202
O e DZ
Proponuje:
-szkolenia dostosowane do potrzeb klienta
-cykle szkoleniowe na różnych poziomach zaawansowania
-coaching dla kadry zarządzającej
‘kursy doskonalące dla trenerów pracujących w biznesie
Uczymy efektywnego rozwiązywania problemów, pomagamy odkryć twórczy potencjał
i poszerzyć umiejętności psychospołeczne niezbędne w zarządzaniu nowoczesną organizacją.
Gwarancją jakosci naszych szkoleń jest wieloletnie doświadczenie w organizowaniu procesu
uczenia się dorostych.
Pracujemy w oparciu o teorię i praktykę Gestalt, Analizę Transakcyjną, koncepcję zachowań
asertywnych i inne, metodami angażującymi uczestników do trenowania praktycznych
umiejętności
Kontakt:
tel/fax: (012) 659 56 60
e-mail: gestalt@gestalt.pl
www.gestalt.pl
Instytut Terapii Gestalt OK PSPP
30-693 Kraków
ul.Gwarna 2A
FORGE - www.gestaltinstitute.com /forge/
P Osoby poszukujące dalszych informacji Autor prosi o bezpo-
średni kontakt:
183 rue Lecourbe
75015 Paris (France)
tel. + 33 1 53 68 64 58
fax.+ 33 1 53 68 64 59
tel. kom. + 33 6 09 76 26 51
e-mail: ginger@noos.fr
BIZNES GESTALT -ITG
DZIAŁ WSPÓŁPRACY Z BIZNESEM I ORGANIZACJAMI
RZADOWYMI I POZARZADOWYMI
mozna uzZyskac certyilkaty
Trenera i/lub Psychoterapeuty.
ETAP TRZECI
Superwizja. Dwuletni cykl spotkań w formie indywidualnej i grupowej superwizji
pracy terapeutycznej z klientem. Po uzyskaniu certyfikatu, jest warunkiem '
jego utrzymania i odnowienia po dwóch latach. i
INFORMACJE:
Instytut Terapii Gestalt
Oddział Krakowski
Polskiego Stowarzyszenia
Psychologow Praktyków
30-693 Kraków, ul.Gwarna 2A
tel/fax: (012) 659 56 60
e-mail: gestalt@gestalt.pl
www.gestalt.pl
SZKOŁA TRENERÓW I PSYCHOTERAPEUTÓW
Instytut Terapii Gestalt proponuje trzyetapowy cykl szkoleniowy dla osób,
które decydują się profesjonalnie zajmować psychoterapią.
Nasze standardy szkołeniowe są zgodne z europejskimi, dzięki przynależności do
European Association for Gestalt Therapy (EAGT), uznawanej przez
European Association for Psychotherapy (EAP) i Światową Organizację
Zdrowia (WHO).
Instytut Terapii Gestalt jest też pełnoprawnym członkiem
International Federation of Gestalt Training Organizations - FORGE
ETAP PIERWSZY
Edukacja w zakresie psychoterapii Gestalt
Roczny program, przygotowujący do udziału w Szkole Trenerów i Psychoterapeutów.
Kończy się uzyskaniem świadectwa o ukończeniu kursu doskonalącego.
ETAP DRUGI
Doskonalenie umiejętności trenerskich i psychoterapeutycznych.
Dwuletni cykl zajęć pod nazwą „Szkoła Trenerów i Psychoterapeutów”.
Po ukończeniu szkoły i spełnieniu określonych w regulaminie wymagań,
KSIĄŻK
USZ
E
BEZ
ZEŃ
No notes yet.